Patronka niepodległości. Matka Boża w polskiej historii i malarstwie patriotycznym (cz. 1)

Patronka niepodległości. Matka Boża w polskiej historii i malarstwie patriotycznym (cz. 1)

Współczesna historiografia, której metodologicznych źródeł należałoby szukać w marksizmie (żeby nie cofać się jeszcze dalej) bardzo często pomija społeczno-religijny kontekst prezentowanych wydarzeń. Oddziela się sferę polityki i religii oraz związanego z nią kultu, bagatelizując jego wpływ na losy danej społeczności czy państwa.  W niniejszym artykule postaram się zwrócić uwagę na rolę, jaką odegrała Matka Boża (i związany z nią kult) w duchowej formacji narodu polskiego, od zarania naszej państwowości, przez lata zaborów, aż do odzyskania niepodległości w drugiej i trzeciej dekadzie XX wieku.

               Chrześcijaństwo na ziemiach polskich od samego początku miało silny rys Maryjny. Już w czasach Mieszka I zaczęto stawiać kościoły i kaplice pod wezwaniem Matki Bożej. Może to świadczyć o szczególnej roli, jaką nasi protoplaści, ciągle jeszcze poszukujący swojej tożsamości narodowej, przypisywali Bożej Rodzicielce. Na życzenie księżniczki Dobrawy, jeszcze w 965 roku, miała powstać w Ostrowiu Tumskim pierwsza na tych ziemiach świątynia pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny.

Matka budzi swoich synów

                Kult Matki Bożej znajdował swój wyraz w czci, jaką otaczano jej wizerunki. Zwane często „cudownymi” stanowiły swoistą, namacalną namiastkę obecności Maryi i jednocześnie, za sprawą doświadczanych przez wiernych łask, potwierdzenie jej skutecznego orędownictwa. Jednym z takich przedstawień, z którym wiążą się przekazywane w tradycji ustnej historie, zwane dziś legendami, jest obraz Matki Bożej Budzieszyńskiej znajdujący się obecnie w Mokobodach.

                W XII wieku okolice dzisiejszego Budziszyna były przygranicznymi terenami nękanymi najazdami Jaćwingów. Jaćwingowie unikali walnych bitew stosując taktykę szybkich i krótkich wypadów na teren wroga. Podczas jednej z takich nocnych eskapad zbliżyli się do obozu nieświadomych zagrożenia Polaków. Polskich wojów przed niechybną rzezią miał uchronić blask, którym w cudowny sposób rozpromienił się obraz Matki Bożej zawieszony na drzewie i obudził śpiących żołnierzy. W pobliżu miejsca gdzie objawiła się cudowna poświata, wytrysnęło źródełko, z wodą o leczniczych właściwościach, co potwierdzają liczne świadectwa, chociażby biskupie protokoły wizytacyjne z XVI wieku. Sama nazwa ‘Budzieszyn’ (wcześniej: Zbudzisyn) powstała jako upamiętnienie zdarzenia: Matki Bożej „budzącej swoich synów”. Wspomniana historia (i jej podobne), niezależnie od tego, czy uznamy ich autentyczność, czy nie, dowodzą szczególnego kultu, jakim była otaczana Matka Boża oraz przeświadczenia o opiece, jaką otaczała młode, jeszcze formujące się w swojej tożsamości państwo.

Berło i różaniec

                W okresie średniowiecza bardzo popularne były przedstawienia Mater omnium – Matki Bożej opiekunki wszystkich stanów. W XV wieku pojawiają się wizerunki Matki Bożej Różańcowej – w  Rzeczpospolitej, w pierwszej połowie XVI wieku. Oby typy ukazują Maryję adorowaną przez wiernych. Wśród postaci otaczających Matkę Bożą często możemy odnaleźć przedstawicieli władz, zarówno świeckich i duchownych. Na obrazie z kościoła św. Jana w Sandomierzu z 1599 roku widzimy scenę adoracji, w której Bożą Rodzicielkę otaczają: Zygmunt III Waza, cesarz Rudolf II, papież Klemens VIII i kardynał Jerzy Radziwiłł – osoby związane z Ligą antyturecką. Z kolei na wizerunku z kościoła parafialnego w Sońsku (3 ćw. XVII w.) Matce Bożej towarzyszy Michał Korybut Wiśniowiecki (który określał siebie mianem „niewolnika Maryi”). Obecność królów na tego typu przedstawieniach potwierdza, istotny, ale niekoniecznie powszechnie znany fakt, szczególnego kultu, jakim była otaczana Matka Boża przez najważniejsze osoby w państwie.  Możemy wręcz mówić o tradycji przynależenia głów koronowanych do bractw różańcowych, ich członkami byli: Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt I Stary, Zygmunt II August, Stefan Batory, Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz, Michał Korybut Wiśniowiecki, Jan III Sobieski, Stanisław Leszczyński oraz August III Sas. Od czasów królowej, świętej Jadwigi i króla Jagiełły wszyscy polscy władcy (z niechlubnym wyjątkiem Stanisława Augusta Poniatowskiego), pielgrzymowali na Jasną Górę składając hołd Matce Bożej. Należy również pamiętać, że pośród wielu budowli sakralnych wystawionych na jej cześć znajduje się, ufundowana przez Zygmunta I Starego, jedna z najsłynniejszych polskich kaplic tzw. Kaplica Zygmuntowska, oficjalnie kaplica Wniebowzięcia Najświętszej Panny Marii oraz św. Barbary, zwana „perłą renesansu po tej stronie Alp”.

Ja to królestwo bardzo umiłowałam

                Dodatkowym impulsem do powstawania kolejnych maryjnych wizerunków stały się Śluby lwowskie Jana Kazimierza, uwiecznione m.in. przez Jana Matejkę, na ostatnim stworzonym przez niego dziele. Zanim jednak przybliżymy to wydarzenie i jego upamiętnienia w sztuce, należy przypomnieć kilka wcześniejszych faktów, które przygotowały odpowiedni „grunt”.

Jan Matejko, Śluby Jana Kazimierza, 1893, olej, płótno, Muzeum Narodowe we Wrocławiu, źródło: Wikipedia

Dnia 14 sierpnia 1608 r. mieszkającemu w Neapolu włoskiemu misjonarzowi, jezuicie, 71-letniemu ojcu Juliuszowi Mancinelliemu ukazała się Maryja z Dzieciątkiem Jezus, w towarzystwie św. Stanisława Kostki (jego zakonnego współbrata). Odpowiadając na jego uniżone powitanie rzekła: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Dwukrotnie jeszcze ponowione „orędzie” Matki Bożej, w dwóch kolejnych objawieniach, jakich doznał o. Mancinelli, wzbudziło wielką radość wśród Polaków i króla Zygmunta III. Jednak entuzjazm nie został przekuty w żaden konkretny czyn – Maryja nie została ogłoszona królową Rzeczpospolitej. Abstrahując od późniejszych wydarzeń słowa Matki Bożej mają dla nas szczególną wartość, jako źródło historyczne. Mianowicie potwierdzają fakt silnie rozbudzonej pobożności maryjnej, jaka charakteryzowała naszych rodaków na przestrzeni minionych wieków.

Pod opiekuńczym płaszczem Maryi

Latem 1626 w trakcie trwania wojny trzydziestoletniej protestanckie wojska złożone z Duńczyków przystąpiły do oblężenia Gliwic. Trzeba tutaj nadmienić, że Gliwice miały wówczas status wolnego miasta królewskiego i wchodziły w skład Królestwa Czech, będąc jednocześnie miastem zamieszkałym przez katolików. Według zapisków kronikarzy, na widok ogromnej liczby duńskich najeźdźców gliwiczanie ślubowali odbyć pielgrzymką dziękczynną na Jasną Górę, jeśli miasto zostanie ocalone. Wróg został odparty, a nad Gliwicami podczas szturmu miała się pokazać Matka Boża rozpościerająca swój płaszcz, który chronił miasto przed armatnimi pociskami. Zgodnie z obietnicą Gliwiczanie po dziś dzień pielgrzymują do Częstochowy, dziękując Maryi za opieką nad ich miastem.

Franciszek Kondratowicz (?), Oblężenie Częstochowy przez Szwedów, przed 1900, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie

Historia znajduje swoje potwierdzenie w dziełach plastycznych. Na jednym z nich, obrazie nieznanego autora powstałym przed 1779 rokiem, znajdującym się w kościele Wszystkich Świętych w Gliwicach (pamiętającym czasy oblężenia), widzimy Maryję, która otacza swoim płaszczem, broniące się przed najeźdźcą miasto. Matkę Bożą możemy odnaleźć również na (historycznym już) herbie Gliwic nadanym przez cesarza Ferdynanda II w 1629 roku, jako upamiętnienie cudownej interwencji Maryi.

W dniach od 28 czerwca do 10 lipca 1651 roku pod Beresteczkiem na Wołyniu rozegrała się jedna z największych bitew lądowych XVII-wiecznej Europy. Wojska polskie pod dowództwem Jana Kazimierza pokonały tatarsko-kozackie siły Bohdana Chmielnickiego, który wzniecił powstanie przeciwko Rzeczpospolitej. Pamiętnikarz Stanisław Oświęcim (służący m.in. na dworze króla Władysława IV) tak relacjonuje wydarzenia mające miejsce bezpośrednio przed bitwą: „Tey nocy zaraz, która była ze środy na czwartek, chorągiew Pana Stanisława Potockiego Wojewody Podolskiego na straży będąc w polu, widzieli białogłowę na powietrzu płaszczem swym obóz nasz okrywającą. Co Najświętszej Pannie przypisawszy, padali na kolana zaraz i Litaniam Loretanam śpiewali nabożnie. Które widzenia mieliśmy sobie za oczywiste znaki protekcji nad wojskiem y przyszłych da Bóg zwycięstw”. Na cześć triumfu polskiego oręża, które przypisano opiece Matki Bożej, we wsi Witów (nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego), ojcowie Norbertanie z pobliskiego opactwa, w tym samym roku, ufundowali słupową kapliczkę, która przetrwała do naszych czasów.

Cztery lata później pod klasztorem na Jasnej Górze stanęły wojska szwedzkie pod dowództwem generała Burcharda Müllera. Przez 40 dni bezskutecznie usiłowały doprowadzić do kapitulacji, bądź siłowego zdobycia częstochowskiej twierdzy. Oddziały generała Müllera, doświadczonego weterana wojny trzydziestoletniej odniosły przede wszystkim wizerunkową klęskę. Pomimo niepowodzenia protestanckich żołdaków, fakt targnięcia się na jasnogórski klasztor, jedną z największych świętości narodu polskiego (miejsca gdzie bije jego serce, jak powiedział św. Jan Paweł II), wzburzył Polaków. Był bezpośrednią przyczyną, obok grabieży, gwałtów i profanacji katolickich świątyń, zawiązania konfederacji tyszowieckiej, która zapoczątkowała zbrojne powstanie przeciw szwedzkiemu królowi. Wbrew temu, co piszą niektórzy historycy, zwycięska obrona Jasnej Góry nie była wydarzeniem marginalnym, niezauważonym przez współczesnych. Przeczy temu chociażby fakt, iż nieustępliwość obrońców opisywała największa ówczesna francuska gazeta „Gazette de France”. 

Herb Gliwic obowiązujący od 1629 r. do II poł. lat 40. XX w, budynek Wydziału Chemicznego Politechniki Śląskiej w Gliwicach, fot. Paweł Niemczuk, źródło: Wikipedia

Królowa Korony Polskiej

Przebywający na wygnaniu król Jan Kazimierz, który jeszcze „przed momentem” błagał o finansową i militarną pomoc papieża Aleksandra VII, postanowił wrócić do kraju i podjąć walkę. Zdawał sobie jednak sprawę, że samym orężem nie zwycięży i zastosował się do rady Ojca Świętego, aby oddać Rzeczpospolitą pod opiekę Matki Bożej: „Mary­ja was uratuje, to Polski Pani. Jej się poświęć­cie. Jej oficjalnie ofiarujcie. Ją Królową ogłoś­cie, przecież sama tego chciała“. 1 kwietnia 1656 roku Jan II Kazimierz Waza w lwowskiej katedrze, otoczony biskupami, w obecności legata papieskiego złożył śluby (których tekst napisał św. Andrzej Bobola) przed obrazem Matki Bożej Łaskawej i uroczyście ogłosił Maryję Królową Korony Polskiej. Wtedy też, po raz pierwszy, podczas publicznego od­mawiania litanii loretańskiej przez nuncjusza papieskiego Piotra Vidoniego, padło trzykrotnie powtórzone wezwanie: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami” (oficjalnie zatwierdzone przez Benedykta XV dla całej Polski dopiero 14 stycznia 1920 roku). Antonio Pignatelli, późniejszy papież Innocenty XII, tak odniósł się do tego bezprecedensowego zdarzenia w następujących słowach: „Szczęśliwe Narody, które taką mają historię jak Polska, szczęśliwszego od Was nie widzę Państwa, gdyż Wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne – obyście to tylko zrozumieli sami”.

To wyjątkowe zdarzenie, jakim były lwowskie śluby znalazły swoje upamiętnienie nie tylko na wspomnianym obrazie Matejki. Jednak płótno krakowskiego mistrza, który zwykł mawiać, że „nie można oddzielać sztuki od miłości do Ojczyzny”, posiada szczególne walory. Jan Matejko, tworząc swój ostatni obraz (który możemy odczytywać w kategoriach duchowego testamentu), podjął się tematu, który wielu badaczy uważa dziś za zupełnie nieistotny w kontekście politycznych dziejów Rzeczpospolitej. Matejko, tak jak w przypadku obrazów „Zaprowadzenia chrześcijaństwa”, czy „Zabójstwa św. Stanisława”, wykazał się wielką mądrością (której brakuje wielu utytułowanym historykom), zwracając uwagę na przełomowy moment w naszych dziejach. Nie było to spektakularne militarne zwycięstwo, czy też podpisanie traktatu pokojowego po wygranej wojnie, ale wyraz potężnej ufności, w moc Nadprzyrodzonego. A co w tym najistotniejsze, ta wiara, wyartykułowana przez króla i stojący za nim naród, stała się tym, co zapewniło przetrwanie, tak brutalnie sponiewieranej w kolejnych wiekach, Polsce.

 

Mateusz Soliński

Related posts