Ile wymiarów ma emigracja?

'

Nie tyle emigracja co emigranci

                Co to znaczy emigracja? Sądzę, że raczej należy rozpocząć od pytania: kim jest emigrant? A to pytanie z kolei łączy się z innym pytaniem: jak żyje emigrant? Jakim wyzwaniom musi sprostać emigrant? (…)

                Już w tym miejscu pojawiają się cztery wymiary emigracji, a mianowicie: wymiar indywidualny, małżeński, rodzinny i wreszcie wspólnotowy. Tej czwórce towarzyszy dalszy wymiar, a mianowicie rodzimy.

Każdy związany jest blisko z jakimś językiem ojczystym. Każdy też wyrasta z jakiejś określonej kultury, określonej historii – co najmniej rodowej i takiejże tradycji. Co najmniej w Europie nie widzę ani jednego narodu, który byłby zakorzeniony wyłącznie w kulturze rodzimej. Nadto niemal wszystkie kultury w Europie znamionują korzenie chrześcijańskie. Wraz z dziedzictwem starożytności chrystianizm nadał kulturom narodów europejskich nader silne piętno. Jeśli zważyć, iż kultura europejska wpisana jest w świat, a świat niejako w Europę, wtedy dochodzi nowy wymiar – wymiar ogólnoludzki.

                Stąd w każdym razie emigranci z Polski łączą w swym bytowaniu wymiar rodzimy z następującymi wymiarami: europejskim, chrześcijańskim oraz ogólnoludzkim. A jest tak od dawna – na długo zanim rozpoczęła się globalizacja. Zresztą ta ostatnia często nie wykracza poza sferę gospodarczą, techniczną czy technologiczną, medialną i wreszcie cywilizacyjną.

                W tym miejscu pragnę przypomnieć słowa, które napisał kardynał John Henry Newman: „The only evidence of life is growing.” Nieco swobodnie znaczą one: „Jedyny dowód na życie stanowi wzrost (dojrzewanie)” lub prościej: „Nie ma życia bez rozwoju ku dojrzałości”, czy jeszcze inaczej: „Oczywistość życia to rozwój”.

                Jeśli tę myśl odnieść do emigrantów, to wynika stąd co najmniej (i aż tyle): Polak na emigracji powinien sprawdzać się jako człowiek, Europejczyk, chrześcijanin (o ile nie wyrzekł się chrystianizmu), wreszcie jako Polak właśnie, nie tyle jako „obywatel świata”, co jako członek wielkiej rodziny ludzkiej, którą nazywamy ludzkością. (…)  Stąd widać, że wszystkim potrzeba szerokich horyzontów. Emigranci powinni to rozumieć nawet lepiej niż inni.

                Wobec tego nie mogą się ostać różnego rodzaju zawężenia czy uproszczenia, np.: emigracja za chlebem (ekonomiczna), emigracja za wolnością (polityczna), … za karierą….

Nie jakoby przejawy rzeczywistości, które z tych formuł przezierały, nagle całkowicie znalazły się w lamusie. Niestety nadal różnego rodzaju bolączki i biedy każą także Polakom pakować kufry. Tyle, że te często bolesne bodźce nie są na miarę wyzwań bytowania emigracyjnego. Bo emigracja nie oznacza zawieszenia życia, całej głębi życia, całego zróżnicowania i wewnętrznego bogactwa życia. Na emigrację bowiem nie udaje się fragment człowieka (czytaj np. poszukujący pracy), ale jednostka, w której splatają się i przenikają nawzajem wszystkie wymiary człowieczeństwa. (…)

Z czasem nadejdzie to, co można nazwać podstawowym wyborem emigranta.

A jest to wybór podwójny. Nowoprzybyły musi nie tylko ustosunkować się do tego co przed nim, ale i do tego, z czym się rozstał, choćby zewnętrznie. Musi zatem jakoś połączyć i pogodzić nowe ze starym Nova et vetera. Zdarza się nieraz, że emigrant woli zamknąć się w getcie, albo też na odwrót – spalić za sobą mosty, by niejako oddać duszę i ciało temu, co nowe, zastane w nowym środowisku – z dala od ojcowizny. Tak czy inaczej – rozpoczyna nowy rozdział życia.

                Jeśli emigrant ma dzieci – w wieku szkolnym czy młodsze – musi nadto uzdatnić je do przyszłego podjęcia wyboru emigracyjnego. Innymi słowy to rodzice ukierunkowują dzieci czy to ku dwukulturowości, czy też nie przygotowują w tym kierunku, np. ponieważ nie rozumieją w pełni zagadnienia.

Otwieranie się lub nieotwieranie emigrantów

        Mniej więcej równolegle do próby początkowego zapuszczenia korzeni, dokonuje się to, co można nazwać otwieraniem się lub na odwrót, zamykaniem się czy wręcz zasklepianiem się. (…)

Ogromne znaczenie dla otwierania się ma nowy język – często nieznany. Nie trzeba nikomu tłumaczyć jak wielką rolę odgrywa właśnie język. Trudniej otwierać się na nową kulturę, choćby dlatego, że nie wszyscy emigranci widzą taką potrzebę. Klimat duchowy, panujący w nowym otoczeniu niekiedy wielce się różni od klimatu dotychczasowej ojczyzny. (…)

Warto również pamiętać, że nie każde otwieranie się jest natury poznawczej, intelektualnej. Istnieje bowiem równie ważne, a może nawet ważniejsze otwieranie się natury moralnej. Można nie rozumieć inności bliźniego-tubylca, ale w każdym wypadku trzeba uszanować jego godność i podstawowe prawa człowieka. Postawa dialogowa obowiązuje nie mniej przybysza co tubylców.

Jednemu i drugiemu przystoi życzliwość, cierpliwość, wyrozumiałość, szlachetność – tak, jak zalecał Norwid: jeśli różnić się, to szlachetnie.

Powyższe uwagi pokazują, iż w bytowaniu emigracyjnym pojawiają się dalsze wymiary, a mianowicie kulturowy i kulturalny, intelektualny (poznawczy), moralny i religijny, a konkretniej chrześcijański. (…)

Emigracja ze świata rodzimego do świata obcego bardzo żywo przypomina przeszczep. Z tym przeszczepem każdy emigrant musi się uporać – czy to dalekowzrocznie, czy krótkowzrocznie, czy to mądrze, czy mniej mądrze…

Emigracja pozwala na poznanie dwóch kultur, na porównanie ich i – tym samym – na lepszą ich ocenę – poznając przy tej okazji wyraziściej własną kulturę ojczystą. W każdym razie emigrant ma powód do poszerzenia swych odniesień kulturowych i do zastanowienia się nad swą zmienioną, nową sytuacją kulturową, celem dokonania nowego wyboru kulturowego. (…)

Otwieranie się emigrantów na odmienne środowiska kulturowe

                O ile emigrant zamierza otworzyć się na nowe, odmienne środowisko kulturowe – zastane  w kraju osiedlenia, to ma do czynienia z nie lada wyzwaniem. Nie wszyscy tego pragną. Nie wszystkich na to stać. (…)

Szczególną rolę odgrywa sam język kraju osiedlenia, oznacza bowiem jakby klucz kluczy. On przecież stanowi główny środek kontaktów międzyludzkich, zwłaszcza, kiedy chodzi o głębsze zadzierzgnięcie więzów międzyosobowych. Nadto stanowi on główny środek załatwiania spraw życiowych i potrzeb dnia codziennego, i oczywiście także warunek uczestniczenia w życiu kulturalnym.

Ale zaznaczmy od samego początku: co innego chcieć, a co innego móc. (…)

Wymiary głębokie emigracji

W życiu emigrantów chodzi nie tylko o ilość wymiarów, ale także o ich głębię. Te ostanie określają bardzo istotnie całe życie człowiecze w ogóle – w tym również osobliwy żywot emigrantów. Ze względu na doniosłość i istotność wymiarów głębokich można je nazwać nad-wymiarami – w sensie wymiarów warunkujących inne i przesądzających. Oto one: po pierwsze wymiar moralny, po drugie religijny, ściślej – w polskiej i europejskiej rzeczywistości historycznej i współczesnej – wymiar chrześcijański, po trzecie wymiar narodowościowy, po czwarte wymiar kulturowy (w określonym zakresie), wreszcie po piąte wymiar osobowościowo-indywidualny. Zauważmy, iż wymiar indywidualny można i należy rozpatrywać w podwójnym świetle, a mianowicie w świetle rozwoju osoby oraz w świetle rozwoju osobowości. Cztery pierwsze wymienione wymiary nie występują i nie istnieją w oderwaniu, „same w sobie”. Są natomiast zakorzenione w indywidualnej osobowości i tylko w niej. Osobowość – indywidualna stanowi pewien żywy splot wzmiankowanych wymiarów. Szerszy ich opis odkładam na inną okoliczność. Tutaj tylko jakby migawkowe ujęcia.

A więc również emigrant – nigdy nie przestający być indywiduum osobowościowym, czy to wydarzonym, czy to mniej wydarzonym musi bardziej zmagać się z dobrem i złem. Zarówno w swoim wnętrzu jak i w swoim zewnętrznym postępowaniu. Czasami zwykł potykać się o swą słabość, a czasami upada ulegając złu, złości. Jeśli jest chrześcijaninem, bywa iż dąży nawet do świętości czy w każdym razie do pewnej doskonałości chrześcijańskiej; bywa iż żyje przeciętnie, czy raczej miernie po chrześcijańsku; bywa wreszcie iż trwa w grzechach i niewierze na co dzień bez stanowczej woli nawrócenia; niekiedy rozstał się z wiarą, moralnością, mądrością i kulturą chrześcijańską. (…)

Diaspora polska

Kiedy mowa o emigracji (polskiej) raczej rzadko, jak się wydaje, używa się wyrażenia greckiego „diaspora”. A przecież nie da się zaprzeczyć, że tzw. „Polonia świata”, to właśnie rozproszenie. Co więcej chodzi o podwójne rozproszenie. Po pierwsze emigranci z Polski rozproszeni są po wszystkich kontynentach świata. Po drugie żyją w rozproszeniu – również w krajach osiedlenia. Nie oznacza to wszakże, by diaspora wykluczała większe – jak się powiada – skupiska. Tak jest szczególnie w wielu wielkich miastach. Są zatem liczni emigranci polscy rozrzuceni po całym świecie.

Warto by zresztą zastanowić się, czy i jak „Polonia świata” oddziaływuje na kraj i na „świat”. Ale i na odwrót – czy i jak kraj w jakiś sposób wspiera „Polonię świata”? W szczególności wolno pytać, w jakiej mierze Polacy pamiętają i pomagają Polakom „na wschodzie”, tzn. głównie w krajach byłego Związku Radzieckiego?

Podobne pytania należałoby postawić w odniesieniu do poszczególnych krajów, w których Polacy się osiedlili, względnie nadal się osiedlają. Gwoli trzeźwej oceny rzeczywistości należy zapytać, w jakiej mierze Polacy są obecni w życiu publicznym, w krajach diaspory polskiej? Czy i jak uczestniczą w poszczególnych dziedzinach życia publicznego – np. w polityce, gospodarce, w życiu społecznym, kulturalnym i religijnym. Aby te pytania nie pozostały nazbyt oderwane, można by je ująć bardziej konkretnie. Oto kilka przykładów: Ilu wybitnych polityków wydała Polonia amerykańska? Jak prężne są organizacje polskie w Niemczech – z Konwentem włącznie? Na ile liczy się „głos Polaków” w tym kraju? Jak wygląda dialog i współpraca między Polakami w krajach Europy zachodniej  – np. we Francji i we Włoszech, w Niemczech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Irlandii…? Jaką rolę odgrywa zgoda, wzajemna życzliwość, uzgodnione wspólne działanie… a jaką podziały, rozbicie, odwracanie się do siebie plecami? Ile jest dłoni i ramion otwartych w naszym emigracyjnym żywocie, który wszyscy dzielimy. Czy obędziemy się bez rachunku sumienia i bez uczciwego bilansu?

Wspólnoty parafialne

Wyróżnioną rolę w życiu emigracyjnym odgrywa wspólnota parafialna. Różni się ona znacznie od normalnej parafii terytorialnej. Zazwyczaj jest to rozproszona parafia osobowa. Jej słabość polega na często dalekiej drodze do kościoła i na utrudnionych kontaktach z duszpasterzem. Jej moc natomiast leży w tym, iż staje się miejscem spotkań, rozmów, wymiany doświadczeń.

Zauważmy rzecz raczej mało dostrzeganą oraz mało docenianą. Otóż w całym okresie emigracyjnym tworzono i stworzono polskojęzyczne wspólnoty parafialne. W nich emigranci znajdowali jakby duchową ojczyznę, jakąś duchową przystań oraz ostoję. (…)

Również ci, którzy nie podzielają wiary w Boga i Chrystusa oraz moralności ewangelicznej, mogą przekonać się o tym, jak duży wkład wspólnoty parafialne mogą wnieść i de facto wnoszą w życie każdego społeczeństwa. Dla przykładu: kto bez uprzedzeń rozważa, ile dobra wyrastać może czy to z sakramentu małżeństwa, czy to z sakramentu nawrócenia, ten zrozumie, jakie tu tryskają „dodatkowe” źródła życia. Wystarczy nie być zwolennikiem kryzysów małżeństwa i rodziny, wystarczy troska o społeczeństwo prawa bez korupcji, oszustów, kłamców (…)

Nowa emigracja

                „Nową emigrację” można rozumieć przynajmniej w dwójnasób. Po pierwsze jako najnowszą „falę emigracji” – w odróżnieniu od starej emigracji – często od dziesięcioleci przebywającej za granicą.

Przyświeca mi tu odmienne rozumienie „nowości” emigracji, a mianowicie odmienne warunki kontaktowania się emigrantów z krajem. Otóż od kilku już dekad istnieje możliwość szybkiego podróżowania z kraju pochodzenia do kraju osiedlenia, względnie czasowego przebywania – oczywiście – także na odwrót. Nadto od szeregu lat są to nie tylko szybkie podróże, ale także raczej tanie. Jako niby błyskawiczny pomost między ojczyzną a obczyzną, pojawiły się „nowe media” takie, jak fax, komórki, internet… Chociaż świat wirtualny niesie tez sporo zagrożeń, to w tym wypadku mamy do czynienia raczej z jego blaskami. Na lepsze z kolei zmienia się położenie prawne emigrantów. Dotyczy to w pierwszym rzędzie obszaru Unii Europejskiej. Pierwszy raz możemy mówić „pares inter pares” (równi z równymi). To nie tylko sprawa swobodnego przemieszczania się, ale również równouprawnienia wszystkich obywateli Unii.

                Wreszcie, jeśli pominąć krótki okres międzywojenny, to pierwszy raz w dziejach emigracji emigrantom nie odbiera snu troska o niepodległość kraju. Straciła zatem swą rację bytu „emigracja polityczna”, względnie „niepodległościowa”.

Panteon emigracji

                Mówiąc o panteonie emigracji, względnie emigrantów nie mam na myśli jakiejś (wspaniałej) budowli. Chodzi tu o „panteon” w sensie przenośnym. Często zresztą dotąd czciliśmy wielkich Polaków, którzy znaczącą część życia spędzali na wychodźstwie. Chociaż sporo z nich umarło z dala od ojczyzny – wielu zazwyczaj pochowano na obcej ziemi – to jednak prochy – szczególnie tych największych sprowadzono do Polski – to nic, że po wielu latach. Na emigracji nie ma ani Wawelu, ani Skałki, ani Powązek. Chodzi po prostu o czczenie ich pamięci i o to, aby pamiętać gdzie żyli, nierzadko zmagając się z „trudem istnienia”.

                Wielkość to była różna. Zazwyczaj wymieniamy wieszczów i geniuszy. Byli wśród nich twórcy kultury – w różnych dziedzinach ducha. A zatem trzeba przypomnieć malarzy i rzeźbiarzy, uczonych i naukowców, ale i muzyków oraz aktorów, a dalej pisarzy, publicystów, wydawców i redaktorów, wreszcie przywódców duchowych oraz duchownych, myślicieli i last not least świętych (czy to kanonizowanych, czy nie).

Lista byłaby długa, stąd tylko tytułem przykładu kilka nazwisk, a więc: Norwid, Chopin, Kościuszko, siostry Ledóchowskie, Modrzejewska, Paderewski, i wielu innych.

Jeśli chodzi o literaturę, to takie nazwiska jak np. czwórka wieszczów, a dalej Gustaw Herling-Grudziński, Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz, Józef Łobodowski czy Jan Bielatowicz, oczywiście Stanisław de Vincenz czy poeci Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński… by wymienić tylko wybranych… te nazwiska mówią same za siebie. Józef Conrad Korzeniowski, chociaż pisał po angielsku i stał się klasykiem literatury angielskiej, to jednak nie zerwał więzi z kulturą i losem Polski. Nie sposób też nie pamiętać o muzykach, czyli co najmniej o Szopenie i Paderewskim. Wspomnimy jeszcze tylko niektórych myślicieli: J.M. Bocheński, Leszek Kołakowski, Jan Łukasiewicz, Alfred Tarski, Anna-Teresa Tymieniecka (…)

Staniland, Charles Joseph; The Emigrant Ship

                Kto wie, czy zasygnalizowany tutaj „panteon” wielkich wychodźców nie dorównuje wielkim twórczym osobistościom Złotego Wieku, wysławianym przez historyków. A może go nawet przewyższa. Tak czy inaczej wkład kulturalny emigracji pokazuje, jak wielką wagę ma jej wymiar kulturalny. Bez wielkiej kultury oraz bez znaczącej duchowości emigracja byłaby czymś znacznie mniej wydarzonym. Nawet te nazbyt telegraficzne zapisy pokazują, iż niepodobna sprowadzić zjawisko emigracji do wątku, który wyrażają takie hasła jak: „za chlebem” czy „za wolnością”.

Muzeum wychodźstwa polskiego

                Myśl, aby oddać sprawiedliwość emigrantom, którzy z takich czy innych powodów znaleźli się poza ojczyzną, zasługuje ze wszystkich miar na uznanie i pochwałę. Chodzi również, jak mniemam, o spłacenie pewnego długu wdzięczności.

Niemniej pozostaje do przedyskutowania zarówno sprawa koncepcji tegoż Muzeum, jak i bardzo zasadnicze pytania, co ono jest w stanie ukazać, unaocznić… przybliżyć. Dalsze pytanie brzmi tak oto: co mogą wnieść nowe media do odczytania historycznych i współczesnych losów emigrantów.

                Mówiąc konkretniej – trzeba postawić następujące pytania: jak szeroki jest wachlarz możliwości muzealnego oddania sprawiedliwości wielowymiarowemu zjawisku emigracji? Po pierwsze, ile światła mogą rzucić na zjawiska emigracyjne zdjęcia, odnośne filmy dokumentalne – także z zasobów telewizyjnych? Jakie możliwości rozumienia losów emigranckich otwierają wywiady, zapisy dźwiękowe konferencji czy odosobnionych wypowiedzi „ad rem”? Ile wnoszą różnego rodzaju dokumenty, także prywatne… aż po wspomnienia?  Jak odcisnęła się problematyka emigracyjna w literaturze na wychodźstwie? A jak w publicystyce czy w prasie emigracyjnej? (…)

Jak ukazywać dziedzictwo kulturalne emigracji? Jak współczesną twórczość poza Krajem?

Mówiąc krócej – jaka moc wymowy przysługuje środkom wizualnym, tekstom, zapisom dźwiękowym, mapom, wykresom – last not least: dziełom sztuki i w ogóle dziełom kultury?

Uwagi końcowe

Życie na emigracji domaga się ujęcia całościowego. Na całość tego życia składają się wielorakie części – niby na swoistą mozaikę. A nadto całość to rozwojowa. Na emigrację rzecz jasna składają się też różne swoiste i osobliwe zjawiska. Niemniej kto mówi o emigracji, mówi nade wszystko o ludziach: o jednostkach, o rodzinach – bo zazwyczaj jednostka jakby zakotwiczona jest w rodzinach (niekiedy rozbitych), o wspólnotach, środowiskach wreszcie w krajach osiedlenia.

Otóż emigracja jako całość rzuca oczywiście światło na części. Ale i na odwrót. To bardzo istotny klucz do lepszego rozumienia emigrantów, ich życia oraz jakby całego emigracyjnego układu naczyń połączonych. Do naczelnych pytań dotyczących problematyki o której tu mowa, należą też przyczyny, powody i pobudki opuszczenia rodzinnego kraju. Dwa dalsze nieodzowne pytania odnoszą się do celów, sensu i kryteriów oceny życia emigrantów, a dalej do całokształtu zjawiska emigracji. Takie ujmowanie zagadnienia znamionuje filozofię.

Inne ujmowanie tegoż zagadnienia, a więc np. historyczne, socjologiczne, polityczne, psychologiczne czy prawne zajmują się jedynie poszczególnymi aspektami. (…)

Emigrant wobec wyzwań kraju osiedlenia

Obraz życia emigracyjnego byłby niepełny, gdyby nie wspomnieć o tym, że inaczej przeżywa, odbiera i doznaje pierwsze pokolenie kraj nowego osiedlenia, a inaczej drugie, trzecie i dalsze pokolenia. Przybywający do nowego kraju osiedlenia emigrant zazwyczaj nie zna ani języka, ani zastanych zwyczajów i obyczajów, słowem nowej kultury kraju swego wyboru. Zresztą nie zawsze jest to kwestia nie tyle wyboru, co uwarunkowań prawnych, politycznych… Zaznaczmy mimochodem, iż nigdy dotąd wyjazd na stałe za granicę nie był tak łatwy jak obecnie. W każdym razie w obrębie Unii Europejskiej przemieszczanie się z kraju do kraju już nie zależy ani od wizy, ani od prawa pobytu, ani od prawa do podjęcie pracy itp.

Pozostają ze względów oczywistych natomiast pewne trudności językowe, mentalnościowe, kulturowe… do odmiennego klimatu włącznie. W związku z tym pozostaje to, co możemy nazwać wyzwaniem kulturowym. Innymi słowy, przed przybyszem staje zadanie pewnego łączenia dotychczasowej kultury ojczystej z zastaną nową kulturą kraju osiedlenia. Wszakże mówiąc ściślej, rzecz jest trochę bardziej złożona. Po pierwsze – nowa, zastana kultura jest również pluralistyczna. Po drugie – ta zastana kultura często była tworzona na podstawach chrześcijańskich i europejskich. Po trzecie – tzw. kultura zachodnia, a więc wywodząca się pierwotnie z Europy, czy to w obu Amerykach, czy w Australii, czy w niektórych krajach azjatyckich, ułatwia tzw. inkulturację w kraju, do którego przybył emigrant. Jeśli chodzi o kraje inne od zachodnich, to może dojść do pewnego zderzenia kultur. Łatwo sobie wyobrazić, że zwłaszcza w krajach islamskich czy hinduistycznych albo buddyjskich, emigrant ma do czynienia z bardzo różnym światem duchowym, mało podobnym do kultury poznawanej od kołyski.

Pomijając dalsze wątki stwierdzamy, że emigrant stoi przed dokonaniem tego, co możemy nazwać kulturowym wyborem, swoiście wyborem emigracyjnym. Są rzeczy, których przybysz nie może sobie przyswoić, gdyż są one sprzeczne z jego postawą duchową. Wymieńmy choćby niektóre z nich: praktyki islamistyczne, postawy szowinistyczne, nadmiernie nacjonalistyczne, czy też postawy wynikające z takich czy innych ideologii. Dla przykładu wymieńmy: rasizm, fanatyzm (np. religijny), brak tolerancji czy w ogóle postaw odrzucających podstawowe prawa człowieka. Rzecz jasna, że emigrant będzie omijał kraje bardzo różniące się od ducha chrześcijańskiego, humanistycznego, słowem opartego na uszanowaniu osoby ludzkiej (każdego człowieka bez wyjątku), a zatem podstawowych praw człowieka.

Na osobne omówienie zasługuje opis tego, co składa się na podstawowy wybór emigranta – przybysza. Zaznaczmy tutaj tylko tyle: podstawowy wybór emigracji wpisuje się poniekąd w wielkie życiowe wybory człowieka, o których autor pisał w książce „Szkice o człowieku”.

Ks. Witold Broniewski

Pogoda

-3°C

Warszawa

Przeważnie pochmurno

Wilgotność 77%

Wiatr 27.36 km/h

  • 03 Jan 20190°C-4°C
  • 04 Jan 20190°C-6°C