Sir Roger Scruton – ostatni taki Brytyjczyk

Sir Roger Scruton – ostatni taki Brytyjczyk

Na początku roku odszedł Sir Roger Scruton – brytyjski filozof, pisarz, jeden z najwybitniejszych współczesnych myślicieli konserwatywnych. Był autorem ponad 50 książek na temat estetyki, moralności, historii i polityki. Tworzył też powieści, pisał o winie i muzyce. Sam skomponował dwie opery. Był wykładowcą University of London i Birkbeck College, profesorem wizytującym w Departamencie Filozofii Uniwersytetu Buckingham. Prowadził także zajęcia na wielu innych uczelniach, m.in.: Cambridge, Princeton, Stanford, Boston, Massachusetts, Oslo, Waterloo, Bordeaux. Był stałym felietonistą „The Times”, „Financial Times”, a także współzałożycielem, wydawcą i redaktorem „The Salisbury Review”. Krytycznie podchodził do kultury masowej. Zwracał uwagę na dewastowanie współczesnych przestrzeni miejskich przez architekturę, która ignoruje urodę miasta i potrzeby człowieka. Był doradcą brytyjskiego rządu. W czerwcu 2016 r. otrzymał z rąk królowej Elżbiety II tytuł szlachecki za „zasługi na polu filozofii, nauczania i edukacji publicznej”. Pozostałą część życia spędzał na swojej farmie – hodując świnie, polując na lisy i co niedzielę grając na organach w wiejskiej parafii.

Bazowanie na powyższym życiorysie – jako spisie głównych osiągnięć – byłoby jednak kardynalnym błędem. Zakres aktywności i oddziaływania Sir Scrutona wychodził daleko poza możliwości encyklopedycznej noty biograficznej, a charakterystyki jego barwnej i nieszablonowej postaci nie da się zawrzeć w kilku, nawet nader zręcznie skonstruowanych zdaniach.

To właśnie wtedy zostałem konserwatystą

Kim był Brytyjczyk i przyjaciel Polski urodzony 27 lutego 1944 roku w niewielkiej wsi Buslingthorpe, w północnej Anglii?

Jako młody człowiek, po ukończeniu filozofii w Jesus College na Uniwersytecie Cambridge, wyjechał do Francji – gdzie rozpoczął pracę jako nauczyciel. Tam też był świadkiem zamieszek studenckich w Paryżu w 1968 r. Widział jak tłumy studentów przewracają samochody, wybijają szyby, zrywają płyty chodnikowe i demolują miasto – uzasadniając wszystko „marksistowskim bełkotem”. To właśnie wtedy – jak sam mawiał – stał się konserwatystą.

Zaangażował się w walkę z komunizmem w Europie Środkowej. Z grupą przyjaciół w Czechach założył podziemny uniwersytet, który umożliwiał zdobycie dyplomu uczelni w Cambridge. Prowadził tajne wykłady dla czechosłowackich, polskich i węgierskich dysydentów. W swojej działalności publicystycznej piętnował radziecką dyktaturę w tych krajach. W trakcie jednej z wypraw do Pragi został zatrzymany przez komunistyczne służby, a następnie wydalony do Austrii. Dostał zakaz wjazdu. Nie powstrzymało go to od dalszej współpracy z czeską opozycją. Jeszcze tego samego dnia, na pieszo, przeszedł przez zieloną granicę, przenosząc w torbie na ramieniu materiały na tajne komplety.

Sir Roger Scruton i prezydent Andrzej Duda

Podczas swoich następnych wizyt w Polsce i na Węgrzech zorientował się, że tutaj bezpieka też miała go już na celowniku – krok w krok za nim podążali zawsze „panowie w czarnych płaszczach”. Mimo tego udało mu się stworzyć organizację Jagiellonian Trust, przez którą, wraz z kolegami zza żelaznej kurtyny, dostarczał sprzęt, książki i pieniądze ludziom zaangażowanym w walkę z komunizmem – również w naszym kraju. Swoje doświadczenia z tego okresu opisał w powieści „Notes from the Underground”.

Za wkład w obalenie reżimów komunistycznych został uhonorowany wysokimi odznaczeniami państwowymi przez władze Czech i Węgier. Na podziękowania znad Wisły musiał czekać bardzo długo. Okrągłostołowe ustalenia i polityka „grubej kreski” doprowadziły do nieco innych rozstrzygnięć. Rogera Scrutona Orderem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej w 2019 r., tuż przed śmiercią, odznaczył dopiero prezydent Andrzej Duda.

Lewica i liberałowie udają, że Sir Scruton nie istnieje

Dzięki jego niezmiennie wiernemu trwaniu w obronie tradycyjnych, konserwatywnych wartości, stał się na przestrzeni lat kłopotliwym kamieniem granicznym dla „postępowego zachodniego świata”. Był niewygodnym autorytetem, który nie dał się ani omamić ani przekupić, i którego nie można było zastraszyć. Płacił za to wysoką cenę.

Przed 1989 r. w krajach bloku wschodniego był zakazanym autorem – z oczywistych względów – walczył z systemem komunistycznym i wspierał opozycjonistów. Kiedy żelazna kurtyna runęła okazało się, że w tych samych krajach jego postać, po cichu – niemal niezauważalnie, została zepchnięta w otchłań niebytu. Milczy o nim większość podręczników z zakresu filozofii, literatury czy teorii polityki. Jak mogło do tego dojść?

Razem z demokracją i wolnym rynkiem do Europy Środkowej i Wschodniej ukradkiem wpełzł liberalizm i „nowoczesna lewica”. To te środowiska dochodziły po cichu do władzy poprzez przeróżne, mutujące formacje polityczne. „Nowa elita”, przykładnie podążając za wskazówkami z Zachodu, pisała nowe podręczniki, w których nie było miejsca na postaci takie jak Roger Scruton – będące niewygodnym sumieniem dla liberalno-lewicowej rzeczywistości.

Jednak, jak wskazuje prof. Ryszard Legutko, brytyjski filozof był głosem, którego nigdy nie udało się zagłuszyć. Dzięki niemu scena intelektualna dzisiejszego zachodniego świata uzyskała pewną przeciwwagę wobec szkodliwego monopolu lewicy. Był w pojedynkę człowiekiem-instytucją, który dzięki dorobkowi, wspaniałemu umysłowi i odwadze wprowadził w przestrzeń publiczną szlachetne idee, mądrość i głęboką refleksję.

Intelektualny i moralny upadek w brytyjskiej polityce

W tym samym czasie, kiedy w Europie Środkowej Sir Roger zaangażowany był w walkę z komunizmem, w Wielkiej Brytanii skupiał się przede wszystkim na kwestiach związanych z filozofią polityczną i estetyką. Wskazywał na konieczność obrony klasycznego konserwatyzmu, który większą wagę przykłada do tradycyjnej moralności i zwyczajów niż do wolnego rynku – traktowanego jako recepta na wszystko. Działo się to w okresie rządów Margaret Thatcher, która forsowała ideę wolnego rynku – właśnie jako „cudownego remedium” i wyznacznika kierunku polityki.

Roger Scuton podczas pracy na swojej farmie

To rządy Żelaznej Damy doprowadziły do przewartościowania brytyjskiego konserwatyzmu w rodzaj dziewiętnastowiecznego liberalizmu ekonomicznego, wzbogaconego o takie „zdobycze” jak prawo do aborcji. Pod tym względem ówczesna szefowa rządu w niczym nie różniła się od feministek. W kolejnych latach, po dojściu do władzy Tony’ego Blaire’a, nastąpiła wielka ideowa konwergencja. Partia Pracy, w gruncie rzeczy, podpisała się pod programem Thatcher, poszerzając zasięg „postępu społecznego” o coraz bardziej rozbudowywane „ustawodawstwo równościowe”.

Dalszą liberalno-lewicową metamorfozę przeszli ponownie na początku XXI wieku torysi. Na gruncie przygotowanym przez lata thatcheryzmu, w 2011 roku zburzone zostały ostatnie filary brytyjskiego konserwatyzmu. Na zjeździe partii, urzędujący premier David Cameron oświadczył: „nie jestem zwolennikiem małżeństw jednopłciowych pomimo tego, że jestem konserwatystą, ale jestem zwolennikiem małżeństw jednopłciowych, dlatego że jestem konserwatystą”. Następnie „konserwatywna” większość w Izbie Gmin uchwaliła legalizację związków homoseksualnych.

Sir Roger Scruton wielokrotnie wskazywał na tę transformację – sprzeczną z tradycją i ideologią ugrupowania. W czasie, gdy Partia Konserwatywna bankrutowała intelektualnie i moralnie, był jednym z nielicznych głosów zdrowego rozsądku, który pojawiał się w publicznej debacie. Trafność formułowanych przez niego myśli i prawdziwa niezależność od ideologicznych wypaczeń, szczególnie widoczna była, gdy sfera polityki i media zawładnięte zostały przez liberalno-lewicową nowomowę. Zjawisko to trafnie zdefiniował, jako „ekspansję dyktatury relatywizmu” utwierdzającej „nową ortodoksję” za pomocą „ustawodawstwa równościowego” i walki z „mową nienawiści”. Obserwując praktyczne zastosowanie tego ostatniego pojęcia, wskazał, że walka z mową nienawiści, jest w rzeczywistości przypisywaniem własnej nienawiści innym.

Obrona tradycyjnego małżeństwa

W 2012 roku na łamach „Timesa” pisał: „Jeśli spytamy samych siebie, jak to się stało, że obrona małżeństw gejowskich stała się standardem, któremu muszą podporządkować się wszyscy nasi polityczni liderzy, z pewnością musimy uznać, że zastraszenie odgrywa w tej całej sprawie pewną rolę. Wyraź tylko najmniejsze wahanie w tym względzie i ktoś oskarży ciebie o homofobię, podczas gdy inni zorganizują wszystko tak, że nawet jeśli nic innego o tobie nie jest wiadome, właśnie to stanie się powszechnie znane. Tylko ktoś, kto nie ma nic do stracenia, może poważyć się na przedyskutowanie całej kwestii z całą wymaganą roztropnością. Politycy zaś nie należą do grupy ludzi, którzy nie mają nic do stracenia”.

Roger Scruton z rodziną

Opisany przez Scrutona mechanizm, w ostatnich latach jego życia, zastosowano wobec niego samego. Wizerunek filozofa prezentowany w mediach został ukradkiem poddany transformacji – przedstawiano go, jako głos skrajnej prawicy, nietolerancyjnego szowinistę posługującego się „mową nienawiści” i oczywiście homofoba. Mimo tego Sir Roger nie dał się zastraszyć i nie dopuścił się żadnego, modnego wówczas, „kompromisu ideologicznego”. Nieugięcie wskazywał, że redefinicja małżeństwa ma swoje poważne konsekwencje społeczne. Przypominał, że opierając istotę związku na „partnerstwie” zrywa się z odwieczną tradycją obecną we wszystkich właściwie kulturach, która ujmuje małżeństwo, jako początek nowej wspólnoty (rodzina), a jednocześnie zobowiązanie dla wspólnoty (prokreacja), które jest warunkiem trwania danej społeczności. Nie można więc – jak podkreślał – rozumować na zasadzie, że „nas to nie dotyczy, my i tak uznajemy małżeństwo jako sakrament i wiemy, że bez metafizyki nie rozpoznamy jego właściwej istoty”.

Zwracał również uwagę na pomijanie innych istotnych okoliczności. W świeckim społeczeństwie państwo, metodą faktów dokonanych, przejęło już wiele funkcji religijnych. W sytuacji redefinicji małżeństwa, wcześniej czy później, doprowadzi to do zniknięcia prawnych gwarancji chroniących dotąd tę instytucję w jej społecznej funkcji (np. zakaz kazirodztwa, bigamii i małżeństw nieletnich). Według Scrutona głównym czynnikiem sprawczym tego procesu jest „płytkie rozumowanie o równości”. „Jak gdyby, cienka jak nitka, idea równości wystarczała do rozstrzygnięcia wszystkich kwestii dotyczących długofalowego losu ludzkości i jak gdyby pisma antropologów (nie mówiąc już o poetach, filozofach, teologach, pisarzach, socjologach) nic się nie liczyły wobec sloganów wypowiadanych przez Stonewall [największa organizacja gejowska w Wielkiej Brytanii – przyp.red.]. Czy całkowicie się w tym mylimy?”

Lewicowo-liberalny establishment urządza nagonkę na filozofa

Przez publiczną obronę podstawowych wartości stał się ofiarą brutalnych ataków. Zrywano jego wykłady, obrzucano go inwektywami. Praktycznie cały establishment kulturalny Wielkiej Brytanii, w większości radykalnie lewicowy, zwrócił się przeciwko Sir Rogerowi. Jego opinie, niezgodne z liberalno-marksistowską narracją na uniwersytetach i w mediach, często sprowadzały na niego kłopoty. Ostatni taki przypadek miał miejsce w kwietniu 2019 r., gdy za wypowiedzi na temat islamu, Chin i finansisty George’a Sorosa, został z hukiem wyrzucony z rządowej komisji architektonicznej. Był to klasyczny przykład, pokazujący skalę ideologizacji, zakłamania i manipulacji w największych brytyjskich środkach przekazu.

Zmasowaną „nagonkę” przeciw filozofowi, media liberalne i lewicowe, na czele z „The Guardian”, rozpoczęły już nieco wcześniej. Ostatniego ataku dokonał tygodnik „New Statesman”. Podczas wywiadu, rzekomo doszło do „niedopuszczalnych wypowiedzi”. Scrutonowi zarzucono antysemityzm, islamofobię, homofobię i nienawiść do Chińczyków. George Eaton – dziennikarz, który przeprowadził rozmowę – nie krył później radości ze zwolnienia filozofa. Umieścił na Instagramie swoje triumfalne zdjęcie – z butelką szampana w dłoni i wymownym podpisem: „To jest uczucie, gdy uda ci się usunąć prawicowego rasistę i homofoba Rogera Scrutona ze stanowiska doradcy z rządu torysów”.

Homofobia, islamofobia i antysemityzm w natarciu

Kampania oparta na kłamstwach odniosła skutek. Ewidentne stało się to, że każdy, kto nie zgadza się z „postępowymi” liberalnymi hasłami, może w mgnieniu oka zostać starty w pył. Po zwolnieniu filozofa okazało się jednak, że istnieje nagranie z rozmowy z redaktorem wspomnianego tygodnika. Dopiero wówczas na światło dzienne wyszła kolejna, mało elegancka  manipulacja lewicowych mediów. Wypowiedzi Scrutona zostały, bez żadnych skrupułów, powyrywane z kontekstu i spreparowane tak, aby zmienić ich sens. Zarzut islamofobii opierał się na przypomnieniu przez Scrutona oczywistego faktu, że określenie to zostało „wymyślone przez Bractwo Muzułmańskie po to, by zablokować możliwość omawiania [niewygodnego – przyp.red.] tematu o elementarnym znaczeniu”. W tych okolicznościach, samo użycie oskarżenia o islamofobię przez lewicowego publicystę, było najlepszym potwierdzeniem prawdziwości tez filozofa.

Podobnie było z oskarżeniami o homofobię – czyli termin, który został stworzony przez lobby gejowskie, by uniemożliwić rzeczową dyskusję dotyczącą tego zagadnienia. Natomiast przypisywanie rzekomego antysemityzmu wzięło się z powycinania słów pisarza, odnoszących się do działalności „imperium George’a Sorosa na Węgrzech” – z jego mowy wygłoszonej w 2014 r. w Budapeszcie. W rzeczywistości, podczas swojego wystąpienia Brytyjczyk ostrzegał przed wzrostem nastrojów antyżydowskich.

W tekście opublikowanym przez „New Statesman” pojawił się również zarzut, iż Sir Roger uważa wszystkich Chińczyków za automaty. Po ujawnieniu nagrania okazało się, że filozof krytykował Chińską Partię Komunistyczną, za to, że próbuje przekształcić swoich obywateli w żywe automaty, czyli robotyzować własne społeczeństwo, by móc je skuteczniej kontrolować.

Ratuj się kto może, jedzie liberalny buldożer

Powyższa sytuacja pokazała również istotny stopień „robotyzacji” brytyjskiego społeczeństwa, które zachowuje się jak trybiki w machinie – sterowanej przez lewicowo-liberalne środowiska. Wystarczyło, że padło pomówienie z ust mediów reprezentujących tę grupę, aby postać z dorobkiem i autorytetem Sir Scrutona została natychmiast potępiona i zdegradowana – bez prawa do obrony. Skoro na podstawie sfabrykowanych oskarżeń można było w taki sposób potraktować jednego z najwybitniejszych, współcześnie żyjących filozofów, to znaczy, że żaden poważny autorytet intelektualny, nieprzyklaskujący ideologii gender, „zielonym”, bądź innym lewicowym hasłom, nie może czuć się bezpieczny. Niezależność myślenia i odwaga wyrażania przekonań, niezgodnych z nową dyktaturą, nieuchronnie skutkuje agresją tych środowisk, niecofających się przed żadną podłością.

Znany brytyjski historyk Niall Ferguson, komentując atak na Scrutona, napisał na łamach „The Times”: – Nowa armia czerwona chce uciszyć debatę…. W tym kontekście warto przypomnieć, że Sir Roger już wiele lat temu trafnie wskazał sposób, w jaki lewica będzie starła się dokonać „cichego zamachu stanu”. Dostrzegł to, co jest najważniejsze: „zdrowe społeczeństwo wymaga zdrowej kultury, co pozostaje w mocy nawet w sytuacji, kiedy kultura – tak jak ją definiuję – jest domeną nielicznych”.

To poprzez zawłaszczenie sfery kultury „liberalna dyktatura” dokonuje ataku na wszystkie pozostałe płaszczyzny życia. Brytyjski filozof wskazywał, że to właśnie kultura jest najważniejsza, bo jest źródłem wiedzy przekazywanej „poprzez ideały i przykłady (…), a każda kultura ma korzenie w religii i z tego korzenia żywica wiedzy moralnej rozchodzi się na wszystkie gałęzie myślenia i sztuki. Nasza kultura została pozbawiona korzeni. Jednak, kiedy drzewo zostanie wyrwane z korzeniami, nie zawsze umiera. Żywica może znaleźć drogę do gałęzi, które każdej wiosny wypuszczają listki z niegasnącą nadzieją życia”. To dlatego, podkreślał Scruton, kultura jest dzisiaj „sprawą prawdziwie polityczną, głównym orężem w walce o zachowanie naszego dziedzictwa moralnego i drogowskazem pozwalającym zmierzać ku zaciągniętej chmurami przyszłości”.

 

Opracowanie: Kajetan Soliński

Related posts