Drogi do wolności (I)

Drogi do wolności (I)

W roku 1795 Polska  straciła swą niepodległość. Kraj, który szczycił się osiemsetletnią państwowością przestał istnieć. Szok i niedowierzanie było tak wielkie, że wielu na początku uważało, że to tylko stan chwilowy. Gdy zdano sobie sprawę, że państwowości nikt nam zwrócić nie zamierza, społeczeństwo odpowiedziało zbrojnie. Przez ziemie polskie przetoczyła się fala nieudanych powstań.  Dopiero w latach 60tych XIX wieku po upadku powstania styczniowego większość naszej elity intelektualnej zdała sobie sprawę, że dalsza walka zbrojna nie ma sensu i trzeba poszukać innych dróg, które finalnie doprowadzą nas do niepodległości. Pomiędzy 1864 a 1918 rokiem różne orientacje polityczne wykonały tytaniczną pracę, bez której – przy kończącej się wojnie światowej – nie byłoby czego odzyskiwać.

Siedemdziesiąt więc lat zajęło Polakom zdanie sobie sprawy, że zbrojnie nie są w stanie odzyskać niepodległości, że kolejne powstania przynoszą więcej szkód niż pożytku. Dlatego po 1864 roku coraz popularniejsza stawała się idea pracy organicznej. Elity wiedziały, ze niewola potrawa jeszcze długo i naród trzeba przygotować na jej przetrwanie. Nasi rodacy musieli nauczyć się  funkcjonować i „walczyć” w warunkach pokoju. W wielu przypadkach naród należało wręcz obudzić.   

Dotychczas przytłaczająca większość walczących o niepodległość miała pochodzenie szlacheckie. Co więcej, podczas ostatniego powstania dochodziło do hańbiących scen – gdy ludność chłopska donosiła urzędnikom carskim na powstańców, obrabowywała trupy lub wręcz dobijała rannych. Oczywiście nie było to zjawisko masowe lecz zdarzało się za często by je przemilczeć. Masowa natomiast była bierność chłopów wobec powstania. Inaczej być jednak nie mogło. Przytłaczająca większość mieszkańców wsi nie widziała w powstańcach walczących rodaków tylko klasę panów, z którą nic ich nie łączy, wielu z nich na dobrą sprawę nie posiadało jeszcze w pełni rozwiniętej  świadomości narodowej. W tej sytuacji wywoływanie kolejnych powstań przypominałoby budowanie domu od dachu. Praca organiczna zaś zaczynała od fundamentów. Jej początki sięgają czasów przedpowstaniowych lecz dopiero ich klęska umożliwiła rozwinięcie skrzydeł. Propagatorzy pracy organicznej ruszyli więc w teren uświadamiając narodowo chłopstwo i powstający proletariat.  Zakładali też szkoły i ochronki dla dzieci. Uczyli masy polskie jak stać się świadomym obywatelem i jak odnajdywać się w szybko zmieniającym się świecie.

Na polityczne efekty ich pracy trzeba było poczekać kilkanaście lat. Inne aspekty życia przynosiły efekty już wcześniej. Wspomnę tu tylko o założonym w 1867 roku towarzystwie gimnastycznym „Sokół”.  Mało kto zdaje sobie dziś sprawę w jak słabej kondycji fizycznej było społeczeństwo polskie w XIX wieku. Gdyby nie takie organizacje jak właśnie „Sokół” czy powstały później „Strzelec” mielibyśmy ogromne problemy z rekrutem walczącym o Polskę w drugiej dekadzie XX wieku.

Stańczycy

Jeszcze pod koniec lat 60tych XIX wieku w Galicji zawiązało się konserwatywne stronnictwo zwane Stańczykami. Dziś na ogół zapomniane lub funkcjonujące w przestrzeni publicznej jako symbol kolaboranctwa. Tymczasem prawda wygląda nieco inaczej. Grupa Stańczyków stanowiła organizację elitarną, nigdy nie porwali wielkich mas. Byli często nielubiani w społeczeństwie polskim zaboru austriackiego.

Z drugiej strony, jako grupa posiadali bardzo duże wpływy. Konserwatyści galicyjscy byli wielkimi krytykami naszych powstań narodowych, piętnowali też błędy z przeszłości twierdząc, że do rozbiorów doprowadziliśmy sami swoimi wadami i potknięciami. Krytyka nie miała na celu pastwienia się nad zniewolonym narodem. Liczyli, że mówiąc głośno o naszych wadach i błędach nauczymy się nie popełniać ich w przyszłości. Byli ugodowym stronnictwem lojalistycznym. Swój lojalizm deklarowali nie ze względu na zdradę Polski – jak chcieliby to widzieć różnej maści awanturnicy tylko dlatego, że byli głęboko przekonani iż tylko na drodze lojalizmu i legalizmu mogą wiele ugrać dla sprawy polskiej.

„Najem robotników”, obraz Kazimierza Alchimowicza, 1893 r.

Przez lata większość posłów Koła Polskiego w Austriackim parlamencie wywodziła się z ich środowiska. Ich roztropna polityka doprowadziła do autonomii dla Galicji. Życie polityczne i kulturalne mogło w tym rejonie rozwijać się na poziomie nie osiągalnym dla pozostałych zaborów. Do Galicji zaczęli ściągać późniejsi główni rozgrywający polskiej polityki. Polacy robili bez przeszkód kariery w CK armii. W tym samym czasie, gdy Galicja cieszyła się swobodami politycznymi i kulturalnymi, w sąsiednim zaborze pruskim rozpoczynała się bezwzględna germanizacja. Gdyby środowisko stańczyków wzywało do kolejnego, nie mającego szans powodzenia, powstania Galicja skończyłaby jak zabór pruski. Tymczasem to, co ich najlepiej cechowało to racjonalizm, co często było niezrozumiałe dla wychowanego w duchu romantyzmu społeczeństwa. Autonomia była wielkim osiągnieciem sprawy polskiej. Wysuwanie zaś żądań niepodległościowych było w tamtym okresie bujaniem w obłokach. Bujający w obłokach Michał Bobrzyński nigdy nie zostałby namiestnikiem Galicji, a frakcje Piłsudskiego czy Dmowskiego nie miałyby szans na inne działanie niż w głębokiej konspiracji.

Socjaliści lat 70tych i 80tych XIX wieku

Socjaliści byli pierwszym masowym ruchem politycznym na ziemiach polskich. Wspomniani wcześniej konserwatyści galicyjscy zachowali swój elitarny charakter. W przeciwieństwie do nich socjaliści, po porzuceniu nurtu utopijnego charakteryzującego poprzednie lata, zaczynali coraz bardziej oddziaływać na masy miejskie. W gronie ruchu ścierały się dwa nurty. Pierwszy – reprezentowany przez Bolesława Limanowskiego – wysuwający żądania niepodległości Polski, oraz drugi, internacjonalistyczny – reprezentowany przez Ludwika Waryńskiego. W opisywanych tu latach socjalizm został zdominowany przez nurt internacjonalistyczny, czasem bliski wręcz hasłom narodowym. Dlatego też działania tego nurtu nie miały wtedy jeszcze większego znaczenia dla sprawy polskiej.

Pierwsze dwadzieścia lat po upadku powstania styczniowego charakteryzowało się brakiem wydarzeń, o których dziś uczono by dzieci w szkołach. Jednak okres ten nie był zmarnowany. Stworzono grunt pod nowe ruchy, które już wkrótce zaczęły niebywale dynamicznie się rozwijać, prowadząc ku wolności przez osoby pokroju Piłsudskiego czy Dmowskiego.

Michał Gackowski

 

*(Publikacje opisujące następne lata polskiej drogi do wolności będą ukazywać się w kolejnych numerach)

Related posts