Chrońmy dzieci przed gender

'

Gdy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam wsłuchiwać się w czytane lub opowiadane mi przez dorosłych bajki, malując jednocześnie w wyobraźni obrazy wyłaniające się z potoku słów.  Choć nie gardziłam historiami przeznaczonymi bardziej dla chłopców, jak na przykład o Szybkim Billu i Krwawym Jacku, które, prawdopodobnie na poczekaniu, wymyślał mój tata, zdecydowanie wolałam te o Śnieżkach, Czerwonych Kapturkach czy innych Kopciuszkach oraz im podobnych mądrych i rezolutnych dziewczynach. Główne bohaterki tych opowieści miały zwykle dobre, łagodne charaktery, wielkie serca, otwarte na potrzebujących i pogodne usposobienie. Były skromne, pracowite i pełne wdzięku. Choć czasem znajdowały się w trudnej sytuacji życiowej,  odważnie pokonywały każdą przeszkodę, a na ich drodze zawsze pojawiał się ktoś, kto spieszył im z pomocą. Wtedy nie byłam w stanie wyobrazić sobie takiej baśniowej rzeczywistości, w której moje ulubione bohaterki pogardzałyby księciem z bajki i często w nieczysty, pozbawiony  skrupułów sposób, próbowały wpływać na otaczającą je rzeczywistość. By porzucały piękne suknie na rzecz ubrań typu unisex, a ich zachowania nierzadko trącały arogancją. Nie fascynowałyby mnie te dziewczęce lub kobiece postacie – jakich jest wiele we współczesnych bajkach. Bajkach adresowanych do dziewczynek, którym w procesie wychowania nowocześni rodzice oszczędzili balastu szablonowego myślenia na temat płci. W bajkach, które mnie, zacofanej, brakuje szlachetnych charakterów, wyższych celów, idei dobra i piękna.

W prezencie pod choinkę czy przy innych okazjach dostawałam w dzieciństwie zwykle lalki, domki  dla lalek, zestawy małej fryzjerki i tym podobne, tak kochane przez dziewczynki upominki. Współcześnie ktoś mógłby się przyczepić do modelu w jakim byłam wychowana, bo przecież moi rodzice i dziadkowie utrwalali we mnie stereotypy na temat kobiety i ograniczali moje horyzonty. Oprócz lalek, mogliby mi kupować również samochody, plastikowe szable lub pistolety oraz „korki” do gry w piłkę nożną, żebym wiedziała, że, gdy dorosnę, mogę być kim chcę, choćby górnikiem.

Zajęcia gender w szkole podstawowej w USA

Gdybym chodziła dziś do przedszkola lub do szkoły to ze stereotypami, które tkwią w mej głowie, mieliby szanse rozprawić się, wolni od stereotypów, nauczyciele lub wyspecjalizowani edukatorzy  od seksu. Jeszcze kilka lat temu, gdy w Polsce u władzy była poprzednia ekipa rządząca, w wielu polskich przedszkolach prowadzono z dziećmi zajęcia „uświadamiające”. Obserwując pozbawione ubrań lalki, z wyraźnie zarysowanymi częściami intymnymi, u jednej lalki z męskimi, a u drugiej z żeńskimi, dzieci miały opisać, co takiego mają chłopcy, czego nie posiadają dziewczynki. I odwrotnie. W ramach tej świetnej zabawy, pani dodatkowo przebierała (poza salą) jedno z dzieci, koniecznie dziewczynkę za chłopca, a chłopca za dziewczynkę, by pozostali później mogli  odgadnąć, czy mają do czynienia jeszcze z dawnym kolegą czy już z nową koleżanką. Przedszkolaki powinny odtąd wiedzieć, że chłopcy mogą nosić spódniczki, a dziewczynki ich unikać, bo każdy może chodzić w czym chce, niezależne od płci. I nie należy się kierować w doborze ubrań jakimiś utartymi, przestarzałymi  schematami. 

Z takiego pewnie założenia wyszła pewna angielska mama, która swego synka ubierała w sukienki, na jego własne życzenie. Nie mogła jednak zrozumieć, dlaczego mamy innych dzieci, z przykościelnej świetlicy dla maluchów,  nie podzielały jej entuzjazmu. W konsekwencji ich wyraźnego  niezadowolenia, jej synek został wykluczony z owej grupy przez księdza. Zapewne pozostałe mamy nie były tak świadome i właściwie wyedukowane jak ona.

Wróćmy jednak do gender edukacji w polskich przedszkolach, bo tak należy to zjawisko nazwać. Przez jakiś czas krążył na kanale youtube filmik ilustrujący jedno z takich zajęć z dziećmi. Szybko został usunięty, prawdopodobnie za względu na falę krytyki w komentarzach. Mnie udało się jednak go jeszcze wyświetlić młodzieży gimnazjalnej, w ramach nauczanego przedmiotu o rodzinie. „To jest nienormalne, proszę pani.” To jedyny komentarz, jakiego doczekałam się z ich strony po obejrzeniu tego kilkuminutowego nagrania. Co takiego wywołało u tych młodych ludzi niesmak? Po pierwsze edukowanie seksualne tak małych dzieci, a poza tym wyraźne promowanie postaw homoseksualnych. Cegiełki dołożyła moja koleżanka, komentując nader istotny aspekt z życia par homoseksualnych: „Jako biolog stwierdzam, że to nie jest zgodne z naturą”.

Można się wciąż dziwić, zadawać pytania, dociekać prawdy. Można nie rozumieć pewnych preferencji i orientacji, ale nikogo w tym momencie już nie zaskakuje obecność środowisk LGBT oraz tematyki gender w przestrzeni medialnej, społecznej czy kulturowej. Choć pewne zachowania, treści czy nachalność gremium związanego z LGBT wciąż mogą wywoływać absmak i niechęć, to jednak powoli wszyscy zaczynamy się w Polsce do tej obecności przyzwyczajać. Gender pcha się na uczelnie, próbując zaistnieć jako nauka – a nie tylko ideologia. Tęcza przestała być już wyłącznie symbolem przymierza między Bogiem a człowiekiem lub jednym z ulubionych motywów malarskich dzieci. Rzeczywistością stał się fakt, że czyjeś preferencje seksualne i chęć ich zamanifestowania są przyczynkiem do grupowego paradowania po ulicach polskich miast. To już znamy. Niestety, wyznawcy gender nie zadowalają się przestrzenią już im udostępnioną. Chcą coraz więcej, znacznie więcej. Chcą infekować umysły dzieci i młodzieży, wyciągając w ich kierunku swoje genderowe macki. Obszar wpływów środowisk LGBT właśnie przekracza pewną granicę, wdzierając się na teren edukacji. I na to przyzwolenia być nie może.

Drag Queens czytajacy bajki przedszkolakom w USA

Pomimo, iż od dawna o państwach zachodniej Europy mówi się jako o tych, które już odeszły od chrześcijańskich korzeni, wielowiekowych wartości i otworzyły szeroko drzwi moralnemu zepsuciu, to zdawało mi się, że tendencje te nie mogą dotyczyć instytucji i placówek, w których kształci się i wychowuje młode pokolenia. Jak wielkie zatem było moje zdziwienie, gdy przeglądając szkolne strony internetowe szkockich szkół, przekonałam się, że niektóre z nich oficjalnie deklarują swą otwartość na LGBT. Potencjalnych kandydatów informują o powstałych na terenie placówki grupach dla osób identyfikujących się z tym środowiskiem i zachęcają młodzież do udziału w paradach LGBT Youth Scotland. Oczywiście,  takich zachęt i proklamacji na stronach szkół katolickich się nie znajdzie. W zamian za to można przeczytać o katolickim charakterze szkoły i systemie wychowania w duchu tychże wartości.

Przed wielkim dylematem zatem postawił szkoły katolickie rząd Szkocji, przychylając się, w listopadzie tego roku, do 33 postulatów organizacji „LGBT Inclusive Education”, by m.in. do programów nauczania wielu przedmiotów szkolnych włączyć tematykę orientacji seksualnej, tożsamości płciowej, a w szkolnych statutach dokonać zapisów o konieczności walki z homofobią, bifobią, transfobią i uprzedzeniami wobec osób LGBT. Obowiązek wprowadzenia tematyki gender do szkolnych programów obejmował będzie wszystkie placówki publiczne. Wicepremier rządu, John Swinney, z dumą obwieścił parlamentarzystom, że Szkocja stanie się pierwszym krajem na świecie, który w programie nauczania będzie miał tematy związane z LGBT.

Pomimo jesiennej aury, w stan letargu nie popadły również polskie środowiska gender, które 26 października br. zorganizowały w ponad 200 polskich szkołach tzw. „Tęczowy Piątek”. To akcja środowisk LGBT, która na terenie polskich placówek edukacyjnych odbyła się po raz trzeci.  Inicjatorem i organizatorem „Tęczowego Piątku” co roku jest Kampania Przeciw Homofobii. Na swojej stronie  internetowej KPH zastrzega, że ich przedstawiciele nie wkraczają na teren szkół, tylko przekazują plakaty, tęczowe gadżety i materiały edukacyjne, na podstawie których chętni nauczyciele bądź sami uczniowie przeprowadzają zajęcia. Dlatego, ich zadaniem, udział uczniów w takich zajęciach nie wymaga pisemnej zgody rodzica. Odmiennego zdania byli ci rodzice, którzy o akcji przeprowadzanej w szkołach dowiedzieli się z mediów. Dzięki ich interwencji, kilka szkół wycofało się z akcji. Prawicowe media nawoływały, by rodzice nie posyłali swoich dzieci tego dnia na zajęcia.

Minister Anna Zalewska zapowiedziała kontrole, czy „Tęczowy Piątek” odbył się w placówkach zgodnie z procedurami i za zgodą rodziców. A ja się pytam pani minister: Jakim cudem w ogóle do tej deprawacji doszło? Czyż w Konstytucji RP nie ma zapisu, że: „Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.” A ponad to: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.” Czyż zetknięcie się z treściami genderowymi, choćby na szkolnych holach, osób nie zainteresowanych kampanią lub nakazywanie chłopcom z pierwszej klasy szkoły podstawowej, by przyszli na piątkowe lekcje w spódnicy, bez poinformowania rodziców o celu tej „zabawy” nie jest łamaniem tych praw i wolności?

O roli rodziców w zatrzymaniu ekspansji gender-dyktatury wypowiedział się Roger Kiska z brytyjskiego Christian Legal Centre. W wywiadzie dla jednej z polskich gazet oznajmił, że „Jeżeli ktoś angażuje się w Szkocji w przeciąganie dzieci na stronę LGBT, jest to działanie bezprawne, któremu trzeba się przeciwstawić”. „Szkocję obowiązują akty prawne gwarantujące prawa człowieka, które zabraniają wszelkiej indoktrynacji dzieci. Szkoły i wszelkie instytucje państwowe muszą uszanować prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami religijnymi” – dodał.

Roznegliżowany homoseksualista na tle porozrzucanych dookoła dziecięcych zabawek to materiał promocyjny organizacji Stonewall, która chce „edukować” dzieci na temat „dyskryminacji”‚ „tolerancji” i homoseksualizmu w polskich szkołach

Zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii, przekraczające progi placówek oświatowych środowiska LGBT mają na ustach hasło „tolerancja”. Współczesne słowo wytrych, odmieniane,  przez niektóre grupy interesów, przez wszystkie możliwe przypadki.  Czym właściwie jest tolerancja? Czy mamy uczyć młodych zaledwie tolerować innych ludzi? To naprawdę niewiele. Przecież chrześcijańska nauka społeczna wskazuje, że każdemu człowiekowi należy się szacunek, z samej racji bycia człowiekiem. Czyż szacunek nie znaczy wiele więcej niż tolerowanie? To prawda, powinniśmy się wzajemnie szanować. Winniśmy szanować nawet tych, którzy siebie sami nie szanują. Katolikom nie potrzeba na ten temat pouczeń z ust środowisk LGBT. Wystarczy zgłębiać Słowo Boże i przestrzegać przykazań, w tym – miłości bliźniego.

Ale przecież w tym wszystkim nie chodzi wyłącznie o tolerancję. Nie bez przypadku za działaniami  LGBT kryją się wielkie pieniądze. Pieniądze potężnych inżynierów nowego porządku, nowego „ładu” tego świata. Świata bez zasad, bez tradycyjnej rodziny, bez narodowości, bez tożsamości, bez wiary. Kto spróbuje stawić opór tej sile, musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami. To swoista wojna, w której armaty skierowano przeciwko jedności w rodzinach, przeciw wartościom, a nawet przeciw samemu Bogu. 

Obecna bitwa toczy się o sumienia naszych dzieci. O ich umysły i przyszłe wybory. Pomimo nierównej walki, czy wolno nam je zostawić genderowym drapieżnikom na pożarcie? Nie rezygnujmy z zagwarantowanych nam praw. Walczmy o wychowanie dzieci w duchu wyznawanych przez nas wartości. Dzieci nie są własnością państwa. Nie można się zgodzić na nachalne wpajanie ideologii gender na terenie placówek oświatowych. Należy wyrazić swój wyraźny sprzeciw oswajaniu młodych z ideami LGBT, jednocząc się i podejmując wspólne działania, w gronie podobnie myślących rodziców. W tej walce wszystko może się wydarzyć. Dlatego, w przypadku Szkocji, trzeba być gotowym nawet na wkroczenie na międzynarodową ścieżkę prawną, jeśli inne formy zawiodą.

 

Aleksandra Walecka

Pogoda

-3°C

Warszawa

Przeważnie pochmurno

Wilgotność 77%

Wiatr 27.36 km/h

  • 03 Jan 20190°C-4°C
  • 04 Jan 20190°C-6°C