“Quo Vadis Brytanio”. Dokąd prowadzi lewicowa rewolucja? (I)

“Quo Vadis Brytanio”. Dokąd prowadzi lewicowa rewolucja? (I)
Atak protestujących pod sztandarami BLM na policję na Downing Street 10, fot. GETTY

Po zabójstwie Georga Floyda przez Stany Zjednoczone przetoczyła się fala protestów, które w bardzo wielu miejscach przerodziły się w regularne zamieszki. Co nieco dziwne, po kilku dniach od tego tragicznego wydarzenia rozpoczęły się protesty w Zjednoczonym Królestwie. Na początku w Londynie, wkrótce objęły też inne większe miasta. W protestach biorą udział zwykli ludzie ogłupieni przez media, czarni aktywiści BLM oraz bojówkarze Antify.

Jaki jest sens tych wystąpień – ciężko mi zrozumieć?

Jeśli chcą zaprotestować przeciw przemocy policji musi tu chodzić o policję amerykańską, brytyjska bowiem bije wszelkie rekordy bycia przyjazną służbą (i przy okazji nieprzydatną). Należy zadać więc kolejne pytanie. Dlaczego protestujący skupiają swoja uwagę na brutalności policji amerykańskiej, a inne służby mundurowe, np. te z Chin czy Indii mające wiele na sumieniu, już ich nie interesują.

Odpowiedź jest prosta.

Ludzie nie protestują bo obchodzi ich śmierć Georga Floyda. Protestują bo to modne media do tego zachęcają. Protestują bo system edukacji w krajach zachodnich skapitulował lata temu i produkuje masy ojkofobów, radośnie zmierzających ku przepaści (ojkofobia – gr. „strach przed domem, rodziną” – termin zdefiniowany w kontekście politycznym przez Rogera Scrutona, oznacza odrzucenie rodzimej kultury i apologię innych systemów wartości).

Dlatego gdy czarna ludność (w USA) zajmowała się kradzieżą telewizorów, biali ludzie obalali pomniki.

Dotyczy to również, a może powinienem napisać przede wszystkim, ludzi wykształconych . Zachodnie uniwersytety to w końcu mateczniki ojkofobii.

Dlatego właśnie podczas protestów mieliśmy gromadnie padanie na kolana i błaganie o przebaczenie za rasizm, kolonializm, niewolnictwo, białe przywileje i co tylko sobie strona „poszkodowana” zażyczy. Co nieco żenujące protesty i błaganie o wybaczenie miały też miejsce w krajach, gdzie ani o koloniach ani tym bardziej o niewolnictwie nikt nie słyszał.

Niektórzy poszli jeszcze dalej – na przykład współzałożyciel RedditaAlexis Ohanian (prywatnie mąż Sereny Williams) zrezygnował z miejsca w zarządzie firmy by zrobić miejsce dla czarnej osoby. Wzywa on do podobnych czynów inne wielkie firmy. Wszystko w imię walki o różnorodność.

Protestanci bijący policjantów podczas manifestacji w Londynie, fot. Daniel Leal-Olivas / AFP

Gdzie ta pandemia?

Co ciekawe protesty rozpoczęły się podczas pandemii, gdy miliony ludzi  wciąż były zamknięte w domach z powodu wirusa.  Wychodzi więc na to, że wirus nie rozprzestrzenia się podczas protestów.  Rząd oraz policja potrafili się tylko zdobyć na apel by zachować dystans socjalny. Władze samorządowe ochoczo zaś udzielały zgody na manifestacje. Później zaś, gdy londyński magistrat zapowiadał że zgody na kolejną manifestacje nie będzie, organizatorzy odpowiadali, że mało to ich obchodzi, bo oni się i tak zbiorą. W efekcie władze miasta szybko ….wydawały pozwolenie na manifestację. Czysta paranoja.

Taka postawa władz sprawiła, że w weekend 6-7 czerwca na placu obok parlamentu, zebrało się około dziesięciu tysięcy manifestantów, w innych miastach do kilkuset. Londyński protest przebiegał spokojnie do czasu aż aktywiści BLM oraz Antify postanowili zetrzeć się z policją pod Downing Street 10. W efekcie 23 policjantów zostało rannych. Jako ciekawostkę podam, że podczas wiecu w Watford mistrz wagi ciężkiej  w boksie Anthony Joshua wzywał między innymi do bojkotu „białych biznesów”. Media obok jego przemówienia przeszły obojętnie, jednak mnóstwo komentarzy na portalach społecznościowych określało je wprost jako rasistowskie.

Obecnie mamy już czwartą z rzędu falę protestów w Wielkiej Brytanii. Do dnia dzisiejszego rannych zostało około stu policjantów. By uspokoić nieco nastroje części społeczeństwa zaczęły się aresztowania niektórych zadymiarzy. Problem w tym, że jeśli sprawdzimy jakie kary dostają, można dojść do wniosku, że równie dobrze aresztowanie można było sobie odpuścić.

Nie ma sensu opisywanie każdego protestu z osobna. W skrócie – każdy przebiega podobnie. Nie są one tak agresywne jak w Stanach Zjednoczonych, jednak pokojowymi też trudno je nazwać.

Manifestacja pod sztandarami BLM w Londynie, fot. Steve Eason

Winne są media

O ojkofobii wspominałem na początku. Kolejną przyczyną, już nie samych protestów – bo to tylko skutek, ale tego że społeczeństwo wielokulturowe na Wyspach nie działa, są media. W poprzednim teksie (Casus Georg’a Floyda – wojna ras czy wojna cywilizacji?) wspominałem o marszu przez instytucje ludzi związanych ze skrajną lewicą. Opanowali oni media – zaprowadzając tam dyktat. Podają tylko takie informacje, jakie odpowiadają ich spojrzeniu na świat. Wiadomości przedstawiające inną perspektywę są po prostu pomijane. Wyłamanie się z tego schematu skutkuje natychmiastowa utratą pracy. System medialny wprowadził mechanizm samokontroli. Wolność słowa to dla nich puste słowo. Trzeba zawsze zachować rewolucyjną czujność. Gdy się o tym zapomni żegna się z redakcją jak np. szef działu opinii w New York Timesie: wpolityce.pl/../za-malo-liberalny-czyli-wewnetrzna-wojna-w-nyt

Współczesny system medialny poszedł jednak krok dalej. Wie, że ordynarna cenzura – jak za czasów komunistycznych, może obrócić się przeciw niemu, więc póki co toleruje inne spojrzenie na świat. Jest to cenzura w białych rękawiczkach.  Jeśli ktoś chce, może znaleźć informacje o tym jak naprawdę wyglądają protesty. Trzeba tylko przejrzeć sporo źródeł. Najczęściej są to media niewielkiego zasięgu. To też jest element dyscyplinowania przez system. Dziennikarz pracujący w „mainstreamie”, zarabiający duże pieniądze, ma z tyłu głowy ostrzeżenie, że jeśli się wyłamie to przejdzie do mediów niszowych i jego finanse mocno ucierpią. Spryt takiego rozwiązania polega też na tym, że gdybym wspomniał o istnieniu cenzury, to zwróci mi się uwagę właśnie na niszowe media, przedstawiające inny punkt widzenia. Czyli wszystko jest  w porządku i to ja wymyślam problem. System zaś ignoruje małe media (do czasu aż zaczynają rosnąć) bo wie, że większość społeczeństwa do nich nie dotrze. Z lenistwa, niewiedzy, braku czasu czy setki innych powodów.

Brytyjska pracownia badań opinii publicznej YouGov bada co roku skąd mieszkańcy wysp czerpią informację o świecie. Najnowsze badanie z lutego bieżącego roku pokazuje, że aż dla 52% społeczeństwa głównym źródłem informacji jest „telly” i wydania wiadomości w głównych stacjach. 42% czerpie wiedzę z maistreamowych stron internetowych. Zaledwie 3% poszukuje wiadomości w alternatywnych źródłach. Przy takich wynikach manipulacja opinią społeczną jest dziecinnie prosta.

Rasizm, wszędzie rasizm

Rasizm to słowo, które na Wyspach zrobiło zawrotną karierę. Słowo, które ucina wszelkie próby dyskusji. Rasizmem na Wyspach jest wszystko. Zwykła krytyka kogoś z kim się nie zgadzamy będzie skwitowana stwierdzeniem „jesteś rasistą”. Mowa tu oczywiście o białych ludziach. Ktoś o innym kolorze skóry rasistą już może nie być. Tu nie ma problemu. Problem rasizmu w stosunku do białych po prostu nie istnieje medialnie. Mamy więc podwójne standardy. Na tym jednak nie koniec.  Thomas Sowell, będący obecnie czarnoskórym (warto podkreślić by nie być oskarżonym o słowo na „R”) sędzią amerykańskiego sądu najwyższego, w swoich licznych książkach rozprawia się z lewacką rewolucją. W jednej z nich wziął się za temat rasizmu. Zwrócił uwagę , że rasizm to forma bardzo skrajna i cechująca naprawdę niewielu. Najpierw mamy do czynienia z uprzedzeniami, potem dyskryminacją, a dopiero na końcu z rasizmem. W dzisiejszej debacie to wszystko uległo zatarciu. Jest to oczywiście robione specjalnie. Zachodni politycy jak ognia boja się rasizmu. Taka łatka kończy ich karierę. Gdy więc rasizmem może być wszystko, siedzą cicho bojąc się o swoje kariery i nie przeszkadzają rewolucji…

Michał Gackowski

  • druga część publikacji TUTAJ

Related posts