Ostatnia wyprawa do Czarnogóry

Ostatnia wyprawa do Czarnogóry

W sierpniu postanowiłam spędzić tydzień w Czarnogórze. To był błąd, który nadszarpnął zarówno moją wiarę w człowieka – jako jednostki niezachłannej, jak i mój budżet.

Czarnogóra to malutki kraj o powierzchni niecałych 14 000 kilometrów kwadratowych, położony nad Adriatykiem, między ukochaną przez Polaków w okresie urlopowym Chorwacją, a ciągle nieodkrytą Albanią. W przeszłości część byłej Jugosławii, w 2006 roku w wyniku przeprowadzonego referendum, Czarna Góra zerwała federację z Serbią i uzyskała niepodległość. Od tego czasu ta mała społeczność, bo Czarnogórców jest niewiele ponad 620 000,  próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości na arenie międzynarodowej.

Pierwszym krokiem było przyłączenie się do ONZ w 2006 roku, rok później uzyskanie członkostwa w Radzie Europy, a od 2017 roku kraj został 29. członkiem NATO. Wydaje się jednak, że jednym z najistotniejszych wydarzeń było otrzymanie statusu kandydata do Unii Europejskiej w 2010 roku.  Z tym faktem wiąże się pewna ciekawostka dotycząca waluty obowiązującej w tym kraju, czyli euro. Jednostronny akt przyjęcia euro jako jednostki monetarnej (euroizacja) był próbą zerwania z marką niemiecką – obowiązującą w kraju w latach 1999-2002, a wcześniej pożegnania się z  bezwartościowym dinarem jugosłowiańskim. Na marginesie można dodać, że niejako samowolne przyjęcie euro oddala od Czarnogóry przystąpienie do Unii Europejskiej i do strefy euro, bo nieistnienie własnej waluty paraliżuje wypełnienie części założeń Traktatu z Maastricht.

Wyspa Święty Stefan

I właśnie zagadnienia finansowe zachwiały moją wiarę w człowieka jako bytu niepazernego. Czarnogóra jest drogim krajem, w którym jakość proponowanych usług nie jest proporcjonalna do ich ceny. Czarnogóra jest krajem nastawionym na bogatych turystów, przede wszystkim z Rosji, i wydaje się całkowicie podporządkowana tej konkretnej nacji. Emblematyczna wyspa Święty Stefan jest niedostępna dla szarych ludzi chcących zwiedzić tę byłą osadę rybacką, która w latach 50. została przekształcona w luksusowe rezydencje. Obsługa restauracji na wybrzeżu gawędzi z klientami po rosyjsku, umiejętnie ignorując pozostałych konsumentów, a piękna piaszczysta plaża jest dostępna za niebotyczną cenę 100 euro za dzień. Kwestia postrzegania plaży przez Czarnogórców to temat na kolejne przemyślenia, w skrócie można zauważyć, że piasek z perspektywy polskiej i portugalskiej różni się od tejże skały osadowej w Czarnogórze. Plaże piaszczyste to w rzeczywistości plaże kamieniste.

Wracając do kwestii cen, uważam, że ceny są wysokie i nieadekwatne do oferowanych dóbr. Chaos, wszechobecny bałagan na poboczach dróg, niekończące się korki uliczne, w których przejazd 50 kilometrów zajmuje dwie godziny, średniej jakości jedzenie – nie zostały zamazane przez piękno Zatoki Kotorskiej i Jeziora Szkoderskiego.

Zdaję sobie sprawę, że jako młody kraj Czarnogóra musi umiejętnie ustawić się na europejskim rynku usług turystycznych, ale obawiam się, że prędzej czy później turyści nie będą chcieli powrócić tam po raz kolejny. Ja, po raz pierwszy w życiu wiem, że nie jest to kraj do którego wrócę. Nie chcę być dojną krową. I słabo mówię po rosyjsku.

Magdalena Grabowska

Related posts