Brexit – początek końca eurokołchozu?

Brexit – początek końca eurokołchozu?

Nieco niezauważone – może za sprawą przedświątecznej atmosfery – przeszły w naszej krajowej debacie publikowane w połowie grudnia badania dotyczące postrzegania przyszłości poza Unią Europejską przez poszczególne narody tworzące wspólnotę. W obliczu brexitu warto jednak wrócić do wyników owego sondażu, gdyż płynące z niego wnioski są niezwykle interesujące.

W badaniu Kantar dla Dyrekcji Generalnej ds. Komunikacji Społecznej przy Komisji Europejskiej respondentów pytano m.in. o to, czy ich ojczysty kraj mógłby lepiej stawiać czoła wyzwaniom przyszłości poza strukturami Unii Europejskiej. Wyniki pokazały, że wbrew popularnej opinii – opartej także o analizy opinii publicznej – Polaków trudno uznać za naród kochający europejską integrację. Wszak aż 47 proc. z nas oceniło, że lepsza przyszłość czeka nas… poza UE. Przeciwne zdanie zadeklarowało 45 proc. ankietowanych.

Więcej osób widzi świetlaną przyszłość poza UE jedynie wśród Słoweńców, jednak tam odmienne poglądy zadeklarowała dokładnie taka sama liczba badanych. Co ciekawe, optymizm związany z brakiem członkostwa w Unii jest u nas wyższy nawet niż w opuszczającej struktury Wielkiej Brytanii.

Czy to oznacza, że Polska w ciągu najbliższych miesięcy rozpocznie proces wychodzenia ze wspólnoty? Niekoniecznie, acz najwięcej do powiedzenia w tej sprawie mają sami eurokraci. Z innych badań widać bowiem wyraźnie, że Polacy cenią sobie członkostwo w UE (a przynajmniej niektóre jego elementy). Nasz stosunek wobec instytucji nie nosi jednak znamion zakochania – a raczej interesu. Jesteśmy w Unii i – w większości – chwalimy sobie taką formę koegzystencji z innymi narodami, jednak potrafimy wyobrazić sobie lepszą przyszłość bez wpływu brukselskich biurokratów. Słowem: póki obecność we wspólnocie spełnia nasze oczekiwania i pozostaje w zgodzie z interesami, relacje z najważniejszymi organami instytucji można uznać za względnie poprawne, a eurokraci nie przekraczają społecznie akceptowalnych granic ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski, póty jesteśmy euroentuzjastami. Gdyby jednak Bruksela rozpoczęła bezpardonowe mieszanie się do polskich spraw – nie tylko ustrojowych, ale i obyczajowych – wtedy Polacy mogliby stracić cierpliwość i bez strachu w oczach opowiedzieć się za odejściem z UE. Wszak i poza wspólnotą wielu z nas widzi lepszą przyszłość.

Dlatego też jeśli dojdzie do polexitu – opuszczenia Unii Europejskiej przez ponoć jeden z najbardziej prounijnych narodów we wspólnocie – to głównych sprawców takiego stanu rzeczy upatrywać trzeba będzie w gronie najważniejszych polityków UE oraz państw w niej dominujących. A nie jest to scenariusz absolutnie wykluczony. Nie możemy mieć bowiem pewności, że eurokraci nie przystąpią do stanowczych nacisków na Warszawę, czy to w sprawie reformy sądownictwa, pełnej legalizacji aborcji czy wprowadzenia „małżeństw” homoseksualnych. Wszak niejednokrotnie już unijne „elity” prezentowały światu brak politycznej wyobraźni czy nawet podstawowych instynktów samozachowawczych.

Jeśli więc brukselscy liderzy, poprzez zaostrzanie nacisków na Warszawę i zaognianie sporów w celu tworzenia wrażenia, że rząd Prawa i Sprawiedliwości chce wyprowadzić Polskę z UE – co aktualnie nie cieszy się poparciem większości społeczeństwa – postanowią pomóc naszej krajowej opozycji w walce o przejęcie Pałacu Prezydenckiego, to paradoksalnie mogą doprowadzić do sytuacji, która nie pozostaje zgodna ani z poglądami eurokratów, ani polityków PiS-u: wzrostu popularności postaw eurosceptycznych. Z kolei znaczne umocnienie się niechęci wobec Unii Europejskiej może doprowadzić nawet do referendum w sprawie opuszczenia wspólnoty, jakie w roku 2016 miało miejsce w Wielkiej Brytanii. W takim głosowaniu natomiast euroentuzjaści nie mogą być pewni sukcesu. Wszak aż 47 proc. Polaków nie boi się przyszłości poza Unią.

Cały artykuł na: https://www.pch24.pl/brexit—poczatek-konca-eurokolchozu–,73707,i.html

źródło: Michał Wałach / Polonia Christiana

Related posts