Czarnoskórzy Polacy – czyli o rzekomym rasizmie nad Wisłą…

'

Izu Ugonoh, polski bokser celebrujący Dzień Flagi (źródł – Twitter)

 

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami ogromnego natężenia prób pisania nowej historii. Po ponad 70 latach od zakończenia wojny z najważniejszych światowych środków przekazu dowiadujemy się o rzekomej współpracy Polski z Niemcami przy mordowaniu Żydów, o domniemanym rasizmie w Armii Krajowej i oczywiście o „polskich obozach zagłady”. Jednak niedawne dokonanie klubu „Idź Pod Prąd”, którego członkowie odnaleźli w Londynie grób czarnoskórego AK-owca, stawia co najmniej w kłopotliwej sytuacji media propagujące takie teorie.

Rzekomy „rasizm” w II RP i Armii Krajowej

Manipulacje w wykonaniu największych koncernów medialnych, takich jak m.in.: brytyjskie BBC, amerykańskie CNN, czy niemieckie ZDF i szwajcarsko-niemiecki Ringier Axel Springer (wydawca m.in.: polskiego „Newsweeka”, gazety „Fakt” oraz portalu internetowego Onet.pl), zmierzają w prostej linii do fałszowania historii. Odbywające się na naszych oczach próby przekłamywania faktów, doszły już do takiego poziomu absurdu, że Polskiemu Państwu Podziemnemu oprócz Holokaustu zarzuca się także rasizm, a dzisiejsze polskie rodziny i kombatanci, idący alejami Warszawy 11 listopada, są na forum Unii Europejskiej nazywani faszystami i zwolennikami supremacji białej rasy

Jeszcze bardziej szokujący jest fakt, że nazwani w ten sposób zostali, także biorący udział w marszu niepodległości, czarnoskórzy Polacy…

W kontekście tych tragi-komicznych pomówień, płynących zarówno z Brukseli jak i z większości „mainstreamowych” mediów, warto przypomnieć niedawne zdarzenie przywracające pamięć jednemu z setek tysięcy polskich bohaterów z czasu II wojny światowej.

Bohater „Murzyn” w szeregach AK

Pod koniec minionego roku w Londynie, nasi rodacy – zrzeszeni w londyńskim klubie „Idź Pod Prąd”, odnaleźli grób Augusta Agboli O’Browna – czarnoskórego AK-owca i uczestnika Powstania Warszawskiego, którego losy niemal w pełni udało się udokumentować.

W kontekście oszczerczych twierdzeń, sugerujących m.in. że II RP była rzekomo państwem podobnym do faszystowskich Niemiec, warto zapoznać się z poniższym, barwnym życiorysem nigeryjskiego muzyka – a zarazem polskiego patrioty.

Podróż z Afryki nad Wisłę

Augustine Agboola O’Brown urodził się w 1895 r. w Lagos, na terenie dzisiejszej Nigerii. Do naszego kraju przyjechał w 1922 r. Zamieszkał w Warszawie przy ul. Złotej. Od tamtej pory w polskich dokumentach figuruje pod imionami August Agbola. Po kilku latach ożenił się z Polką – Zofją Pykówną, z którą miał dwóch synów: Ryszarda i Aleksandra.

 

 

Zdjęcie O’Browna z okładki jego płyty wydanej w 1928 r. w Warszawie

Z zawodu był muzykiem jazzowym – perkusistą. Ze względu na duży talent szybko zaczął cieszyć się niezwykłą popularnością w kręgach kulturalnych stolicy. Rozpoczął współpracę z jednym z awangardowych zespołów i regularne występy w renomowanych warszawskich klubach. Relacje między Nigeryjczykiem i Polakami układały się tak dobrze, że koledzy z jazzbandu postanowili zmienić nazwę grupy na „Murzyńska orkiestra” – i to przede wszystkim pod tym szyldem przeszli do muzycznej historii stolicy.

O’Brown i „Murzyńska orkiestra” znaczne uznanie w środowisku zyskali też dzięki występom w kawiarni artystycznej „Mała Ziemiańska”. Było to jedno z najbardziej prestiżowych miejsc w Warszawie okresu międzywojennego, stanowiące centrum spotkań twórców i inteligencji. Do stałych bywalców lokalu należeli m.in. Jan Lechoń, Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Antoni Słonimski, Kazimierz Wierzyński, Franciszek Fiszer oraz Julian Tuwim. Występował tam też m.in. Chór „Dana” z Witoldem Lutosławskim.

Międzywojenny warszawski jazz

W 1928 r. August Agbola nagrał w stolicy album jazzowy. Według nigeryjskich źródeł był pierwszym zachodnioafrykańskim jazzmanem na świecie, któremu udało się tego dokonać –na stosunkowo młodym rynku fonograficznym. Płyta została wydana przez „Syrena Record” – największą w Polsce i trzecią w Europie wytwórnię płyt winylowych. Przybysz znad Nigru występował też w Polskim Radiu.

Przyjazd O’Browna do Warszawy nie był przypadkowy. Nasza stolica cieszyła się wówczas renomą jednego z najbardziej barwnych i dynamicznie rozwijających się ośrodków kulturalnych na świecie, z tętniącą życiem sceną jazzową. W wielu relacjach z tamtych czasów, nie bez powodu, nazywana była Paryżem Północy. Miało to zresztą związek też z faktem, że przyjezdnych z czarnego kontynentu nad Wisłą nie brakowało – już w latach 20. powstała u nas spora afrykańska diaspora.

 

Warszawa stanowiła swoiste „Eldorado” dla twórców, ponieważ szerzący się w Zachodniej Europie nazizm nie sprzyjał rozwojowi kultury. Naziści uważali jazz za podludzki gatunek muzyki, wyrażający afrykańską zwierzęcość. W Niemczech muzyka jazzowa była zakazana, nie wspominając już o tym, że Afrykańczycy spotykali się tam z represjami za sam kolor skóry…

O’Brown w szeregach Polski Podziemnej

Z biegiem kolejnych lat Nigeryjczyk jeszcze bardziej zżył się nie tylko ze swoim stołecznym środowiskiem, ale także z naszą ojczyzną. Kiedy w 1939 r. Niemcy zaatakowali Polskę zgłosił się jako ochotnik do udziału w kampanii wrześniowej. Brał udział w obronie miasta uczestnicząc w walkach na Ochocie. Po zajęciu naszego kraju przez hitlerowców i ZSRR wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, gdzie otrzymał pseudonim „Ali”. Od 1942 r. należał do Armii Krajowej, do VI Oddziału BIP (Biuro Informacji i Propagandy). Był także zaangażowany w działania konspiracyjne przy pomocy uciekinierom z getta.

Augusta O’Brown – kadr z filmu ‚Żołnierz zwycięstwa’

 

Podczas Powstania Warszawskiego, w stopniu strzelca przydzielony został do oddziału Aleksandra Marcińskiego (ps. „Łabędź”). Batalion „Iwo”, dowodzony przez Marcińskiego, prowadził ciężkie walki na terenie Śródmieścia Południowego – w rejonie ulic Wspólnej, Wilczej, Marszałkowskiej oraz Hożej, czyli w okolicach, gdzie przed wojną i w jej trakcie mieszkał O’Brown. Nigeryjczyk przeżył powstanie, ale od momentu kapitulacji nie ma już żadnych informacji na jego temat. Nie wiadomo też, co działo się z nim i jego rodziną w pierwszych powojennych latach.

Czasy stalinizmu i emigracja do Wielkiej Brytanii

Pod koniec lat 40. i w latach 50. utrzymywał się przede wszystkim z grania jazzu w warszawskich restauracjach. W 1958 r. wyjechał wraz z żoną i dziećmi do Wielkiej Brytanii. Już nigdy nie wrócił do Polski. Zmarł w Londynie w 1976 r.

Badaniem losów AK-owca od kilku lat zajmuje się IPN oraz Muzeum Powstania Warszawskiego. O’Brownowi poświęcona jest także książka historyka MPW dr. Zbigniewa Osińskiego pt. „Powstaniec z Nigerii”, wydana w ramach publikacji P. Śledzińskiego i M. Diouf pt. „Afryka w Warszawie. Dzieje afrykańskiej diaspory nad Wisłą”.

Klub „Idź Pod Prąd” odnajdujegrób w Londynie!

Pod koniec ubiegłego roku członkom londyńskiego klubu „Idź Pod Prąd” udało się dotrzeć do wskazówek, które sugerowały, w której części miasta prawdopodobnie należy szukać miejsca spoczynku O’Browna. Głównym inicjatorem akcji był Paweł Skiba.

Najpierw ustalono ostatni adres zamieszkania Nigeryjczyka po wyjeździe z naszego kraju, a następnie zaczęto po kolei kontaktować się z zarządem wszystkich cmentarzy mieszczących się w pobliżu. Po przeszukaniu baz danych okolicznych nekropoli, trafiono na informację o możliwym umiejscowieniu grobu. Po odwiedzeniu Hampstead Cemetery i sprawdzeniu lokalizacji podanej przez administrację, udało się ostatecznie potwierdzić namiary – znajduje się tam rzeczywiście miejsce pochówku żołnierza Armii Krajowej – Augusta Agboli O’Browna!

Odnaleziono także jego rodzinę, z którą członkowie IPP pozostają w kontakcie.

Grób O’Browna odnaleziony przez Londyński Klub ‚Idź Pod Prąd’ (fot. IPP Londyn)

 

Osoby należące do londyńskiego klubu IPP na co dzień zajmują się w ramach wolontariatu przede wszystkim otaczaniem opieką grobów zapomnianych polskich bohaterów – czyszczeniem, sprzątaniem i renowacją opuszczonych mogił. A także – tak jak w powyższym przypadku – prowadzą działania mające na celu odtwarzanie historii tych, o których pamięć niemal zupełnie zaginęła.

Niemiecka propaganda wiecznie żywa

Jako podsumowanie historii afrykańskiego AK-owca warto przypomnieć, że już od końca II wojny światowej, zarówno II Rzeczpospolitej jak i Polsce Podziemnej starano się przypisać, za wszelką cenę, cechy rasizmu i antysemityzmu – aby następnie próbować choć część winy za Holocaust i eksterminację innych mniejszości zrzucić na Polaków. Hitlerowska propaganda, a później także lewicowe media oraz inne środki przekazu – powiązane m.in. z niemieckim lobby, powielały i powielają do teraz – w różnej formie – kłamstwa wymyślone jeszcze przez ministra propagandy III Rzeszy – Josepha Goebbelsa.

Wyjątkowo czytelną ilustracją, pokazującą poziom absurdu, do jakiego dochodzą te działania, jest przykład omawiany przez dr. Marka Baterowicza w artykule „Głos z Antypodów” („Magazyn Reduta”, nr 3/17). Autor przypomina, że już w latach 60. minionego wieku, w kilku największych australijskich dziennikach opublikowano tekst, w którym stwierdzono że: Niemcy przyszli do Polski po to, by pomóc Polakom wymordować Żydów oraz że Armia Krajowa zajmowała się chętniej mordowaniem Żydów niż walką z Niemcami

Ciekawe jak skomentowaliby takie twierdzenia afrykańscy i żydowscy żołnierze walczący w szeregach AK?

Lord Hamilton przypomina: NIE BYŁO polskich obozów zagłady

Niedawno byliśmy świadkami kolejnej współczesnej fali prób przypisywania Polsce odpowiedzialności za Holokaust i ludobójstwo popełnione przez Niemców w Auschwitz i pozostałych obozach. W reakcji na uchwałę IPN, dotyczącą m.in. penalizacji używania nieprawdziwego i krzywdzącego określenia „polskie obozy zagłady”, wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi, większość tzw. mainstreamowych mediów, ponownie stanęła w obronie… hitlerowskiej propagandy!

Niemiecki obóz koncentracyjny w Auschwitz

 

Dużą, niechlubną aktywnością w tym zakresie wykazały się również brytyjskie serwisy informacyjne, które nie tylko z zaangażowaniem dalej propagowały manipulacje Goebbelsa, ale także blokowały dostęp do wiadomości kompromitujących ich absurdalną politykę.

Oburzenie antypolską propagandą wyraził m.in. angielski arystokrata – Lord Hamilton, będący również deputowanym wyższej izby brytyjskiego parlamentu (House of Lords). Przygotował oświadczenie stające w obronie prawdy historycznej i zwracające uwagę na ewidentne przekłamania powielane przez media.

Wszystkie brytyjskie redakcje, do których zostało wysłane jego stanowisko, odmówiły publikacji.

Cenzura w brytyjskich mediach

Ponieważ szlachetny gest Lorda Hamiltona spotkał się w UK z cenzurą godną faszystowskich i stalinowskich standardów, tym bardziej czujemy się zaszczyceni mogąc opublikować fragmenty jego listu na łamach naszego magazynu.

Arystokrata, odnosząc się do hitlerowskich obozów koncentracyjnych, napisał:

Były prowadzone przez rząd niemiecki, a nie przez polski rząd, który w tym czasie przebywał na wygnaniu. Nie można udawać, że Hans Frank Himler, Heidrich i inni byli Polakami! Jest to tak samo szalone, jak zaprzeczanie Holokaustowi, więc tym bardziej trudno zrozumieć, aby podobnie sformułowanie padło z ust premiera Netanjahu – czytamy w jego publikacji.

Ofiarami niemieckiego barbarzyństwa byli zarówno Polacy, jak i Żydzi. W Polsce za pomaganie Żydom karano nie tylko osobę, która pomogła, ale całą jej rodzinę. Niektórzy Polacy byli jednak na tyle odważni, aby ryzykować życiem swoim i swoich bliskich. Jestem ciekaw czy premier Netanjahu byłby dziś tak samo odważny, gdyby sytuacja była dokładnie odwrotna? – napisał na końcu listu Lord Hamilton.

 

Kajetan Soliński

vcvSourceCssFileUrl:
vcv-globalElementsCssDataMigration:
1

Pogoda

0°C

Warszawa

Pochmurno

Wilgotność 88%

Wiatr 11.27 km/h

  • 14 Dec 20180°C-1°C
  • 15 Dec 20180°C-2°C