Nie ma jednej Europy

'

Wygląda na to, że Unia Europejska zaczęła się rozpadać. Dotychczas wystąpiła z niej tylko Grenlandia. Teraz, odłączy się Wielka Brytania – państwo o dużym znaczeniu gospodarczym, które do EWG przystąpiło w 1973 r. Wcześniej kanclerz Niemiec w znaczący sposób przyczyniła się do wywołania kryzysu emigracyjnego. Po okresie gorączkowego integrowania zachodniej i środkowej Europy następuje reakcja przeciwna. Wszystko zgodnie z koncepcją sinusoidy, która ma wstępować właściwie we wszystkich dziedzinach życia. Tak czy siak ciągle słyszymy w mediach: Europa, Europa, Europa. Wtedy zadaję sobie pytanie: Europa, czyli właściwie co?

Geograficznie, Europa to zachodnia część największego kontynentu naszej planety, Eurazji. A kulturowo? Mieszanina narodów i cywilizacji, które pojawiały się na jej terenie od tysięcy lat. Dlatego, by rozumieć co się w Europie dzieje, trzeba patrzeć z perspektywy historycznej, oceniać fakty znając ich genezę. W sumie jest to bardzo trudne, a w wielu przypadkach zupełnie niemożliwe, z powodu braku dowodów lub wielości interpretacji dostępnych źródeł. Dodatkowo najnowsze odkrycia archeologiczne oraz badania genotypów ludzi zamieszkujących na przestrzeni dziejów Europę zmieniają dotychczasowe ustalenia. Jedno odkrycie burzy układane przez lata teorie, wykazując, że wędrówki ludów mogły się odbywać nawet w przeciwnych kierunkach niż wcześniej myśleliśmy. W wielu przypadkach zapomina się też o wędrówce wpływów kulturowych. Przecież mogły się one odbywać bez fizycznego przemieszczania plemion, na podobnej zasadzie jak dziś rozprzestrzenia się moda. W konsekwencji powyższych zastrzeżeń trudno dziś wierzyć historykom. Rzeczowej ocenie faktów i hipotez przeszkadza również pęd do nowego, bo nowe teorie bywają przyjmowane z wyjątkowym kredytem zaufania – w mojej ocenie zupełnie nieuzasadnionym. Widać to szczególnie w czasopismach i programach popularnonaukowych. Możliwość bywa przedstawiana jako fakt. Insynuuje się, że coś jest udowodnione, tylko dlatego, że wierzy się, iż uda się to udowodnić. W mediach ślepy pęd biegnącego stada wyznacza trendy oraz kierunki rozwoju myśli. Wierzymy, że podążamy we właściwą stronę, ale czy rzeczywiście tak jest? Może integracja europejska nie jest jedynym kierunkiem rozwoju, a jedynie marzeniem powtarzanym co jakiś czas przez osoby znajdujące się u władzy?

Od jakiegoś czasu słyszę, najczęściej z ust europejskich polityków i dziennikarzy, wypowiedzi o konieczności obrony „europejskich wartości”, „europejskich osiągnięć cywilizacyjnych”, „europejskiej jedności”. Łapię się wtedy za głowę, a włosy stają mi dęba na łysinie, bo widzę, że znów próbuje się zamykać zepsute zamki wytrychami, a na stare, pokryte grzybem i popękane tynki, kładzie się nową farbę, która i tak za chwilę odpadnie. Pojęciem cywilizacji europejskiej posługują się również jej przeciwnicy. Dla islamistów wygodniej jest mówić o jednym, europejskim wrogu, bo jego obraz trzeba w świadomości wojownika uprościć. Tymczasem nie ma jednej Europy, nie ma uniwersalnych europejskich wartości, bo od wieków jest ona podzielona. Dogłębnie, na poziomie aksjomatów, z których buduje się pojęcia. Dlatego od lat na kontynencie toczy się wojna idei, które niczym mityczny Saturn zaczynają zjadać własne dzieci.

Zaczynając rozważania na temat europejskich podziałów, można by sięgnąć nawet do archaicznej Grecji lub starożytnego Rzymu, wspomnieć, że w szczytowym okresie Cesarstwo wymagało reformy i dlatego Konstantyn Wielki przyjął jako religię państwową chrześcijaństwo, co umożliwiło jej dalszy rozwój. Wiele osób dziś nie zdaje sobie sprawy lub z powodów ideologicznych odrzuca fakt, że to właśnie nowa religia przyczyniła się do rozwoju nauki, ponieważ zrywała z irracjonalnymi wierzeniami, w których wszystko zależało od widzimisię bogów i demonów. Chrześcijaństwo było religią nowoczesną, umożliwiającą pogodzenie jej z ówczesnymi poglądami naukowymi. Od samego początku dążyło ono do stworzenia spójnego systemu łączącego filozofię, naukę i religię w całość. W tamtym czasie było to posunięcie rewolucyjne. Rozwijała się logika, a szczególnie metody dowodzenia, bo istnienie Boga udowadniano metodami naukowymi. Mało tego, natura, ot cały świat, nabierał w ujęciu chrześcijańskim sensu. To co się działo było celowe, ukierunkowane. W chrześcijańskiej teologii nie było przypadku burzącego system, nieoczekiwanych zmian wynikających z seksualnych zachcianek Zeusa lub pomniejszych bóstw. Świat był konsekwencją planu zamierzonego przez jedynego, prawdziwego Boga, który stworzył Wszechświat. Nawet najazdy barbarzyńców zaczęto interpretować jako kary lub dopusty boże, mające na celu skierować wiernych na właściwą drogę. Chrześcijaństwo dało człowiekowi wolną wolę, zrównało ludzi, bo dla jedynego Boga biedak był tak samo ważny jak bogacz. Nowa religia wywyższyła również człowieka jako najdoskonalsze stworzenie, a przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa dokonało się jego przebóstwienie. Staliśmy się równi aniołom i możliwe było rozumowe poznanie świata. To była przełomowa zmiana w myśleniu o człowieku!

Nigdy jednak wszyscy nie myśleli tak samo. Zawsze powstawały nowe odłamy, zawsze pojawiały się herezje, sekty. Już za Konstantyna Wielkiego było trzeba rozwiązać problem z donatystami, byli arianie, byli zwolennicy religii pogańskich i gnostyckich. Na mapie świata pojawiały się nowe pogańskie ludy, a Cesarstwo rozpadło się na dwie części, z czego zachodnie podzieliło się dalej na wiele małych państw, a wschodnie zostało ostatecznie podbite przez ludy związane z islamem. W efekcie Europę łączyło tylko chrześcijaństwo, dzieliła zaś reszta. W końcu nastąpił też rozłam na rzymski katolicyzm i wschodnie prawosławie. Papiestwo dotykały kryzysy, mieliśmy wielką schizmę, a w konsekwencji nawet kilku papieży. Kolejnego rozłamu dokonała reformacja, która już na samym początku dzieliła się na wrogie sobie nurty: luteranizm i kalwinizm (początkowo jego rolę pełnił zwinglizm). Wkrótce zaczęły powstawać kościoły narodowe, których genezę, mówiąc kolokwialnie, należy szukać w skoku na kościelną kasę. Tak było w Anglii, Danii, Szwecji. Od przełomu XVII i XVIII wieku dominacja chrześcijaństwa została zachwiana przez libertynizm, masonerię i idące za nimi Oświecenie, które ostatecznie dokonało zerwania z ideą jedynego Boga w Trzech Osobach. Podzielona religijnie na kilka nurtów chrześcijańskich, została Europa przełamana; na zacofaną religijnie i postępową ideologicznie. Od Wielkiej Rewolucji Francuskiej zaczęto próbować wprowadzać społeczne modele, których owocem miało być pojawienie się nowego człowieka. Tak czynili komuniści, tak czynili faszyści, naziści, a dziś tak czynią ideolodzy wolnego rynku, konsumpcjonizmu oraz spadkobiercy hippisowskich ruchów lewicowych czekających na erę wodnika. Czy w takim przypadku można mówić o jednej Europie, o jakiś uniwersalnych ideach europejskich, kiedy katolicyzm, z jego obroną życia od poczęcia, nierozerwalnością małżeństwa mężczyzny z kobietą jest w skrajnej opozycji do świata pozornej wolności, gdzie płeć, role społeczne zależą od widzimisię wyborców i ustawodawców, którzy narzucają człowiekowi coraz to nowe ograniczenia w postaci niezliczonej ilości przepisów? Nie, nie ma jednej Europy! I tak, jak w Ewangelii, zasłona starotestamentowego Przybytku została rozdarta na pół, tak samo flaga europejskich wartości została nieodwracalnie pocięta. Dziś nad Unią Europejską wisi podarta szmata, w wielu przypadkach biała.

 Włodek Bykowski

Pogoda

-3°C

Warszawa

Przeważnie pochmurno

Wilgotność 77%

Wiatr 27.36 km/h

  • 03 Jan 20190°C-4°C
  • 04 Jan 20190°C-6°C