Drogi do Wolności (III)

Drogi do Wolności (III)

W 1899 roku minęło dokładnie 35 lat od upadku powstania styczniowego. 15 lat pozostało do wybuchu wielkiej wojny, zwanej współcześnie pierwszą wojną światową. Jak wspominałem w poprzednim numerze Magazynu, mimo ponad 100 lat zniewolenia naród polski pod każdym względem był zorganizowany jak nigdy dotąd. Polska kultura i sztuka stała na wyższym poziomie niż obecnie! Politycznie rozwijaliśmy się najlepiej jak to tylko było możliwe – żyjąc pod obcym panowaniem. Z czterech głównych nurtów politycznych, opisywanych wcześniej, na czoło wysunęły się dwa zdominowane przez charyzmatycznych liderów – Dmowskiego i Piłsudskiego. Nie oznacza to, że mamy zapomnieć o pozostałych dwóch nurtach. Działalność ludowców trudno przecenić. Jak wiadomo, większość ludności mieszkała na wsi, a fakt, że w przeciwieństwie do np. Ukraińców czy Białorusinów, mieszkańcy polskiej wsi nazywali się Polakami jest w dużej mierze ich zasługą. Taka zmiana dokonała się w zaledwie dwa pokolenia od upadku powstania.

Konserwatyści  mimo niewielkiego poparcia w społeczeństwie byli bardzo wpływową, zwłaszcza w Galicji, grupa polityczną. W tym miejscu warto zatrzymać się na dłużej. Obecnie dominuje zero-jedynkowa narracja. Coś jest dobre albo złe, ktoś jest bohaterem lub zdrajcą. Dotyczy to zwłaszcza postaci historycznych. Brakuje spojrzenia z dystansu. Ludzie współcześni zachowują się często jak uczestnicy sporu z czasów zaboru. Konserwatyści są tego najlepszym przykładem. Jeśli ktoś w ogóle o nich wspomni, to poza niewielkimi kręgami klasycznej prawicy, zarzuca im się lokajstwo, karierowiczostwo, brak patriotyzmu czy wreszcie tchórzostwo. Czyli dokładnie to samo co robili ich przeciwnicy polityczni. Współczesnym krytykom umyka gdzieś fakt, że w zasadzie każdy z konserwatywnych liderów był w młodości powstańcem! Nawet pogardzany do dziś, niesłusznie zresztą,  Aleksander Wielopolski miał swe zasługi podczas powstania listopadowego. Co więcej jeden z późniejszych liderów stronnictwa – Paweł Popiel, mimo że był przeciwnikiem powstania listopadowego, wziął w nim udział a trzydzieści lat później zgodził się na udział swego syna w kolejnym powstaniu. Serce wygrało z rozumem. Przypomina to trochę postawę narodowców wiele lat później. Mimo, że byli  przeciwni powstaniu warszawskiemu – nie widząc szans jego powodzenia – wzięli w nim udział. Podobnie jak dziś tak i wtedy, należy podkreślić że sprzeciw wobec powstania, czego wielu nie potrafi pojąć, nie oznacza braku szacunku dla powstańców. Konserwatyści, jak każde stronnictwo, przez lata popełniali błędy. Politycy bowiem to też ludzie i czasem nawet najlepszym zdarza się podjąć błędną decyzję. Byli frakcją słabnącą, która w odrodzonej Polsce nie odegra już większej roli. Jeśli jednak na odzyskanie niepodległości patrzeć jak na budowę domu, to byli oni tymi, którzy wylali fundament i położyli kilka warstw cegieł. To, że mieli przypisywane niekorzystne “łatki” wynika też po części z zupełnie normalnej walki politycznej. Różne ugrupowania, nawet działając w warunkach zaborów, rywalizują ze sobą i nie ma w tym nic zdrożnego. Co więcej, była to broń obosieczna. Dmowski, który przypisywał konserwatystom wyżej wymienione przywary, gdy zaczął działać w rosyjskiej Dumie przez swoich przeciwników był oskarżany dokładnie o to samo, o co sam oskarżał konserwatystów.

                                          od lewej: Paweł Popiel, Roman Dmowski, Wincenty Witos, Wojciech Korfanty

 

Piłsudski

Według współczesnej mitologii Piłsudski sam w pojedynkę wywalczył nam niepodległość. Inni co najwyżej przeszkadzali. W rzeczywistości późniejszy marszałek jeszcze na przełomie wieków był tylko gwiazdą socjalistów, bez wielkich wpływów politycznych. Prowadził życie awanturnika, dalekie od poważnej polityki. Zabójstwa carskich szpicli, napady na pociągi etc. to dobry materiał na film. Większego znaczenia dla sprawy polskiej to jednak nie miało. Piłsudski był jak komar, który gryzie, jest uciążliwy ale nic złego człowiekowi zrobić nie może. Aresztowany w 1900 r., uciekł brawurowo z carskiego więzienia rok później. Wzmocniło to jego pozycję na tyle, że już w 1902 roku był w ścisłym kierownictwie socjalistów. W 1904 roku wpadł na pomysł zorganizowania powstania przy pomocy cesarstwa Japonii. Udał się w tej sprawie na daleki wschód. W ślad za nim pojechał tam Roman Dmowski, który pragnął odwieść kraj kwitnącej wiśni od tego pomysłu. Jak wiemy, do powstania nie doszło. Japonia nie była skora do pomocy. Piłsudski wrócił jednak stamtąd jako tajny agent japońskich służb (do końca 1918 służył w sumie czterem różnym wywiadom obcych państw). Wielu uznaje rok 1904 jako początek nienawiści (politycznej) między Dmowskim a Piłsudskim. Było to nieuniknione, bo obaj panowie stali się głównymi rozgrywającymi polskiej polityki, a posługiwali się zupełnie innymi metodami. O Dmowskim napiszę później. Jeśli zaś idzie o późniejszego marszałka, to ideą, która przyświecała mu do końca okresu zaborów, była chęć wywołania powstania. Koncepcja ta opanowała go tak bardzo, że nie cofał się przed niczym. Jak już wspomniałem, był agentem obcych wywiadów (w tym wypadku to nie zarzut), choć dowodów na piśmie brak, bo – jak mawiał później –jedną z jego dewiz było „niczego nie podpisywać”. Wbrew jego współczesnym apologetom, działalność marszałka była destrukcyjna. Budowana była na kulcie wodza, na braku planu i prowizorce. Piłsudski nie kalkulował czy ewentualne powstanie ma sens czy nie. On po prostu w to wierzył. Nie przygotowywał swoich kompanów do prowadzenia polityki w normalnym kraju, tylko do konspiracji. Wszystkie te wady odbiły się potem fatalnie na II RP i przyczyniły się częściowo do klęski wrześniowej.  Natomiast korzyścią dla późniejszej wolnej Polski było przewodzenie przez Piłsudskiego socjalistom. Jakkolwiek nieporadne i z góry skazane na klęskę były próby wywołania powstania, miało ono zawsze tylko jeden cel – niepodległość. Żadne internacjonalistyczne rewolucje w imię klasy robotniczej go nie interesowały. Jego gwiazda świeciła tak mocno, że proletariacki odłam lewicy nie był w stanie, do samego 1918 roku, pogrążyć polskich  ziem w chaosie i zniszczeniu, tak jak bywało to w innych krajach.

Józef Piłsudski napada pod Bezdanami na rosyjski pociąg w 1908 r. – tzw. “Skok czterech premierów”

 

Rok 1903

W roku 1903 roku Roman Dmowski opublikował „Myśli Nowoczesnego Polaka”, niedużą ponadczasową książkę zawierającą manifest polskiego ruchu narodowego. Książka szybko stała się popularna i była inspiracją dla wielu młodych naśladowców lidera endecji. Dmowski objawił się nie tylko jako realny polityk, nastawiony na budowanie a nie awanturnictwo ale też jako mąż stanu, analizujący sytuację narodu i kreślący jego drogę rozwoju na lata. To właśnie różniło go od Piłsudskiego. O ile ten pierwszy skupiał się na walce zbrojnej, Dmowski walkę zostawiał żołnierzom. Sam zajmował się sprawami politycznymi. Dla narodu chciał być jak ojciec i nauczyciel, który przeprowadzi go przez życie. Tym, co odróżniało Dmowskiego od pozostałych graczy politycznych jest wszechpolskość. Ideę tę najłatwiej opisać słowami “jeden naród ponad granicami”. Uważał on, że tylko walcząc o sprawę Polaków we wszystkich trzech zaborach jednocześnie można przygotować grunt pod niepodległość. Nie skupiał, wzorem Piłsudskiego, swej działalności tylko na kongresówce. Późniejsze olbrzymie wpływy w dawnym zaborze pruskim, który był zdecydowanie najbardziej opresyjny (wbrew serwowanej nam obecnie w szkole propagandzie),  endecja zawdzięczała  nie tylko antyniemieckiemu programowi ale też temu, że od początku próbowała prowadzić szeroką działalność w każdym z zaborów.

Rewolucja 1905

Na początku roku 1905 wybuchła rewolucja w Rosji. Złowróżbna zapowiedź tego, co stanie się za ponad dekadę. Rewolucja nie ominęła też ziem polskich. W kongresówce był to dwuletni okres chaosu. Odbyło się tysiące strajków i manifestacji, brutalnie tłumionych przez siły carskie. Dwa główne obozy zajęły odmienne stanowiska. Endecy zawzięcie zwalczali rewolucję, choć nie uniknęli rozłamu, po raz kolejny u wielu serce wygrało z rozumem. Socjaliści chcieli przekształcić rewolucję w antyrosyjskie powstanie. Organizacja Bojowa PPS (powstała jeszcze w 1904), gdzie jednym z najważniejszych rozgrywających był oczywiście Józef Piłsudski, ruszyła do boju. Po roku podgryzania sił carskich w gronie socjalistów doszło do rozłamu i podziału na PPS lewica i PPS Frakcja Rewolucyjna. Jednym z liderów tej drugiej stał się Piłsudski. Frakcja pierwsza straciła nadzieję na niepodległość i postanowiła skupić się na ugruntowywaniu zdobyczy socjalnych. Piłsudski z kolei zaczął tracić wiarę w rewolucję. Zrozumiał, że nie może przekształcić się w antyrosyjski bunt o charakterze narodowym. Hasła proletariackie i socjalizm jako idea raczej go nie interesowały, jego celem było powstanie, które przyniesie upragnioną niepodległość. Rewolucja zaś nie przybliżała go do tego nawet o krok. Rozłam był więc nieunikniony.  

Posłowie Polscy

W lutym 1907 roku posłem do Dumy rosyjskiej został Roman Dmowski. Bedzie tam później przywódcą  koła polskiego. Na kilka lat przed wojną Polacy zyskali swoje przedstawicielstwo w parlamencie, które, jeśli doliczymy tak zwanych posłów kresowych (czyli Polaków wybranych poza kongresówką), nie było tylko symboliczne. 

W zaborze austriackim, nasi rodacy mogli prowadzić życie polityczne od lat. Palmę pierwszeństwa straciła endecja na rzecz konserwatystów oraz ludowców – ze wschodzącym kolejnym wielkim politykiem Wincentym Witosem.

W zaborze pruskim liderem sprawy polskiej w parlamencie został, powiązany z endecją, Wojciech Korfanty (w II RP będzie przywódcą chrześcijańskich demokratów).

Związek Walki Czynnej

W czerwcu 1908 roku we Lwowie, z inicjatywy Józefa Piłsudskiego powstał konspiracyjny Związek Walki Czynnej, kierowany przez Kazimierza Sosnowskiego. Związek miał być zalążkiem przyszłej polskiej armii. Związek był konspiracyjny, co nie oznaczało, że władze austriackie o nim nie wiedziały. Piłsudski od blisko dwóch lat współpracował z wywiadem tego kraju. Konspiracja miała na celu raczej ukrycie go przez oczami Moskwy niż Wiednia, bowiem wciąż deklarujący formalną przyjaźń trzej zaborcy, zaczynali prężyć muskuły i powoli przygotowywali się do starcia, a wiadomo, że każda szabla się przyda. Piłsudski postawił na Wiedeń (później Berlin) i w jego oparciu chciał budować przyszłą niepodległość kosztem Rosji. Dokładnie odwrotne założenia miała endecja. Wbrew pozorom dobrze to świadczy o obu środowiskach. Każda opcja miała swoje plusy i minusy ale trudno oczekiwać rozwiązania idealnego w warunkach zaborów. Znamienne jest to, że dosłownie na chwilę przed wybuchem wojny główne środowiska rozumieją, że trzeba na kimś się oprzeć, że posłanie żołnierzy w bój bez patronatu któregoś z państw zaborczych nie ma sensu.

5 minut przed wojną

Na kilka lat przed wojną Polacy posiadają swoją reprezentację polityczną, łącznie z charyzmatycznymi liderami, w każdym z zaborów.  W Galicji rośnie w siłę ruch paramilitarny. W 1910 roku tamtejsze władze zezwoliły na całkowicie legalne powstanie Związku Strzeleckiego  “Strzelec”. Szykujący się do starcia trzej giganci powoli zaczynali rozgrywać sprawę polską, co zemści się na nich już niedługo.

 

 

 

Michał Gackowski

Related posts