Drogi do wolności (VI)

Drogi do wolności (VI)

Na koniec września 1914 roku sytuacja na froncie wschodnim (jednym z trzech wtedy istniejących ) wyglądała na remisową. Niemcy zmiażdżyły w Prusach Wschodnich siły rosyjskie (choć nie usunęły Rosjan z całego obszaru). Armia cesarsko-królewska oraz wątłe siły niemieckie zajęła część Królestwa Kongresowego. Rosjanie zaś zajęli prawie całą Galicję ze Lwowem włącznie zadając CK armii potężne straty. Nie udało im się jednak pozbawić jej zdolności bojowej i marzenia o marszu na południe musieli odłożyć na później.

Zabór pruski

Postawę przeciętnego Polaka wobec rozpoczynającej się wojny opisałem w poprzednim numerze Magazynu. Reakcje polskich działaczy politycznych były bardziej złożone. W zaborze pruskim działacze konserwatywni, ziemiaństwo i duchowieństwo, jak na przykład  Józef Żychlinski, Adam Żółtowski, Ksawery Drucki-Lubecki czy biskup Edward Likowski wzywali do pełnego lojalizmu z państwem niemieckim. Postawa ta zacznie łagodnieć dopiero gdy wojna będzie się przedłużać. Wzywanie do lojalizmu, jak sami zainteresowani zaznaczali, wynikało z realizmu politycznego. Niemcy z Polakami się nie liczyli, o żadnej sprawie polskiej jeszcze wtedy nie było mowy i nasi działacze doskonale to wiedzieli.  Wiedzieli jednak również, że wszelki opór czy wysuwanie jakichkolwiek żądań jest daremne i będzie surowo karane. Niemcy, ufni w swoją potęgę, nie potrzebowali (jeszcze) Polaków i mogli ich złamać bez najmniejszego wysiłku. Postawa naszych działaczy była nastawiona na przeczekanie. O tym, że Germanie nie żartują polscy działacze przekonali się już na początku wojny, gdy wielu z nich, jak na przykład wydawca „Gazety Opolskiej”, zostało aresztowanych pod zarzutem szpiegostwa. Opuścili areszty po wstawiennictwie wpływowych Polaków. Sam jednak fakt aresztowania pokazuje skalę nieufności Niemców w stosunku do Polaków.

Oddział ułanów legionu polskiego wkraczający do Lublina

Najwybitniejszy działacz niepodległościowy zaboru pruskiego, przywódca chadecji Wojciech Korfanty, swe lojalistyczne stanowisko zaczął modyfikować już pod koniec 1914 roku. Podyktowane było to obawą wielkiego zwycięstwa Niemiec, które po wygranej jeszcze energiczniej mogłyby przystąpić do rozprawy z żywiołem polskim.

Narodowa demokracja nie demonstrowała lojalizmu. Wzywała za to do docenienia wysiłku żołnierza polskiego walczącego za Rzeszę Niemiecką. Na więcej żaden trzeźwo myślący działacz nie mógł sobie pozwolić.

 


Okupowana Galicja

Jak wspominałem, Rosjanom udało zdobyć się większą cześć Galicji. Z marszu przystąpili też do organizowania łagodnej (jeśli nie było się Żydem) okupacji. Większość proaustriackich polityków Polskich opuściła okupowane tereny wraz z CK armią. Pozostali endecy oraz Podolacy (konserwatywne ziemiaństwo). Liderem opcji prorosyjskiej został Stanisław Grabski, który oświadczył w Dumie „Nie można się łudzić co do tego, by wojna wypaść mogła korzystnie dla Austrii. Zresztą zwrot w kierunku Rosji najlepiej odpowiada uczuciom większości Polaków”. Grabski wzywał Polaków do wstępowania do carskiej armii.

POW czyli konspiracyjne plany Piłsudskiego

Jak wiemy plany podboju Kongresów przez pierwszą kadrową i wywołania antyrosyjskiego powstania błyskawicznie wzięły w łeb. Piłsudski kompletnie nie znał nastrojów panujących w zaborze, z którego się wywodził. Zdegradowany do roli komendanta, dowódcy jednego z legionów, nie porzucił jednak planów siania zamętu na tyłach wroga. 22 X 1914 za jego pośrednictwem powołano w Warszawie Polską Organizację Wojskową. Utworzono ją na bazie działaczy Związku Walki Czynnej i Drużyn Strzeleckich. Działalności wojskowej początkowo nie podejmowano wcale. Skupiono się na aktywności politycznej. POW zaczęła skupiać wokół siebie antyrosyjskie stronnictwa polityczne, choć planowała pozostać neutralna. Uznawała nad sobą tylko zwierzchność Piłsudskiego. Przez pierwsze miesiące działalności, mimo rozbudowywania siatki konspiracyjnej, POW raczej wegetowała. Główną siłą polityczną była bowiem endecja a nastroje, co może wydawać się dziś niewiarygodne,  były bardzo prorosyjskie.

Nikt nie zdradzi cię bardziej niż własny sojusznik

Choć nikt przy zdrowych zmysłach wtedy tak nie myślał, to w 1914 roku rozstrzygnął się przyszły  los sprawy polskiej. Nie dzięki legionom czy sprawnej dyplomacji Dmowskiego. Stało się to za sprawą niedotrzymywania sojuszniczych umów, co  zaważyło na dalszym kształcie wojny. Gdyby podczas kampanii 1914 roku Niemcy zdobyli Paryż, do czego zabrakło im niewiele, wojna byłaby najprawdopodobniej rozstrzygnięta. Na nasze szczęście im się to nie udało. Jednak tajną bronią Francuzów mieli być Rosjanie, którzy powinni zadać cios od tyłu i iść prosto na stolicę Niemiec. Tymczasem oni swe główne siły skierowali przeciw Austro-Węgrom, bo marzył im się podbój Bałkanów i Stambułu. Austro-Węgry wydawały się każdemu najsłabszym przeciwnikiem. Mimo strat wytrzymały rosyjską nawałnicę. Wiedeń zaś został zdradzony przez Berlin. Niemcy, w zamian za przyjęcie przez Wiedeń głównego uderzenia Rosyjskiego, stale obiecywali wzmocnienie żołnierzem Niemieckim i zmasowany atak na Rosjan. Nie zamierzali się jednak z tego wywiązywać, bo za główny teatr wojny uważali Francję.

Zaborcy schodzą ze sceny

Wojciech Kossak, “Szarża pod Rokitną”, olej na płótnie, 1934 r.

Pod koniec roku 1914 ruszyła wielka jesienno-zimowa ofensywa rosyjska. Miała na celu pokonanie przynajmniej jednego z państw centralnych. Niestety wiele z morderczych walk toczyło się na terytorium przyszłej Polski.  Ofensywa przyniosła Rosji niewielkie korekty. Tu coś zyskali, tam coś stracili. Miedzy innymi, po wielodniowych ciężkich zmaganiach oddali Niemcom Łódź.  Walki trwały do końca stycznia 1915 roku. W lutym to Niemcy z kolei ruszą ze swoją ofensywą. Co dla nas ważne, początek roku 1915 pokazał, że dwóch graczy schodzi już ze sceny. Oczywiście, w ich krajach bardzo niewiele osób w tamtym momencie zdawało sobie z tego sprawę. Pierwszym przegranym były Austro-Węgry. Kraj ten nie miał ambicji wielkich podbojów. Mimo ogromnych strat trzymał się dzielnie i jeszcze długo będzie sprawnie funkcjonował. Obraz utrwalony w polskich kulturze popularnej, to zwykła fikcja literacka.  Cesarstwo ze stolicą w Wiedniu stoczy się w otchłań powoli i to na własne życzenie. Otóż przygniatająca większość Polaków biła się za „cysorza” bardzo chętnie i traktowała naddunajską monarchię po prosu jako swój kraj. Podobnie było z innymi narodami.  Po rozpoczęciu wojny zarówno Niemcy jak i Węgrzy postanowili to zmienić.  Warto pamiętać, że w politycznych kołach Wiednia dojrzewał pomysł przekształcenia państwa. Może w trójmonarchię, a może w coś innego. Świadomość nieuchronności zmian była jednak coraz większa. Myśląc o trójmonarchii nie myślano absolutnie o związku z Polską. Pierwszeństwo mieli Czesi, a po nich Chorwaci. Tak więc autonomia to wszystko co mogliśmy sobie wywalczyć. Zanim jednak podjęto próby przekształcania kraju wybuchła wojna a polityków zastąpili wojskowi. Często byli antytalentami w dowodzeniu (przykład kampania w Serbii) a o polityce, w tak skomplikowanym etnicznie kraju, mieli mgliste pojęcie. Swe niepowodzenia zwalali jednak na żołnierzy oraz ludność terenów, gdzie toczyły się walki. Dochodziło więc do sytuacji, gdzie własna armia zachowywała się na terenach frontowych  jak okupant, siejąc terror wśród swoich współobywateli! Jaki to miało długofalowy wpływ na ludność cywilną nie muszę chyba nikomu mówić. Zwykło się za takie rzeczy obwiniać zazwyczaj Niemców… Tymczasem w Galicji najbardziej brutalni byli Węgrzy, opętani często antysłowiańską fobią.  Ten stosunek zacznie się zmieniać pod wpływem postawy wojsk legionowych broniących wejścia do serca Węgier przed Rosjanami. Faktem jednak jest, że Węgrzy w pierwszej fazie wojny zachowywali się jak najgorszy okupant. Kolejną gorszącą sprawa były obozy. Jeszcze nie koncentracyjne ale urągające poszanowaniu godności własnych obywateli. Po zajęciu Galicji przez Rosjan zaczęło się poszukiwanie winnych, których szybko znaleziono. Odpowiedzialnością obarczono ludność cywilną, która napłynęła w dużej liczbie do serca cesarstwa. Aparat państwowy, opanowany przez twardogłowych wojskowych, zamiast pomóc własnym obywatelom zamykał ich tysiącami w obozach odosobnienia.  Tysiące Żydów i Polaków miesiącami tkwiło w uwięzieniu – jako element podejrzany. Ze względu na słabe warunki sanitarne często wybuchały tam epidemie, zbierające śmiertelne żniwo. Później przyjdzie czas by za niepowodzenia winić Czechów (bijących się zresztą bardzo dzielnie), ale to temat na osobną dyskusję. Faktem jest, że demontaż Austro-Węgier zaczęli sami zarządzający tym tworem, którzy z uporem maniaka postanowili lokalną lojalną ludność przekształcić w ludność wrogą, której nie będzie się już chciało umierać za „cysorza”.

Bitwa pod Zonnebeke, 1918 r.

Drugim przegranym była Rosja. Wprost ciężko uwierzyć jak oderwane od rzeczywistości były kręgi wojskowe. Na wschodzie od lat tliła się rewolucja a generałom marzył się podbój Bałkanów czy parada zwycięstwa w Stambule. Pierwsze tygodnie wojny pokazały nieudolność wielu z nich. Ofensywa jesienno-zimowa 1914/1915 była gwoździem do trumny. Nie przyniosła co prawda (jeszcze) Rosji klęski, jednak nie dała też upragnionego zwycięstwa, w efekcie eliminując Rosję z gry. Powód? Bardzo prosty. Rosji zaczęło brakować nie tylko amunicji ale nawet karabinów. Przemysł okazał się za słaby by prowadzić wojnę dłużej niż kilka miesięcy. Sojusznicy, zajęci na francuskim froncie, nie mogli Rosji wspomóc sprzętowo. W praktyce okazało się więc, że kolos ze wschodu nie jest w stanie przeprowadzić kolejnej ofensywy, bo na to potrzeba zapasów, których po prostu nie miał. Mógł się już tylko bronić. Wojna na wyczerpanie wpychała Rosję nieuchronnie w przepaść. Gdyby tego wszystkiego było mało, musimy dodać nieliczenie się z rekrutem.  Wydawało się im, że każdego zabitego mogą błyskawicznie zastąpić kolejnym i tak w nieskończoność. Tymczasem nieliczenie się z życiem prostego żołnierza to kolejny krok zbliżający do rewolucji.

Zmiana warty

Bitwa pod Kostiuchnówką 1 Pułk Legionów Poloskich w okopach, 1916 .

W lutym 1915 roku ruszyła Niemiecka ofensywa na wschodzie. Niemcy odbijają zajęte jeszcze przez Rosjan tereny Prus wschodnich, docierając na koniec miesiąca do linii Suwałki-Augustów. W marcu spod Grodna rusza rosyjska kontrofensywa. Nie przynosi Rosjanom żadnych korzyści ale zatrzymuje natarcie Niemieckie. W kwietniu 1915 roku Niemcy uderzają na Litwę i Kurlandię, odnosząc na krótko spore sukcesy. Była to pozorowana ofensywa, mająca odwrócić uwagę Rosjan od niespodzianki szykowanej im przez państwa centralne. Odwrócenie uwagi udało się połowicznie. Rosjanie nie rzucili wszystkich swoich sił na pomoc Kurlandii. Nie zmieniło to jednak faktu, że prawie do końca udało się państwom centralnym ukryć fakt szykowania wielkiej ofensywy na południu. Ruszyła ona na początku maja. Kluczowa była wielka bitwa pod Gorlicami 2-6 V 1915. Gdy dowództwo Rosyjskie zdało sobie sprawę w jak trudnym jest położeniu, było za późno na ratunek i odwrócenie losów batalii. Państwa Centralne wygrały bitwę i przerwały front. Nie posuwały się tak szybko jak planowały, jednak ponawiane natarcia  sprawiły, że Austriacy odbili Lwów 22 VI. Załamanie się frontu spowodowało powstanie w nim wybrzuszenia niebezpiecznego dla strony Rosyjskiej. Państwa centralne postanowiły to wykorzystać. Walki prowadzone latem i wczesną jesienią odrzucają Rosjan na wschód. Wojska niemieckie zajmują Warszawę 5 VIII 1915 roku a 18 IX docierają do Wilna. Stwarza to zupełnie nową sytuację polityczną na większości ziem pod zaborami. Znaczna część środowisk politycznych próbowała oprzeć się na Wiedniu, wierząc w przekształcenie CK monarchii w trójmonarchię. O tym, że było to nierealne wspominałem już powyżej. Zrozumienie tej kwestii politykom polskim zajęło jednak sporo czasu. Wierzyli, że to możliwe przynajmniej do 1916 roku. Po sukcesach z 1915 roku polskim politykom wydawało się, że ten plan jest na wyciągnięcie ręki. Plan Polaków zakładał zmianę układu sił. Wierzyli oni w przyłączenie Królestwa Kongresowego do naddunajskiej monarchii. Do dwóch stolic: Wiednia i Budapesztu dołączyłaby trzecia, Warszawa. W innych okolicznościach plan miałby solidne podstawy. O oporze kół  wojskowych wspominałem, o braku zainteresowania rządu Węgierskiego również. Teraz doszedł jeszcze jeden czynnik. Niemcy. Politycy do planów kolejnego członu monarchii podchodzili raczej pozytywnie. Wiedząc jednak, że władzę dzierżą aktualnie wojskowi, próbowali sprawę przeciągnąć i załatwić po zakończeniu wojny.  Jednak Niemcy nie były zainteresowane wzmacnianiem Wiednia. Jego pozycja zaś z każdym miesiącem wojny słabła. Dodatkowo Niemcy po cichu porozumieli się z Węgrami. W IV 1916 roku Berlin odrzucił możliwość trójczłonowej monarchii, co potwierdzono 11-12 VIII 1916 roku podczas rozmów premiera Węgier z kanclerzem Rzeszy. O austriackiej Warszawie, a tym samym niepodległościowych aspiracjach w oparciu o Wiedeń, można było zapomnieć. Nie chcieli tego zrozumieć lojaliści-konserwatyści.  Dotychczas, stojący twardo na politycznym gruncie, zachowywali się tak jakby nie interesowała ich otaczająca ich rzeczywistość. Jeszcze przez rok bezskutecznie będą pukać do Wiedeńskich kół rządowych, miedzy innymi próbując przeforsować program polskiego kraju wydzielonego w granicach Austrii. Ta postawa przyczyniła się do rozbicia jedności politycznej oraz marginalizacji ich znaczenia wśród opinii publicznej.  Pozostali politycy, miedzy innymi Witos, coraz śmielej i oficjalnie mówili już nie o autonomii ale o niepodległości Polski, choć bez zrywania z dynastią Habsburgów.

Dmowski

Po wybuchu wojny Polacy w kongresówce demonstrowali wielkie przywiązanie do Moskwy, co wzbudzało zdziwienie samych Rosjan. Jedni robili to, bo rzeczywiście wierzyli w słowiańską jedność, inni postępowali tak, bo mieli zamiar coś uzyskać. Rząd dusz w kongresówce dzierżyła Narodowa Demokracja. Mało kto dziś sobie zdaje sprawę z tego, że u swych początków endecja miała charakter antyrosyjski. To Roman Dmowski ze swymi współpracownikami przekształcił jej oblicze na antyniemieckie. Widząc nieudolność, korupcję, prywatę doszedł do wniosku, że Rosja carów to kolos na glinianych nogach. W przeciwieństwie do Niemiec, gdzie polskość zwalczano brutalnie a germanizacja postępowała. Mając przed sobą dwóch wrogów wybrał sprzymierzenie się z Rosją, jako wrogiem słabszym, od którego przy sprzyjających warunkach będzie można coś uzyskać. O ogólnikowych manifestach państw zaborczych z czasów początku wojny już pisałem.

Orzełek legionowy

Endecja bardzo dobrze przyjęła odezwę wielkiego księcia Mikołaja.  Widząc jednak, że czas płynie a Rosjanie nie zamierzają robić nic, zaczynali być zirytowani. 21 V 1915 roku grupa polityków polskich z Romanem Dmowskim na czele zameldował się u premiera, prosząc o przyznanie ulg narodowych Polakom. Bezskutecznie. 15 VIII 1915 roku posłowie polscy w dumie złożyli memoriał, w którym domagali się zniesienia praw wyjątkowych i przywrócenia stanu sprzed wojny w Królestwie Kongresowym, również bezskutecznie. Widząc lekceważenie Rosjan, postępujący bałagan oraz klęski militarne Dmowski doszedł do wniosku, że dalsze przebywanie w imperium carów to strata czasu a o sprawę polską trzeba walczyć gdzie indziej. Po uzyskaniu paszportów dyplomatycznych w XI  1915 roku wraz z Maurycym Zamoyskim udali się na zachód Europy. Na miejscu bezskutecznie o sprawę polską próbowali jeszcze walczyć nieliczni lojaliści oraz konserwatyści ze Stronnictwa Polityki Realnej.



Piłsudski

Marny polityk, terrorysta, socjalista, rewolucjonista. Te i podobne epitety często używano wobec Piłsudskiego do wybuchu wojny. W Galicji był postacią pół-anonimową, znaną niewielu. Miał jednak szczęście i charyzmę. Te dwie cechy oraz… opieka literatów zaczęły tworzyć jego legendę. Nieudana wyprawa Pierwszej Kadrowej z czasem obrosła mitem. Legiony przeformowane w XII 1914 roku w brygady  stały się dla niego odskocznią do przyszłej władzy. Formalnie był dowódcą jednej z trzech brygad. W praktyce większość żołnierzy z pozostałych dwóch poszłaby pod jego komendę, gdyby tylko kiwnął palcem. Legiony stały się narodowym mitem. Obrosły legendą. Niewielka potyczka pod Rokitną funkcjonuje w polskiej pamięci jako wieka bitwa. III brygady legionów liczyły łącznie około 16 tysięcy żołnierzy. Bardzo nie wiele jak na warunki I wojny. W naszej zbiorowej świadomości to jednak prawdziwa armia. Biły się dzielnie, ponosiły duże straty i często cierpiały na dezercję. Jak pisze profesor Chwalba – wielu legionistów chciało bić się za sprawę polską. Widząc że miesiącami są tylko mięsem armatnim państw centralnych, które  nie kwapią się by pchnąć kwestię polską do przodu, porzucało formację. Z czasem zrozumie to zarówno Piłsudski jak i pozostali dowódcy. Wspominałem wyżej, że lojaliści galicyjscy prawie do końca monarchii naddunajskiej nie chcieli widzieć, że są lekceważeni i że dla sprawy polskiej nic nie załatwią. Podobnie było z Piłsudskim. CK monarchia pozwoliła na sformowanie tylko takiej siły zbrojnej, jaka dawałaby się kontrolować w każdej sytuacji. Poza tym, o czym Piłsudski nie mógł przecież nie wiedzieć, w Galicji istniał jeszcze legion Ukraiński, liczący w szczytowym okresie 8 tysięcy ludzi, którego interesy – gdyby zostały zrealizowane – byłyby całkowicie sprzeczne ze sprawą polską. Utrzymywanie dwóch formacji o sprzecznych interesach świadczy, że sprawy żadnej z nich nie traktowano poważnie. Oddając hołd żołnierzom trzech brygad legionów, którzy przelewali za Polskę krew w wojnie, która nie była ich wojną, nie zapominajmy o legionie Puławskim. Około tysiąca żołnierzy (nie chciało się Rosjanom tworzyć większej formacji) walczyło dzielnie po stronie rosyjskiej. Bili się dzielnie jednak za wolność Polski. Mieli jednak pecha. Literaci nie chcieli o nich pamiętać.


 

Michał Gackowski

Related posts