KUBUŚ – pojazd pancerny Powstania Warszawskiego

KUBUŚ – pojazd pancerny Powstania Warszawskiego

Dużym mankamentem Powstania było niewystarczające uzbrojenie. Nie wynikało to ze złego przygotowania akcji, która zaplanowana była na kilka dni walk, lecz przede wszystkim ze zdrady aliantów. Armia Krajowa miała samodzielnie wyzwolić kluczową część Warszawy – tuż przed wejściem wojsk ZSRR. ​Jednak w momencie wybuchu walk front wschodni nagle się zatrzymał. Stalin na ponad dwa miesiące przerwał natarcie Armii Czerwonej, będącej już po drugiej stronie Wisły. Uniemożliwił także pomoc lotniczą aliantom zachodnim. Dzięki temu Niemcy mogli przegrupować swoje wojska i znacznie wesprzeć siły stacjonujące w stolicy. Oddziały AK przez 63 dni prowadziły samotną walkę z nieporównywalnie silniejszym wrogiem. Naprzeciwko powstańców stanęło regularne wojsko, w tym także lotnictwo i dywizje pancerne. Aby kontynuować działania w takich warunkach, absolutnym priorytetem stało się posiadanie własnych pojazdów bojowych. To wtedy zapadła decyzja o budowie “Kubusia”. Był to, podczas tej wojny, jedyny na świecie wóz pancerny skonstruowany przez członków podziemia!

Pojazd pancerny – do odbicia Uniwersytetu Warszawskiego

Jednym ze strategicznych punktów, bardzo mocno obsadzonych przez Niemców, był gmach Uniwersytetu Warszawskiego. Teren górował nad zajętym przez powstańców Powiślem, dlatego prowadzono stamtąd intensywny ostrzał. Z tego powodu już 1 sierpnia próbowano zdobyć siedzibę UW ale liczne gniazda karabinów maszynowych i dobrze uzbrojony garnizon hitlerowców praktycznie uniemożliwiały realizację celu bez dodatkowej osłony. Do wykonania zadania niezbędne były pojazdy opancerzone.

8 sierpnia kpt. Cyprian Odorkiewicz (ps. „Krybar”), dowódca grupy bojowej walczącej na Powiślu, wydał rozkaz budowy „pancerki”. Misję powierzył Walerianowi Bieleckiemu (ps. „Jan”). Ppor. inż. Edmund Frydrych (ps. „Kaczka”), w garażach elektrowni znalazł ciężarówkę Chevrolet model 157 o ładowności 3 ton. Kpt. inż. Stanisław Skibniewski (ps. „Cubryna”), dowódca obrony elektrowni, oddał do dyspozycji konstruktorów sprzęt spawalniczy, stalowe blachy i kątowniki. Przydzielił też swoich fachowców: spawaczy, ślusarzy i mechaników. Na wykonanie zadania było zaledwie 10 dni. Stanisław Kwiatkowski (ps. „Stach”) udostępnił swój warsztat przy rogu ul. Tamka i Topiel, oraz sam dołączył do zespołu. To właśnie tam stworzony został polski wóz pancerny.

 

Rusza budowa „Kubusia”

Po zgromadzeniu niezbędnych materiałów i sprzętu, 13 sierpnia rozpoczęto montaż powstańczego pojazdu. Szefem budowy został Józef Fernik (ps. „Globus”) – przed wojną majster Wydziału Mechanicznego PZL Okęcie-Paluch. Bielecki, z wykształcenia architekt, kreślił projekty poszczególnych elementów, natomiast Fernik kierował dopasowywaniem i montażem części, wykonanych już z arkuszy zdobytej blachy, na nadwoziu ciężarówki.

Po próbach na odporność okazało się, że kula karabinowa może przebić płaty nawet o grubości 6 mm. Nie dysponowano jednak mocniejszym materiałem. Dlatego postanowiono stworzyć pancerz z dwóch warstw w odstępie ok. 5 cm, a także nachylić go pod odpowiednim kątem, redukując w ten sposób punktowy impet pocisku. Do szkieletu skonstruowanego z kątowników przyspawane zostały powycinane płyty. Przy takim założeniu zabrakło jednak blach, więc zespół “Kubusia”, dosłownie na plecach, znosił je z różnych części miasta. Sporo materiału znaleziono też w wytwórni kas pancernych przy ul. Kopernika.

 

Zespół pracuje bez przerwy w dzień i w nocy

Na zbudowanie pojazdu pancernego w warunkach polowych było zaledwie półtora tygodnia. W czasie prac wielokrotnie kończył się gaz do cięcia blach. Przerzucano się wtedy na spawarkę elektryczną, jednak elektrownia nie zawsze mogła ją wypożyczyć, zresztą często też brakowało do niej elektrod. Aby zakończyć budowę w wyznaczonym terminie zrezygnowano z drzwi wejściowych, a zamiast tego wykonano właz w podłodze. Koła zostały zakryte stalowymi osłonami. Do obserwacji, kierowania i prowadzenia ostrzału wycięto otwory w pancerzu.

Zespół pracował niemal bez przerwy – do wczesnych godzin porannych 23 sierpnia. To na ten dzień zaplanowano atak na Uniwersytet Warszawki. Zadanie udało się wykonać – polski pojazd pancerny był gotowy. Uzbrojenie stanowiły: sowiecki RKM DP wz. 28 – kaliber 7,62 mm, miotacz ognia, granaty oraz broń osobista członków desantu. Załoga składała się z 12 osób. Na pancerzu namalowano białą farbą nazwę “Kubuś” – od pseudonimu żony szefa zespołu, Małgorzaty Fernik – lekarki AK, która zginęła podczas bombardowania Śródmieścia.

 

Pierwsza próba odbicia uniwersytetu

O godzinie 4 rano “Kubuś” wraz z “Jasiem” – niemieckim półgąsienicowym transporterem opancerzonym, zdobytym 14 sierpnia, ruszył do ataku na gmach UW. Po wysadzeniu i staranowaniu bramy wjazdowej pluton AK dostał się na teren uniwersytetu. Miotaczem ognia i granatami żołnierze zabili część załogi bunkra, natomiast reszta Niemców uciekła w głąb zabudowań. Następnie zniszczono gniazdo ckm w budynku biblioteki. Niestety zawiodło współdziałanie z innymi oddziałami, które w tym samym czasie miały uderzyć od strony ulic: Browarnej i Sewerynów. Po kilku minutach zaskoczenia obrona niemiecka przeorganizowała się. Teren przed biblioteką został pokryty gęstym ogniem broni maszynowej. Następnie hitlerowcy zainstalowali lekkie działo przeciwpancerne. W tym czasie po stronie polskiej byli już pierwsi zabici i ranni – poległ m.in. dowódca pchor. Adam Dewicz (ps.”Szary Wilk”). Wehrmacht wezwał też na pomoc wojska pancerne, które nadjeżdżały już od strony Placu Zamkowego. W tej sytuacji wydano rozkaz wycofania się. Powstańczy pluton z oboma pojazdami wrócił do swojej bazy przy ul. Tamka.

 

Przeróbki pojazdu pancernego

Po pierwszej akcji bojowej w „Kubusiu” postanowiono wprowadzić kilka zmian. Poprawiono widoczność kierowcy przez powiększenie prostokątnej szczeliny obserwacyjnej i osłonięcie jej wkładką ze szkła pancernego – wymontowanego z transportera “Jaś”. W górnej części kadłuba wycięto dwuskrzydłową otwieraną pokrywę i zainstalowano tam stanowisko strzelca karabinu maszynowego oraz chroniącą go osłonę czołową. Nieznacznie też powiększono część otworów strzelniczych, aby zredukować powierzchnię martwych pól ostrzału. Po tych zmianach “Kubuś” dysponował sześcioma niezależnymi stanowiskami strzeleckimi: trzema z przodu, dwoma po bokach oraz jednym z tyłu. W razie potrzeby można było też użyć szczeliny obserwacyjnej kierowcy – dzięki otwieranej osłonie ze szkła pancernego.

Dalsze modyfikacje dotyczyły usprawnienia wsiadania i wysiadania. Przede wszystkim pracowano nad udoskonaleniem momentu wychodzenia żołnierzy z miotaczami ognia. Mimo bardzo wysokiego zawieszenia, wysiadanie z butlą mieszanki zapalającej przysparzało wcześniej sporych trudności.

Konstruktorzy “Kubusia” nie marnowali czasu. Po ulepszeniu swojego pierwszego dzieła zaczęli pracę nad budową następnego wozu pancernego. Po wojnie znaleziono w warsztacie płaty pancerza przygotowane już na kolejny pojazd.

 

Drugi atak na niemiecki bastion w UW

Powtórny szturm przeprowadzono 2 września. Tym razem polski wóz pancerny wsparły oddziały kpt. “Krybara”. Przypuszczono atak na boczną bramę przy ul. Słowackiego. “Kubuś” rozpoczął natarcie ostrzeliwując stanowiska hitlerowców w budynku Wydziału Chemii. Jednak Niemcy, po poprzedniej próbie odbicia, wzmocnili obsadę gmachu. Mimo osłony przez “pancerkę” ogień przeciwnika był tak intensywny, że powstańcy nie byli w stanie posunąć się do przodu. Wówczas, aby sforsować obronę, załoga “Kubusia” staranowała bramę i chroniące ją zasieki, lecz w trakcie tego manewru opony zostały przebite przez odłamki granatów. Pojazd stracił sterowność i przechylił się na prawą stronę. Bez wsparcia wozu pancernego dalsza akcja nie miała szansy powodzenia, dlatego zarządzono odwrót. Przekrzywiony na bok “Kubuś”, nie mogąc manewrować, wycofał się jadąc tyłem w kierunku Krakowskiego Przedmieścia.

Nie powiodła się niestety też akcja “Szarego Wilka” – czyli pojazdu pancernego „Jaś”, któremu zmieniono nazwę na cześć poległego dowódcy. W tym samym czasie przeprowadzał atak na bramę przy ul. Sewerynów. Jednak, przy dużych stratach własnych oddziały kpt. “Krybara”, w ślad za “Kubusiem”, musiały wrócić do bazy przy ul. Tamka.

 

Ochrona wycofujących się powstańców

Od 4 września prowadzony był z trzech stron generalny szturm oddziałów niemieckich na Powiśle Północne. Mimo bohaterskiej obrony, w obliczu braku środków do dalszego przeciwstawienia się hitlerowskiemu natarciu, dowództwo zdecydowało się na wycofanie z tych terenów. Dla osłony oddziałów skierowano wozy pancerne: “Szarego Wilka” i “Kubusia”. Dzięki temu siły AK szybko zdołały oddalić się od nieprzyjaciela. “Szary Wilk”, jadący w pierwszej kolejności, zdołał jeszcze przebić się przez mocno ostrzeliwaną ul. Tamka. Jednak “Kubuś”, osłaniający odwrót powstańców z północnej części ul. Dobrej, już z tej drogi nie mógł skorzystać. Mimo desperackiej obrony Polaków, hitlerowcy opanowali górny odcinek tego korytarza.

Załoga wozu pancernego, okrążona przez Niemców, wjechała do swojej bazy – do warsztatu przy ul. Tamka. Zamierzano spalić pojazd – żeby nie wpadł w ręce wroga. Nie zdążono jednak tego zrobić, ponieważ runął strop budynku, grzebiąc “Kubusia” pod gruzami.

 

Odnalezienie “Kubusia”

Zimą na przełomie 1945 i 1946 r. porządkowany był teren przy ul. Tamka. Podczas prac, w miejscu dawnego warsztatu, znaleziono zagrzebanego pod cegłami “Kubusia”. Zasypanie przez walący się budynek stało się przyczyną ocalenia powstańczego wozu pancernego. Był w dobrym stanie, bez śladów spalenia, ani przestrzelenia ścian. Wewnątrz znajdowała się zgromadzona broń, a wśród niej także unikalne egzemplarze konspiracyjnej produkcji. Ponieważ ówczesną regułą postępowania sowieckiej władzy, zainstalowanej w Warszawie, było unicestwianie śladów po Polsce Podziemnej, więc wyciągnięto z pojazdu kilka sztuk oryginalnej powstańczej broni. Następnie została potajemnie przewieziona do Piastowa, gdzie ukryciem jej zajął się Aleksander Budzyński (ps. “Kret”). W bezpiecznym miejscu miała oczekiwać na nadejście czasów, kiedy będzie można oficjalnie przekazać ją do muzeum – już bez ryzyka zniszczenia.

 

Związek Radziecki kontynuuje niemieckie dzieło zagłady

Jednak, po powrocie zespołu odgruzowującego do warsztatu, okazało się, że “Kubusia” już tam nie ma. Tydzień później został odnaleziony na terenie pobliskiego ogrodu. W tym czasie został tam spalony i podziurawiony kulami przez “nieznanych sprawców”. W takim stanie, z urwanym lewym skrzydłem maski, bez pancernych osłon kół, bez silnika, skrzyni biegów, foteli kierowcy i strzelca oraz drewnianych ławek i opon, został przetransportowany do stołecznego Muzeum Wojska Polskiego. 

Na początku 1949 r. zostali aresztowani: Aleksander Budzyński oraz kpt. Tadeusz Janicki (ps. “Czarny”) – też obecny przy odnalezieniu “Kubusia”. W trakcie śledztwa broń, ukryta przez Budzyńskiego, została odnaleziona przez UB. Następnie stworzono wyimaginowany akt oskarżenia, w wyniku którego kpt. Janickiego skazano na dwukrotną karę śmierci (zamienioną w 1950 r. na dożywocie), zaś Aleksandra Budzyńskiego na 15 lat więzienia. W wyniku działań prowadzonych przez Urząd Bezpieczeństwa unikatowe egzemplarze powstańczej broni “zaginęły”.

Kpt. Janicki został zwolniony w 1956 r., ale dopiero w 1999 r. wszystkie, wydane na niego wyroki zostały uznane za nieważne. Aleksandra Budzyńskiego zwolniono w 1955 r., a unieważnienie wyroku nastąpiło w 1993 r.

“Kubuś” w muzeum

Replika “Kubusia” w Muzeum Powstania Warszawskiego

Wrakiem polskiego samochodu pancernego na szczęście przestano się już interesować. Paradoksalnie, spalenie i zdewastowanie prawdopodobnie zaspokoiło ówczesną władzę, co w gruncie rzeczy uchroniło pojazd przed całkowitym zezłomowaniem. Dopiero ponad 10 lat później, kiedy klimat polityczny w kraju nieco złagodniał, przypomniano sobie o “Kubusiu”. W 1966 r. zgodzono się na remont wozu, który znajdował się w tragicznym stanie.

Zadanie to zostało powierzone jego twórcom: konstruktorowi – Józefowi Fernikowi oraz Jerzemu Rogozińskiemu i Stanisławowi Kopfowi. W 1967 r. doprowadzono go do pierwotnej postaci. W czasie następnych 30 lat “pancerka”, być może na szczęście, znowu popada w zapomnienie. Dopiero od połowy lat 90. zajęto się jej konserwacją i bieżącymi naprawami. Zaczęła uczestniczyć w świętach narodowych, rocznicach i zlotach.

W 2004 r. wykonano replikę “Kubusia”, która znajduję się w Muzeum Powstania Warszawskiego.

 

Rola i znaczenie polskiej “pancerki”

Obok wartości bojowej, “Kubuś” oraz zdobyte przez powstańców czołgi, transportery, działa i samochody pancerne miały ogromną wartość propagandową. Po pięciu latach bestialskiej niemieckiej okupacji, ponownym wymazaniu naszego kraju z mapy Europy i wmawianiu Polakom, że są narodem “podludzi”, widok polskich pojazdów pancernych, jadących ulicami Warszawy, wzbudzał ogromny entuzjazm. Przywracał wiarę, wspierał na duchu żołnierzy i walczących w Powstaniu mieszkańców stolicy.

Był to także jedyny w czasie II wojny światowej pojazd pancerny stworzony przez członków ruchu oporu – i to w kraju, w którym skala hitlerowskiego terroru i inwigilacji była nieporównywalna do żadnego innego państwa zajętego przez faszystowskie Niemcy.

 

Kajetan Soliński

Related posts