Mea culpa, bo nie kablowałem

Mea culpa, bo nie kablowałem

Nie wiem czy życie w innych krajach bywa tak nieznośne jak w Polsce. Dlatego nie będę porównywał. Skoncentruję się na wyrażeniu uczucia absurdu, które wypełnia moją duszę. Od zawsze starałem się zachowywać do wszystkiego jak największy dystans, ale irracjonalna rzeczywistość, w brutalny sposób zawsze właziła buciorami do życia. Przez ostatnie ćwierćwiecze miało to najczęściej formę idiotycznych przepisów i idącej za nimi biurokracji, która z nieznanych mi przyczyn chce regulować wszystko. Podobnie było wcześniej, za PRL-u. Odnoszę jednak wrażenie, że wtedy więcej osób zdawało sobie sprawę, że propagandowy świat Dziennika Telewizyjnego i transmisji z obrad Komitetu Centralnego PZPR ni jak się miała do życia. Dziś ludzie zatracili dystans, a szaleństwo ogarnia nawet umysły znajomych. Jest nie tylko głupio, ale i strasznie.

Jacek Żakowski zapytał w telewizji Rafała Ziemkiewicza, co ten robił w latach 80., dlaczego nie działał w opozycji. Niezależny dziennikarz nie wykazał się refleksem i udzielił głupiej odpowiedzi, udając, że w owym czasie był dzieckiem. Dla mnie cała sprawa wydała się śmieszna i bez znaczenia. Okazało się jednak, że głupi atak Żakowskiego ad personam, bo nie ad rem, wywołał kolejną burzę w szklance wody rozmywając moralny problem związany z agenturalną przeszłością Lecha Wałęsy. Dodam, że spawa TW Bolka znana jest od dawna i tylko koleżeńsko zamiatana pod dywan. Po wybuchu sprawy z dokumentami z domu Kiszczaka, dowiedziałem się, że znajomi chcą jechać do Warszawy na manifestację w obronie byłego przewodniczącego Solidarności. Pomyślałem, że ogłupieli, bo taka postawa nie jest dążeniem do wyjaśnia sprawy, tylko pragnieniem zaczarowania rzeczywistości. Protestem nie da się jednak zmienić faktów z życia noblisty. Siłą umysłu nic się nie zmieni, jeżeli Wałęsa naprawdę był agentem SB. Te dwa zdarzenia sprowokowały mnie do zadania sobie kilku pytań o ocenę najnowszej historii Polski. Czy bez Lecha Wałęsy strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina nie zakończyłby się sukcesem? Czy Lech Wałęsa był osobą niezastąpioną? Czy bez Lecha Wałęsy nic by się nie stało, a robotnicy powróciliby do pracy po groźbach komunistów? Czy gdyby na czele strajku nie stanął Wałęsa, to nie znalazłby się jakiś inny Jan Kowalski, który na koniec zostałby symbolem polskiej walki z komunizmem? Czy w ówczesnej sytuacji politycznej ów Kowalski nie otrzymałby nagrody Nobla? Mówiąc krócej zastanawiałem się, czy Lech Wałęsa wypłynął na fali stoczniowych protestów i to one były warunkiem koniecznym do jego późniejszej kariery, czy odwrotnie. W mojej ocenie odpowiedź jest prosta. Lech Wałęsa był jednym z wielu, a jeżeli był agentem, to jego wpływ na polskie przemiany mógł być negatywny. Podobnie zastanawiałem się co jest symbolem polskiej walki z komunizmem: strajk robotników czy osoba Lecha Wałęsy? Bohaterami są stoczniowcy czy zarozumiała jednostka?

Włodzimierz Bykowski

W Polsce nie mieszka jednak logika. Nie ma rozmowy, są emocje. Życie zdeterminowane jest przez wojnę plemienną. Nie ma znaczenia prawda. Jest tylko walka i nienawiść, ale nie nasza, tylko tych drugich. Możemy nienawidzić, bo nienawidzą ci drudzy. Taki jest tu klimat. Ale ja znam odpowiedź na pytanie postawione Ziemkiewiczowi przez redaktora Żakowskiego. Najważniejsze, że RAZ nie kablował, bo znaczenie ma nie tylko to co się robi, ale również to czego się nie robi. Jeżeli obrońca zwierząt będzie potajemnie je mordował, to nie będzie obrońcą zwierząt. Jeżeli policjant nie będzie ścigał przestępców, ale im pomagał, to nie będzie policjantem, będzie przestępcą. Jeżeli opozycjonista będzie donosił władzy na kolegów to nie będzie opozycjonistą, będzie agentem. Każdy wybór ma swoje konsekwencje. Rafał Ziemkiewicz nie był opozycjonistą, ale nie był też zdrajcą. To też była decyzja. W Polsce mamy jednak demokrację. Będziemy głosować. Wołowinę nazwiemy wieprzowiną, a wieprzowinę wołowiną. A kiedy przyjadą do nas islamscy uchodźcy, to zdziwimy się, że mimo religijnego zakazu jedzą to co nazywamy wieprzowiną. Myślimy, że możemy zaczarować świat niczym czarodziejka Armida z Jerozolimy Wyzwolonej. Taki jest u nas klimat. Oskarża się innych, że oskarżają bez dowodów, ale samemu broni się również bez dowodów. Jest jednak coś głupszego. Usprawiedliwia się przez powszechność i analogię. Mówi się, że inni też tak robili tylko po to by umniejszyć winę. Wszystkich wrzuca się do jednego kubła z pomyjami. Ale kradzież samochodu jest kradzieżą samochodu, nawet jeżeli wszyscy wszystkim ukradną samochód. Wtedy wszyscy będą złodziejami! Prostytutka uprawiająca tylko seks analny nie jest dziewicą mimo zachowanej błony dziewiczej, jest kurwą!

W Polsce obowiązuje jednak inna logika. Mamy relatywizm klimatyczny. Więc trzeba się dostosować, zrobić rachunek sumienia i szczerze wyznać winy. Dlatego spowiadam się wam obywatele Rzeczpospolitej Polskiej. Zawiniłem bardzo. Nie pisałem w liceum donosów na kolegów, nie zapisałem się do PRON, nie byłem na studiach członkiem ZSMP, nie studiowałem nauk politycznych na akademii przy Komitecie Wojewódzkim PZPR, nie napisałem listu do generała Kiszczaka, po morderstwie księdza Popiełuszki, nic podobnego nie robiłem, a przecież gdybym coś takiego robił, to może później miałbym szanse stać się bohaterem albo szanowanym autorytetem? Nie wstąpiłem również do ZOMO i w efekcie nie otrzymuję emerytury jak niektórzy rówieśnicy. Będę musiał harować do śmierci. Dlatego oświadczam. Moja wina, moja bardzo wielka wina, przeto błagam najświętszą Polskę Ludową o wybaczenie, a was obywatele o wstawiennictwo i modlitwę do symbolu naszego zwycięstwa z komunizmem. Niech nam żyje przewodniczący i prezydent Lech Wałęsa, niech żyje! Sto lat!

 Włodzimierz Bykowski

Related posts