ISLE of WIGHT: Tutaj nie zapomniano o Polakach

ISLE of WIGHT: Tutaj nie zapomniano o Polakach

Isle of Wight to wyspa leżąca u południowego wybrzeża Anglii, na wysokości Southampton, znana dzisiaj głównie ze słynnego festiwalu muzycznego – Isle of Wight Festival. Dużo wcześniej, zanim zaczęła odbywać się ta impreza muzyczna, wyspa stanowiła ważne zaplecze stoczniowe dla Wielkiej Brytanii. To tam, w mieście Cowes, zbudowane zostały – na zamówienie polskiego rządu – m.in. ORP “Błyskawica” oraz ORP “Grom”. Jednak gdyby nie Polacy, miejscowość ta zostałaby zrównana z ziemią przez Niemców w 1942 r. Mieszkańcy do dzisiaj pamiętają o bohaterstwie naszych rodaków.

“Zbawiciele Cowes”

Pod koniec kwietnia 1942 roku “Błyskawica” przypłynęła do tutejszej stoczni w celu dokonania remontu. Została zadokowana i rozbrojona, zgodnie z regulacjami brytyjskiej Admiralicji, które zabraniały przetrzymywania broni na pokładzie naprawianego w dokach statku. Jednak po tym, jak parę dni później, kilka niemieckich bombowców dokonało nalotu rozpoznawczego nad miastem, przy okazji zrzucając pojedyncze bomby, kapitan statku Wojciech Francki postanowił, wbrew przepisom, solidnie uzbroić okręt.

Jego przewidywania, co do kolejnych nalotów, sprawdziły się już w nocy z 4 na 5 maja. Nastąpił wówczas zmasowany atak na Cowes, w którym wzięło udział ok. 160 niemieckich bombowców. Na szczęście załoga “Błyskawicy” była już wtedy w pełni gotowa do walki. Uzbrojony po zęby polski niszczyciel okazał się zbawienny dla, nieposiadającej praktycznie żadnej obrony, miejscowości.

Siła ognia pokładowego w dużej mierze powstrzymała nalot Luftwaffe. Załoga polskiego statku, prowadziła ostrzał niemieckich samolotów z taką skutecznością, że uniemożliwiła im wykonane zadania, jakim było zniszczenie Cowes i znajdującej się tam stoczni. Niemieckie bombowce zostały zmuszone do utrzymywania wysokiego poziomu lotu, co praktycznie uniemożliwiło im precyzyjne bombardowanie. Ponadto intensywność ognia, jakim odpowiedziano z pokładu polskiego niszczyciela, była tak duża, że miasto szybko zostało spowite kłębami dymu z dział przeciwlotniczych, a to dodatkowo zmniejszyło jeszcze efektywność ataku. Mieszkańcy opowiadali, że mimo zadymy pokrywającej okolicę widzieli rozgrzane do czerwoności, jarzące się lufy okrętu, które załoga polewała wiadrami wody, żeby móc kontynuować zażarty ostrzał. Po odparciu hitlerowskiego nalotu Polacy pomogli w gaszeniu pożarów i niesieniu pomocy poszkodowanym. Załoga pod komendą kapitana Wojciecha Franckiego została okrzyknięta wówczas „zbawicielami Cowes”. Gdyby nie waleczna postawa naszych marynarzy i rezolutność ich dowódcy, miasto zostałoby zrównane z ziemią.

ORP “Błyskawica”, 1941 r.

Mniej Polaków, więcej chleba

Dzięki Polakom, Cowes, które miało być całkowicie zniszczone, przetrwało niemiecki atak. Mimo że na to niewielkie miasto skierowano aż 160 ciężko uzbrojonych niemieckich bombowców, poniesiono niewielkie straty. Mieszkańcy nie zapomnieli o Polakach w trudnych czasach, tuż po II wojnie światowej.

Wówczas, w wielu brytyjskich miejscowościach zaczęły pojawiać się na murach takie napisy jak np. “Mniej Polaków, więcej chleba”, a w brytyjskiej prasie brylowały nagłówki “Polacy, wracajcie do domu!”. Nasi żołnierze, chwilę wcześniej dosłownie noszeni na rekach, stali się nagle persona non grata. Pozbywano się z kraju polskich pilotów, którzy uratowali Wyspy przed niemiecką inwazją, przelewając krew za królową m.in. podczas bitwy o Anglię. Na ścianach, w pobliżu baz polskiego lotnictwa, wymalowano hasło “Anglia dla Anglików”. Zapomniano także o zasługach I Dywizji Pancernej generała Maczka, na której tak niezawodnie polegano od lądowania w Normandii aż po zdobycie jednego z ostatnich przyczółków niemieckich – bazy w Wilhelmshaven. Podobny los spotkał marynarzy ORP “Błyskawica”. W związku z uznaniem przez Londyn stalinowskiej władzy narzuconej Warszawie, polski  niszczyciel postanowiono przekazać sowieckiemu reżimowi, a załoga z dnia na dzień dostała rozkaz natychmiastowego opuszczenia okrętu. W przeprowadzonym wówczas sondażu, ponad połowa Brytyjczyków stwierdziła, że chce, by Polaków deportowano. 

Lojalność małego miasta

Z tego szokującego obrazu niewdzięczności wyłamało się niewielkie miasto – Cowes. To tam spora część marynarzy “Błyskawicy” znalazła schronienie i pracę. Wielu z nich osiedliło się tam na dobre i założyło rodziny. Do tej pory na Isle of Wight mieszkają ich potomkowie.

Od daty obrony Cowes przez Polaków, jej mieszkańcy po dziś dzień obchodzą rocznicę tego zdarzenia. Co roku, na początku maja, jest ono upamiętniane uroczystościami z udziałem władz miasta. W 2004 r. jeden z placów otrzymał nazwę „Francki Place”. Szczególnie huczny był jubileusz 75-lecia obrony miejscowości, zorganizowany w dniach 4-7 maja 2017 r. Wówczas w ciągu czterodniowego festiwalu przygotowano kilkadziesiąt imprez: koncertów, wydarzeń sportowych i wystaw, upamiętniających bohaterstwo polskiej załogi. Specjalnie na tę okazję do portu w Cowes przypłynęły także: okręt Polskiej Marynarki Wojennej ORP “Gniezno” oraz brytyjski niszczyciel Royal Navy – Type45 Destroyer. Oba statki, stały na redzie w porcie przez cały czas trwania obchodów.

(red.)

Related posts