A szambem cały czas jedzie

A szambem cały czas jedzie

Lata 70. minionego wieku to czas otwarcia się komuny na zachód. Pamiętam, że zanim poszedłem do szkoły, to słyszałem o Gomułce, w uwagach odnoszących się do jego czasów. Nic jednak z z lat 60. nie pamiętałem, bo wspomniany pierwszy sekretarz PZPR został odsunięty od władzy jak miałem trzy lata. Dlatego najwcześniejsze moje wspomnienia odnoszą się do lat 1972-1974, kiedy to codziennie rano chodziłem do sklepu kupić sobie dropsy, a czasami deserową czekoladę. Zresztą chyba innej nie było. Nie pamiętam. W telewizji, na ekranie czarno-białego odbiornika, oglądałem dobranockę przed spaniem. Moim ulubionym programem był Miś z okienka, który po sławnej wpadce zniknął ze szklanego ekranu. Załapałem się nawet na dobranocki Jacek i Agatka, ale moją kolejną ulubioną bajką były Opowieści z mchu i paproci, z niesamowitymi bohaterami, którzy prowadzili ze sobą nieomal filozoficzne rozmowy. Przebojem był też Bolek i LolekZaczarowany ołówekKrecik i oczywiście Dziwne przygody Koziołka Matołka. Na płytach gramofonowych moją ukochaną bajką był Czerwony Kapturek z udziałem Ireny Kwiatkowskiej. Jeszcze dziś potrafię sobie przypomnieć najfajniejszą frazę z intonacją aktorów. Słowem, miałem szczęśliwe dzieciństwo.

Rano oglądałem filmy „dla drugiej zmiany”, których wieczorem nie mogłem zobaczyć, bo były nadawane w telewizji zbyt późno, a ja szedłem spać. Z tych porannych filmów, moim ulubionym był Święty z Rogerem Moorem i Janosik. Lubiłem też bardzo Bonanzę. Bardzo często oglądałem nieme filmy burleskowe. Dzięki faktowi, że za komuny nadawano dużo starych filmów, mając kilkanaście lat znałem właściwie całą historię kina. W konsekwencji zawsze czułem ciągłość kulturową, która w obecnych czasach jest przerwana przez pęd za nowością. W 1974 r., kiedy poszedłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej, pojawiło się Studio 2, a było ono nadawane tylko raz w miesiącu, w wolną sobotę (w pozostałe wszyscy chodzili do pracy). Tam przebojem był serial SF Cosmos 1999 oraz Muppet Show. W 1976 r., ze Studia 2, nagrałem na magnetofon szpulowy marki Tesla koncert zespołu ABBA (od jakiegoś czasu miałem ich płytę długogrającą Waterloo). Zresztą muzyką interesowałem się od kilku lat kiedy to poprosiłem starszego kuzyna o przegranie mi taśmy z muzyką takich zespołów jak: Led Zeppelin, T. Rex czy Sweet.

Bronisław Komorowski całujący w rękę Wojciecha Jaruzelskiego, obok: Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller

Za Gierka w sklepach pojawiały się co jakiś czas zachodnie produkty. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie, w połowie lat 70., pasta Signal, która z tubki wychodziła w paski. Do Peweksu chodziło się kupić sobie za ułamek dolara długopisy BIC, które wyglądały wtedy dokładnie tak samo jak dziś. Wszyscy chłopacy wysyłali kartki pocztowe do zachodnich firm, z prośbą o przysłanie prospektów. Dzięki temu wiedzieliśmy jakie samochody były w danym czasie na zachodzie. W czwartki zaczęto nadawać amerykańskie seriale kryminalne: KojakColomboAniołki Charliego, i można by powiedzieć, że z perspektywy dziecka, w dużym mieście, za komuny było świetnie; ale jednak coś śmierdziało.

Niech żyje nam towarzysz Edward Gierek

Jako dziecko byłem uważnym obserwatorem. Chyba zbyt spostrzegawczym jak na swój wiek. Może dlatego, że byłem najmłodszy w całej rodzinie i czułem się w obowiązku dorównać starszej siostrze oraz kuzynom. Na mój rozwój duży wpływ miała babcia, której opowieści słuchałem godzinami. Jako dziecko nie rozumiałem ich w pełni, ale wiedziałem, że są prawdziwe. Opowiadała mi swoje dziecinne wspomnienia; o tym co się działo w czasie I wojny światowej, jak zachowywali się ludzie po wkroczeniu bolszewików w 1920 r., jak wyglądała Polska w dwudziestoleciu międzywojennym, co wydarzyło się w 1939 r., kiedy wraz z zakładem dziadka była ewakuowana w kierunku Rumunii, a następnie kiedy do Polski ponownie wkroczyli bolszewicy i wracali z Ukrainy do Polski. Słuchałem o okupacji niemieckiej oraz tym co działo się po 1945 r., kiedy brat z UB potrafił z zimną krwią zastrzelić w restauracji brata z AK. Czasami widziałem też ojca, usiłującego złapać w radiu marki Kankan Wolną Europę lub Głos Ameryki. To wszystko budowało mi świadomość, że rzeczywistość nie jest taka jak ją przedstawiano w telewizji. Mimo to oglądałem ją, bo w końcu było to jakieś okno na świat.

W telewizji najbardziej lubiłem oglądać filmy przyrodnicze, podróżnicze oraz antropologiczne, przedstawiające różne kultury, jak Półwyspu Indyjskiego, czy Ameryki Południowej. Lubiłem też Poligon, bo były tam czołgi i samoloty wojskowe, a przecież tym interesował się każdy chłopiec. Czasami na srebrnym ekranie nie można było zobaczyć nic ciekawego, wtedy zdarzało mi się patrzeć na cokolwiek. Niekiedy były to programy propagandowe, kiedy indziej transmisje z partyjnych wieców. Jednym z nich była Barbórka, hucznie obchodzona przez PZPR, ponieważ pierwszy sekretarz był niegdyś górnikiem. Pewną uroczystość z połowy lat 70. zapamiętałem szczególnie. Pod koniec wiecu, którego przebieg nieustannie przerywały spontaniczne okrzyki partyjnych klakierów: „Niech nam żyje towarzysz Edward Gierek”, na które cała sala odpowiadała gromkim „Niech żyje”, do wychodzącego przez salę Edwarda Gierka podszedł młody górnik z młodzieżowej organizacji partyjnej, by wręczyć mu olbrzymi bukiet kwiatów. Po wyrecytowaniu życzeń, pierwszy sekretarz pokiwał głową i wyraził podziękowanie, ale kwiatów nie odebrał. Młodemu aktywiście zadał natomiast pytanie:
 – A powiedzcie mi towarzyszu, macie żonę?
 – Mam! – odpowiedział zdecydowanie górnik w tradycyjnej czapce.
 – To weźcie sobie te kwiaty i dajcie żonie. – a następnie pogroził palcem i dodał – Tylko powiedzcie, że to ode mnie!
I właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że już wiem co znaczy słowo „żenujący”.

Solidarność, Solidarność, Solidarność a może jednak PZPR

Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski

Kiedy w 1980 r. zaczęły się masowe strajki, byłem na wakacjach w NRD. Po powrocie, z ciekawością oglądałem w telewizji podpisanie porozumień sierpniowych, patrzyłem na wzruszenie ojca. W domu zaczęła się pojawiać bibuła, w której kolportażu uczestniczył najstarszy kuzyn z Warszawy. Pojawiły się znaczki Solidarności. Z jednym z nich, wpiętym w klapę jeansowej bluzy, poszedłem do szkoły. Byłem dumny. I wtedy, dobra koleżanka, córka lekarzy, z pełną dezaprobatą powiedziała do mnie: „takie coś sobie przypiąłeś?” Chyba wymieniliśmy jeszcze kilka zdań i już wiedziałem co mówią w domu jej rodzice. Wiedziałem, że umoczeni w komunistyczną ideologię są pośród nas, Polaków.

O podziale jaki w niewidzialny sposób dzielił społeczeństwo przekonywałem się wiele razy w latach 80. i chyba nie ma sensu podawać wszystkich przykładów. Stwierdzę tylko, że pozornie uczciwi ludzie okazywali się członkami PZPR, a za stanowiska i przywileje kolaborowali z socjalistycznym system, donosili, podpisywali lojalki, itd. Dlatego, zapytam się retorycznie, czego można się było spodziewać po ich dzieciach? Przecież w domu nie usłyszeli, że Jaruzelski to zbrodniarz, zdrajca lub świnia. Rodzice wielu kolegów stali tam, gdzie stało ZOMO, w obronie systemu! I to jest niestety smutna prawda. Ale socjalistyczny system gospodarczy okazał się pod koniec lat 80. całkowicie niewydolny i nawet ludzie uczestniczący w systemie zbuntowali się, głosując w 1989 r. za pełnymi półkami, pokazali władzy, że chcą żyć jak na zachodzie. Ale czy była to rzeczywista zmiana?

Czas transformacji po okrągłym stole

Wojciech Jaruzelski, Bronisław Komorowski, Donald Tusk, Leszek Miller i Józef Oleksy

Kiedy widziałem w telewizji wzmianki o okrągłym stole, uważałem, że to kolejna komunistyczna ściema. Miałem 22 lata i rodzinę. Rzuciłem studia, a następnie podjąłem pracę w wyuczonym zawodzie, zacząłem też rysować komiks, co okazało się w owym czasie dobrym pomysłem. Po zmianie kilku miejsc pracy, w 1990 roku założyłem własną firmę, która zajmowała się usługami w zakresie wykonywania wystrojów sklepów oraz reklam, a od 1996 również składem DTP. Moimi klientami były sklepy, hurtownie, czasami nawet przedstawicielstwa zachodnich koncernów. W efekcie mogłem na własne oczy obserwować polską transformację ustrojową. Widziałem jak szybką karierę robili rówieśnicy lub osoby o kilka lat starsze, których jedynymi atrybutami była znajomość języków obcych, pęd do zrobienia kariery i pieniędzy za wszelką cenę, a niekiedy również kontakty wynikające z pozycji rodziców. Czasami współpracowałem z firmami nomenklaturowymi, które przejmowały majątek państwowych zakładów. Pamiętam rozmowę z prezesem jednej z takich firm, który w tamtym czasie wchodził m.in. na rynek telewizji kablowych. Z pogardą określił on swoich klientów, mówiąc, że telewizja jest rozrywką dla biednych i hołoty. Nie mogłem zrozumieć dlaczego dyrektorami zachodnich koncernów i banków zostawali w latach 90. i na początku nowego wieku, byli esbecy lub nomenklatura, typu absolwentów akademii partyjnych przy komitetach wojewódzkich PZPR. Cóż takiego mogli zaoferować? Obserwowałem również, jak byli opozycjoniści wciągali się w kontakty ze swoimi byłymi przeciwnikami politycznymi lub osobami działającymi na granicy przestępczości. Coś mi to wszystko śmierdziało.

Radosław Sikorski, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Miller, Józef Oleksy, Wojciech Jaruzelski

Lata 90. przeżyłem we własnym świecie. W 1999 r. napisałem pierwszy przewodnik rowerowy, a następnie przez ponad 10 lat kontynuowałem pracę, opracowując kilkadziesiąt turystycznych książek. W 2005 r. zacząłem z kolei współpracę z polskim producentem paralotni, dzięki czemu zacząłem się realizować w dziedzinie projektowania przemysłowego. Wycofałem się z branży reklamowej i DTP. Ale świat się zmienił. Z ciekawostki i narzędzia wykorzystywanego w biznesie, do codziennego życia większości obywateli wkroczył internet w postaci Web 2.0. Dodatkowo, od początku XXI w., od czasu kiedy Polacy zaczęli masowo wyjeżdżać do pracy na zachodzie, a nowobogaccy stali się jeszcze bogatsi, coś ostatecznie pękło w społeczeństwie. Pojęcie przyzwoitości zupełnie się zdewaluowało, że aż nie chce mi się opisywać wszystkich bulwersujących faktów, ciągle zadając sobie pytanie „po co?” W końcu internet web 2.0 jest tylko jedną wielką internetową grą, w której prawda nie ma żadnego znaczenia. I wszystko to widać w życiu codziennym, w podziałach, histerii sformatowanych konsumentów portali internetowych i wiadomości telewizyjnych. Bezczelność polityków, wywyższanie się, pogarda, stały się codziennością. Dla mnie kulminacją były nagrania z restauracji Sowa & Przyjaciele, a fakt, że zdemaskowani politycy nie ponieśli żadnych konsekwencji jest dowodem ostatecznego upadku moralności społecznej. Wyśmiewana w Orfeuszu w Piekle Opinia publiczna przestała ostatecznie mieć jakiekolwiek znaczenie.

Na zakończenie

Od dłuższego czasu jestem przekonany, że „normalność” w życiu publicznym nie istnieje. Przekonuję się o tym czytając książki z różnych epok. Wystarczy przypomnieć, że nawet średniowieczna Boska komedia jest przesycona aluzjami i krytyką ówczesnej rzeczywistości politycznej. Więc chyba nic mnie już nie zdziwi i jestem przekonany o uniwersalności prawa ekonomicznego Kopernika, głoszącego, że gorszy pieniądz wypiera lepszy. Podobnie jest z obyczajami politycznymi. Gorsze wypierają lepsze, a po okresach deklaracji odnowy, periodycznie spotykamy to, co już było.

Przypomnę czytelnikom wydarzenie, o którym już pewnie wszyscy zapomnieli, a mnie nadal bawi. Jest ono również potwierdzeniem wygłoszonej na początku akapitu tezy. Kilka lat temu, kiedy Donald Tusk był jeszcze premierem, jakaś uczennica odmówiła przyjęcia od niego kwiatów i nazwała „zdrajcą”. Internetowe portale prawicowe rozpisywały się o wydarzeniu gloryfikując odwagę dziewczyny. Postanowiłem sprawdzić co się naprawdę stało. Dowiedziałem się, że premier, jako gość, otrzymał od szkoły bukiet kwiatów. Chciał się go jednak pozbyć. Postanowił wręczyć wiązankę „od siebie” pierwszej napotkanej ładniejszej dziewczynie. Miał jednak pecha. Ale czy można się dziwić, że owo zdarzenie przypomniało mi barbórkowy incydent z pierwszym sekretarzem PZPR Edwardem Gierkiem? Czy można się dziwić, że kiedy obserwuję elity polityczne Unii Europejskiej, słucham nowomowy jaką się posługują, to przypominają mi się czasy realnego socjalizmu? Szambem jedzie mi cały czas! Pozostaje już tylko gromkim okrzykiem zawołać: „Niech żyją nam komisarze europejscy i pierwszy przewodniczący rad, Donald Tusk! Niech żyje!”, a następnie nalać sobie coś do kieliszka.

 

Włodzimierz Bykowski

Related posts