Wspomnienia z wakacji

'

Sześć wakacyjnych tygodni spędzonych w ojczyźnie minęło jak z bicza trzasnął. Po raz kolejny Polska zaskoczyła mnie swoimi zmianami. Pięknie odrestaurowane kamienice zachwycają secesyjnymi zdobieniami i kolorami. Wakacyjna atmosfera miast tętni życiem i zabawą w otwartych do późna kawiarniach i restauracjach. Wykwintne lokale zachęcają zgłodniałych przechodniów wnętrzami, zapachami, delikatnymi dźwiękami granej na żywo muzyki. Modnie ubrane panie i pachnący panowie sączą kolorowe drinki. Nowoczesne hotele zapewniają odpoczynek w spa, spływy kajakiem, przejażdżki rowerowe lub konne,  kręgielnie, parki linowe i inne atrakcje. Centra edukacyjne fascynują, bawią i uczą nie tylko małych, ale też tych dużych. Tu zgrabna rzeźba dziewczynki z piernikami, tam przysiadł znany naukowiec, słychać plusk fontanny podświetlanej kolorowymi lampkami. Czyste ulice, zadbane trawniki, bujne klomby z kwiatami, odmalowane blokowiska. Zachwytu dopełniła ławka z bateriami słonecznymi, gdzie strudzony wędrowiec może podładować swój równie strudzony telefon komórkowy, podłączając go do wejścia USB.

Maria Rajczyk, „Wakacje na niebie”, akryl na płótnie

I wreszcie wyprawa nad polskie wybrzeże. Piękny, mięciutki, biały piasek – raj dla dzieci przekopujących sie do Chin. Chwila wytchnienia dla mamy, która z błogim uśmiechem obserwuje machającą łopatę. Zapach iglastego lasu i szum fal, otulający skołatane nerwy…

Lecz wtem odzywa sie zew natury. Myślę sobie: “wytrzymam!”, bo do najbliższej toalety dobre 20 minut drałowania przez ten nieszczęsny las. Po chwili słyszę córcię: “mama siusiu!”. I jak tu powiedzieć trzylatce: “poczekaj jeszcze 2 godziny, aż wrócimy do kwatery”. Albo: “choć pójdziemy do toy-toya, który jest kilometr stąd”. Najbliższa wydma posłużyła nam za toaletę. Jak sie niestety okazało, nie tylko nam – WSZYSCY plażowicze, w bardziej lub  mniej subtelny sposób, skorzystali z tej (prawem chronionej) nadmorskiej przestrzeni.

Brak WC na łonie natury jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Ale nakładanie opłaty w wysokości 2zł za każdorazowe skorzystanie z ubikacji w miejscach, które takową szczęśliwie posiadają – to już jest ponad moje siły.

Spędziłam z rodziną tydzień w Gdyni Redłowo. Toaleta na plaży, a jakże, jest, i to nawet pachnąca, z papierem toaletowym i suszarką do rąk. Bardzo szacowny jegomość regularnie sprawdza czystość. Dzienny koszt na czteroosobową rodzinę za skorzystanie z tego przybytku to 16 złotych (licząc, że każde z nas poszło do toalety tylko 2 razy). W ciągu 7 dni wydaliśmy 102 złote, bo wybraliśmy się na wycieczkę do Sopotu, a tam oplata za WC wynosiła 3 złote (ja i mój mąż stwierdziliśmy, że jednak wytrzymamy do powrotu).

W starożytnych rzymskich toaletach publicznych mocz zbierany był w wielkich kadziach, a potem sprzedawany garbarzom. Wbrew pozorom, był to cenny i poszukiwany surowiec, używany do garbowania i farbowania skór. Cezar Wespazjan za wszelką cenę próbował podreperować wiszące na skraju bankructwa imperium, nakładając podatek na handel moczem. Gdy jego syn, Tytus, zwrócił mu uwagę, iż może jednak nie wypada cezarowi zajmować się tak przyziemnymi i cuchnącymi sprawami, ten podstawił mu uzyskane z podatku monety pod nos. Jakże wielkie było zdziwienie Tytusa! “Masz, wąchaj!” – zawołał ojciec –  “pecunia non olet” (“pieniądze nie śmierdzą”).

We współczesnej Polsce biznes kręci się pełną parą (mimo tego, co twierdzi opozycja). Biznes “moczowy” również. Ktoś mógłby powiedzieć, że ten pieniądz nie śmierdzi, bo i Pan płaci, Pani płaci, społeczeństwo płaci…  I tylko ja, stojąc w upalnym słońcu w kolejce do toalety, z wiszącym na ramieniu trzylatkiem, przyłapałam się na pewnej myśli. Czyżbym przez chwilę, ale to małą chwilę, zatęskniła za tym krajem, gdzie wszelką chorobę leczy się paracetamolem, ale za to za ubikację nie trzeba płacić nawet pensa?

Agata Summerell

vcv-be-editor:
classic

Pogoda

0°C

Warszawa

Pochmurno

Wilgotność 88%

Wiatr 11.27 km/h

  • 14 Dec 20180°C-1°C
  • 15 Dec 20180°C-2°C