Drogi do wolności (V)

Drogi do wolności (V)

I wojna światowa, mimo że szalenie ważna dla Polski, funkcjonuje na obrzeżach świadomości społecznej – przyćmiona przez hekatombę II wojny światowej. Tymczasem, gdyby nie Wielka Wojna z lat 1914-1918, w ogóle nie byłoby II wojny. Co więcej, w ogóle nie byłoby Polski.  Teoretycznie zdajemy sobie z tego sprawę, bo coraz tłumniej i na różne sposoby świętujemy 11 listopada. W praktyce większość z nas, gdyby spytać co tak właściwie świętują, miałaby ogromny problem by wyjść poza kilkuzdaniowe ogólniki.

Upadek imperium brytyjskiego

Ponad milionowa społeczność Polska na Wyspach nie zdaje sobie sprawy, że pod tym względem jest bliźniaczo podobna do miejscowej społeczności. Otóż Polacy dziwią się czasem, że w Zjednoczonym Królestwie tak głęboko nie przeżywa się drugiej wojny światowej, natomiast celebruje się w całym społeczeństwie pamięć o tej pierwszej. Czyli zupełnie odwrotnie niż nad Wisłą.  Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dzieje jest szalenie prosta. Niewiele osób rozumie wielką politykę, za to większość rozumie – nawet jeśli jest to rozumowanie podświadome – daninę krwi. Pierwsza wojna światowa, mimo że politycznie może być nawet istotniejsza od drugiej, przyniosła oczywiście zniszczenie i śmierć bliskich, jednak były to straty niewielkie jeśli je zestawić ze stratami z drugiej wojny światowej poniesionymi przez Polaków.

Na Wyspach było dokładnie odwrotnie. II wojna, z czego wielu nie zdaje sobie tu sprawy, przypieczętowała koniec imperium brytyjskiego. Postrzegana jest jednak raczej jako jedna z kolejnych wojen tegoż imperium. Owszem był wysiłek, jak to na wojnie, były straty, zarówno materialne jak i w ludziach, jednak nie były one na tyle duże by wojna ta zyskała status wyjątkowej. Pierwsza wojna zaś to dosłownie miliony trupów i olbrzymi wysiłek, jakiego nigdy wcześniej ta wyspa nie poniosła. Jak wielkie były to straty można się przekonać udając się pod jeden z tysięcy „War memorial”, rozsianych po całej Brytanii i upamiętniających pierwszą wojnę światową. W promieniu 3 kilometrów od miejsca, w którym mieszkam znajdują się trzy takie pomniki. Nawet dziś (a przecież 100 lat temu mieszkało tu znacznie mniej ludności) liczba poległych, których nazwiska wypisane są na pomnikach, wśród lokalnej społeczności robi kolosalne wrażenie.

Kolejną ważną kwestią, o której należy pamiętać jest rozłożenie działań zbrojnych. Nie ujmuję oczywiście wysiłku zbrojnego jakiejkolwiek formacji, jednak podczas II wojny światowej decydujące znaczenie miał front wschodni. Podczas I wojny było dokładnie odwrotnie. Główny ciężar zmagań miał miejsce na zachodzie.

Plakat rekrutacyjny Polskiej Armii we Francji

Polacy w trzech obcych armiach

W poprzedniej części Dróg do Wolności, publikowanej na łamach Magazynu, wspominałem o pierwszych polskich formacjach politycznych i wojskowych z początku Wielkiej Wojny. Warto jednak zaakcentować jeszcze jedną istotną rzecz. Gdy 4 VIII 1914 Niemcy – w dość bezsensowny sposób – niszczyli ostrzałem artyleryjskim Kalisz, zaczynając tym samym działania wojenne na terenach polskich, na przeciw sobie stanęli Polacy odziani w mundury trzech obcych armii. W wojsku rosyjskim w chwili wybuchu wojny służyło około 180 tysięcy Polaków, z czego około 130 tysięcy pochodziło z terenów Królestwa Kongresowego. W rosyjskiej kadrze dowódczej mieliśmy aż 54 polskich generałów. W 1917 roku liczba polskich generałów w carskiej armii wzrosła do 119! W pruskiej armii służyło około 40 tysięcy naszych rodaków oraz kilkanaście tysięcy Mazurów i Warmiaków. Nie posiadaliśmy ani jednego generała. Inni wyżsi oficerowie też byli reprezentowani bardzo nielicznie. Niemcy niechętnie widzieli Polaków w innej roli niż mięso armatnie. W armii Austro-Węgier, w chwili wybuchu wojny, służyło około 52 tysiące Polaków. Oficerowie polscy stanowili około 3% całej kadry oficerskiej C.K. armii.  Porównując liczebność polskich żołnierzy, zwłaszcza kadry dowódczej, zderzamy się ze współczesną mitologią. Jak wspominałem poprzednio, rusyfikacja oczywiście była faktem ale przebiegała bardzo łagodnie. Państwo rosyjskie okazywało w tej kwestii całą swoją nieudolność. Z drugiej strony nie przeszkadzało jakoś szczególnie Polakom w robieniu karier, nawet w wojsku. Z kolei germanizacja… cóż wystarczy porównać podane wyżej liczby polskiej kadry oficerskiej w poszczególnych armiach.

Jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych (ale już po ogłoszeniu mobilizacji) tragedię bratobójczej walki dostrzegła polska prasa.  Dziennik Bydgoski pisał: „nie możemy się wyzbyć uczucia, że bądź co bądź będzie to walka bratobójcza. Polacy z różnych zaborów będą się ostrzeliwali wzajemnie.” W podobnym tonie pisały inne polskie gazety.

Polski rekrut szedł na wojnę bardzo chętnie. Zdecydowana większość ludności, nad czym ubolewali  działacze niepodległościowi, uznawała armie zaborcze za swoje (największa niechęć panowała w zaborze pruskim).  Dla przykładu – rekruci z małopolski szli do CK armii nie tylko odprowadzani polską pieśnią i kwiatami ale często też udekorowani biało-czerwonymi szarfami. Wieloletnia propaganda państw zaborczych odcisnęła swe piętno. Zabory trwały tak długo, że dla wielu ludzi państwo zaborcze było po prostu ich państwem.

Polski rekrut na ogół bił się sprawnie, choć czasem bywały wyjątki. Wojska CK armii w dniach 23-25 VIII 1914 r. pod Kraśnikiem oraz w dniach 25 VIII-2IX 1914 r. pod Komarowem odniosły dwa duże zwycięstwa nad imperium carów. Wzięły do niewoli kilkanaście tysięcy jeńców, w tym bardzo wielu Polaków. Okazało się bowiem, że polscy poddani cara w tych bitwach bili się niechętnie za to łatwo wywieszali białe flagi. Jak zapewniali jeńcy robili to, bo cesarz austriacki jest lepszy od Moskiewskiego. Zapewniali też, że gdyby mieli bić się z Prusakami – to o poddaniu nie byłoby mowy.

Węgrzy i Polacy walczą do końca

Spieszony 1 pułk ułanów Legionów w-okopach pod Kostiuchnówką

Entuzjazm wśród rekrutów szybko wygasł, a morale armii bardzo zależało od aktualnej sytuacji na froncie. Zarówno szeregowi jak i dowódcy w chwili rozpoczęcia wojny byli przekonani, że idą na co najwyżej kilkunastotygodniową kampanię. Każdy wierzył w nieprzejednaną siłę swego imperium.  Dlatego gdy wojna zaczęła się przedłużać,  spadało morale żołnierzy. Pierwsza wojna światowa to nie jest już wojna z czasów napoleońskich ale nie jest też jeszcze wojną nowoczesną.  Wciąż bardzo wiele zależy od ilości żołnierzy i zapasów rekrutów. To była w dużej mierze  wojna na wyniszczenie rezerw fizycznych przeciwnika.  Od początku kampanii letniej 1914 r. kardynalne błędy popełniali Rosjanie, co skończyło się miedzy innymi rzezią pod Tanenbergiem – co najmniej 50 tysięcy zabitych, w tym wielu Polaków. Mniejsze błędy popełniała CK armia. Niemcy natomiast, mimo że w pierwszych tygodniach wojny rzucili na kolana wszystkich na zachodzie, to przegrali (choć nikt jeszcze o tym wtedy nie wiedział). Brak zdecydowania, czy brak wybitnego wodza naczelnego i bezsensowne przerzucenie oddziałów z zachodu na wschód do walki ze ślimacząca się armią rosyjską sprawiło, że nie zdobyli Paryża, nie zakończyli kampanii Francuskiej i wkrótce utknęli w okopach. CK armia, wbrew utartym stereotypom, biła się dobrze i była bardzo daleka od rozkładu. Była armią najmniejszą spośród trzech nas interesujących, posiadała też najskromniejsze rezerwy – z czego

zdawano sobie sprawę w Wiedniu. W pierwszych miesiącach wojny odniosła sukcesy w zaborze rosyjskim ale straciła na rzecz Rosjan Galicję. Warto pamiętać, że wśród wielonarodowej armii oprócz Niemców austriackich licznie bili się Węgrzy, na ogół pomijani. To składająca się w dużej mierze z Węgrów załoga twierdzy Przemyśl przez kilka miesięcy stawiała opór nacierającym Rosjanom, zabijając ich tysiącami. Skapitulowała w marcu 1915 roku – wzięta głodem. To Węgrzy stawiali bohaterski opór zimą 1914/1915, podczas morderczej kampanii w Karpatach, będąc dziesiątkowani podobnie jak walczące z nimi ramię w ramie oddziały polskie.

Pierwsze miesiące wojny przyniosły smutną prawdę. Nie da się jej szybko zakończyć i trwać będzie jeszcze długo. Oznaczało to w praktyce koniec Austro-Węgier, które do końca kampanii zimowej 1914/1915 straciły ponad 1,5 miliona żołnierzy! Nieco mniejsze straty  poniosła strona Rosyjska. Dla sprawy polskiej z kolei oznaczało to tylko jedno. Chcąc przeciągnąć szalę wojny na swoją stronę zaborcy muszą zacząć grać kartą polską na poważnie. Ofiara tysięcy poległych polskich szeregowych nie miała iść na marne.

 

Michał Gackowski

 

Related posts