Piorun a krzyż na Giewoncie

Piorun a krzyż na Giewoncie

Kilka dni temu na Giewoncie doszło do tragedii. Kilka osób zginęło, grubo ponad 100 zostało rannych. Minęły minuty i już znaleźli się ci, którzy postanowili tę tragedię wykorzystać politycznie.

Wykorzystać do tego, by kolejny raz postulować demontaż krzyża. Byłoby uczciwiej, gdyby powiedzieli, że świadomość jego istnienia przyprawia ich o torsje z powodów ideologicznych. Byłoby uczciwiej, gdyby napisali, że nie lubią religii i jej symboli. Ale tego nie robili. Pisali o fizyce i bezpieczeństwie, o tym, że krzyż „przyciąga pioruny”, dlatego trzeba go zdemontować. Że „zagraża bezpieczeństwu” turystów, w końcu, że „znowu zabija”. Skoro ktoś w swojej argumentacji powołuje się na nauki ścisłe, poczułem się wywołany do odpowiedzi. Na Twitterze napisałem, że mówienie, iż krzyż przyciąga pioruny, jest bzdurą. No i się zaczęło.

Szczerze – byłem zdziwiony reakcjami. W moim wpisie podlinkowałem dłuższy tekst, w którym tłumaczę, jak zachować się w górach podczas burzy. Mój wpis wywołał falę komentarzy. Oczywiście natychmiast został wykorzystany politycznie (światopoglądowo). Jedni pokazywali go jako dowód mojego zaczadzenia (wiadomo, katolik), drudzy jako dowód na zaczadzenie innych. Nie znoszę tego, ale dzieląc się publicznie swoimi opiniami, mam świadomość, że nie do końca panuję nad ich dalszymi losami.

Cały artykuł na: 

https://www.gosc.pl/doc/5818691.Krzyz-na-Giewoncie?fbclid=IwAR3mQ3dNcL3oGQUXpL7Dy8-K6IXz-DFoJ9ThusTYpZGYyHYR_4GKZsOm9eI

Źródło: Gość.pl

Related posts