Film “Piłsudski” – również w brytyjskich kinach

Film “Piłsudski” – również w brytyjskich kinach

Na ekranach polskich jak i brytyjskich kin można od niedawna obejrzeć długo wyczekiwany film pod tytułem „Piłsudski”. Jak nietrudno się domyślić opowiada on losy pierwszego marszałka Rzeczypospolitej. Nie należę do fanów Ziuka, dlatego zastanawiałem się przez kilka dni czy warto w ogóle tracić czas na ten film. Przeważyła jednak ciekawość.

Reżyserem obrazu jest znany choćby z „Czasu Honoru” Michał Rosa. Odtwórcą roli Józefa Piłsudskiego jest natomiast Borys Szyc. Przeglądając filmowe fora w internecie znajdziemy mnóstwo prześmiewczych komentarzy na jego temat. Domyślam się, że w większości pochodzą od osób, które filmu nie widziały. Szyc jest bowiem zdecydowanie najmocniejszą figurą na ekranie. Powiedziałbym nawet, że to on ratuje ten film. Jest przekonujący, autentyczny. Można na dwie godziny uwierzyć, że z ekranu nie spogląda na nas aktor – tylko autentyczny przyszły marszałek. Twórcy zrezygnowali jednak z mocnego wileńskiego akcentu Piłsudskiego, co mogłoby wyglądać nieco komicznie i nie do końca zrozumiale dla każdego.

Akcja filmu rozpoczyna się w 1901 roku. Przetrzymywany od 14 miesięcy Piłsudski, przy pomocy kilku przyjaciół z PPS, ucieka z carskiego szpitala psychiatrycznego. Po okresie rekonwalescencji i długo wyczekiwanym spotkaniu z żoną Marią (Magdalena Boczarska) akcja filmu przenosi się kilka lat w przyszłość. Tak będzie niestety przez całe 108 minut. Film będzie przeskakiwał z jednego epizodu do drugiego. To pierwsza duża słabość obrazu. Jeśli bierzemy się za produkcję biograficzną, to pokazuje się niewielki fragment życia portretowanej postaci. Gdy natomiast postanawiamy skondensować całe życie, lub jak w tym przypadku blisko 20 lat, oczywistym jest, że film będzie składał się z luźno powiązanych ze sobą epizodów. Cała sztuka polega na tym, by tak przeprowadzić widza aby ten nie pogubił się w tych obrazach i rozumiał dlaczego i jak jeden pokazywany właśnie epizod wiąże się z innym, który widział wcześniej. Tego niestety w filmie nie ma. Wiedza społeczeństwa polskiego na temat drugiej wojny jest niewystarczająca. Jeśli zaś idzie o okres pierwszej wojny, czy lata poprzedzające konflikt, byłbym pozytywnie zaskoczony gdyby choć  10% widzów bez problemu odnajdywało się w realiach epoki i kojarzyło kogo, poza tytułowym Piłsudskim, mamy na ekranie. Nie wiem więc co kierowało reżyserem. Czy nie pomyślał o tak ważnym elemencie jak pewne spoiwa tłumaczące dlaczego, po co i kogo właśnie oglądamy, które powinny znaleźć się pomiędzy poszczególnymi epizodami.  A może założył, że nie jest to film robiony dla szeroko pojętego widza  tylko uderza w hasło „szkoły pójdą”. W tym wypadku liczy, że przed seansem nauczyciel historii dogłębnie nakreśli uczniom tło przedstawianych wydarzeń. Tak czy inaczej mamy obraz nieco chaotyczny.

Drugą słabością filmu jest całe mnóstwo, męczących oko, bardzo ciemnych scen. Nawet niektóre fragmenty rozgrywające się w zaciszu domowym przypominają bardziej słabo oświetloną jaskinię niż pokój działacza niepodległościowego. Moim zdaniem odpowiedź na pytanie – dlaczego mamy tyle szarości i czerni na ekranie – jest bardzo prosta. W ten sposób twórcy starają się ukryć braki w scenografii. Zawiódł budżet czy postawiono na minimalizm?

Dosyć jednak o minusach. Kolejnym plusem obrazu jest sam Piłsudski. Nie mam tu na myśli rewelacyjnej gry aktorskiej Szyca, o której już wspomniałem, tylko sposób pokazania pierwszego marszałka przez reżysera. Nie ma tu patriotycznego nadęcia, tak jak i nie ma oceny postaci. Twórca wierzy w inteligencję widza i w to, że on sam jest w stanie ocenić marszałka. Mamy więc Piłsudskiego pokazanego jako fanatyka sprawy polskiej. Człowieka, który ma tylko jeden cel w życiu i za wszelką cenę stara się go realizować. Z drugiej strony jest Piłsudski, który porzuca starzejącą się żonę i kieruje swą uwagę ku kochance (Maria Dębska). Piłsudski, który za pieniądze uzyskane od obcych wywiadów, buduje Organizację Bojową PPS, stosując na szeroką skalę terror, w którym giną również przypadkowe i niewinne osoby. Watażka, którego jedynym planem jest zabijanie kolejnych Rosjan.  Jednocześnie, ten sam człowiek na zjeździe PPS w Wiedniu – poniekąd sam – wyrzuca się z partii gdy ta nie chce wpisać niepodległości Polski do swego programu.

 

Film Michała Rosy, w co trudno uwierzyć, jest pierwszym filmem o Józefie Piłsudskim. Mimo pewnych zalet odbieram go raczej jako zmarnowany potencjał, z którego można było wycisnąć znacznie więcej.

.

Michał Gackowski

Related posts