Wojna szympansów

Wojna szympansów

„Gdy Bóg chce ukarać człowieka to odbiera mu rozum” – mówi stare przysłowie, a ja, im dłużej chodzę po tym świecie, jestem coraz bardziej przekonany o mądrości ludowych powiedzonek. Wielu ludzi, szczególnie tych uznających się za awangardę nowoczesności, uważa, że przytoczone przysłowie nie ma sensu, bo przecież Boga nie ma. Są przekonani o swojej nieomylności, uznając, że rację mogą mieć tylko oni. Owi janczarzy postępu nie zauważają niestety granicy między rzeczywistością, a fantazją. Zapominają, że pojęcie „bóg” można rozumieć szerzej, bo rolę bóstwa mogą pełnić nawet siły natury. W takim przypadku kataklizm ekologiczny może być karą bożą Natury za dewastację środowiska. Moim zdaniem podobnie może się mścić biologia, chemia, meteorologia, itp. Dlatego uważam, że Bóg (pisany z dużej i małej litery) może karać człowieka, a spostrzeżenia umacniają mnie w przekonaniu, że nastał czas zemsty: psychologii, socjologii, medycyny. Wielu ludzi, szczególnie tych o lewicowych sympatiach, sądzi jednak, że wyobraźnia człowieka ma moc stwarzającą! Wyobrażają sobie, iż mogą odmienić świat siłą swej woli i czynów. Zaklinać rzeczywistość mocą szamańskich zaklęć, multiplikowanych w środkach masowego przekazu. Mimo deklarowanego ateizmu lub agnostycyzmu, owa wiara w ludzki umysł ma wszelkie cechy religijne, gdzie bóstwo zostaje zastąpione przez ideę. Weźmy na przykład marksistów oraz ich spadkobierców spod znaku Lenina lub Mao. Nadrzędnym bóstwem stała się dla nich idea wywyższenia klasy robotniczej, lub postawy społecznej określanej jako lewicowa. W efekcie miliony ludzi poświęcało się dla abstrakcyjnej koncepcji, oddając swoje usługi zbrodniczym pomysłom eksterminacji znienawidzonych klas lub poświęcania niewinnych ludzi na ołtarzu postępu. Eschatologicznie, w nagrodę otrzymywali oni materialistyczny niebyt po śmierci, a w czasie życia łudzili się koncepcją wywyższenia w przyszłości jednej grupy społecznej nad pozostałymi. Poświęcali się w imię idei, bo poświęcać się należało, w żadnym wypadku nie poddając swojej postawy autorefleksji. Zwalczali postawę krytyczną. Podobnie czynili niemieccy narodowi socjaliści, którzy mordowali „podludzi” w celu gloryfikacji niemieckiej rasy. W obu przypadkach klasa i rasa pełniły taką samą funkcję, były, a dla wielu nadal są, bóstwem-ideą żądającym od człowieka ofiary.

W ciekawy sposób lewicowość zdefiniował George Orwell, stwierdzając, że jest ona „czymś w rodzaju fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma większego znaczenia”. Muszę stwierdzić, że dokładnie tak myślę od wielu lat. Zwyczajnie nie mogę zrozumieć (w sensie mentalnym), jak ludzie powołujący się na naukę i racjonalizm, mogą w tak wypaczony sposób pojmować rzeczywistość, zupełnie nie uznając determinacji materii i prawideł z nią związanych nad imaginacją. Co jakiś czas owe postępowe wymysły są poddawane konfrontacji z rzeczywistością, tak jak to miało miejsce podczas ostatniego zamachu w Paryżu, gdzie islamscy terroryści uśmiercili lub ranili kilkaset osób. Stało się to mimo zaklęć rzucanych przez medialne autorytety (szamanów postępu) o konieczności „wzbogacenia kulturowego” europejskich narodów oraz opieki nad uchodźcami w imię miłosierdzia, przy jednoczesnym odrzucaniu źródła owej postawy, czyli samego chrześcijaństwa, jako przeszkody w dalszym postępie społecznym. Na podobnej zasadzie w wielu krajach Unii Europejskiej odrzuca się nawet własne dziedzictwo historyczne i kulturowe, tylko dlatego by usunąć przeszkody w tworzeniu społeczeństwa multikulturowego. Jak ową postawę nie określać mianem religijnej, mimo jej rzekomo świeckiego charakteru?

Obecny atak ekstremistów islamskich, a nawet szeroko rozumianego islamu, na Unię Europejską, odbywa się na wielu płaszczyznach, z zastosowaniem nowej, niekonwencjonalnej broni. Ów spór można interpretować jako wojnę religijną, przez wielu błędnie określaną konfliktem między chrześcijaństwem a islamem. Takie określenie jest niestety kolejnym zakłamywaniem rzeczywistości, bo współczesnej kultury europejskiej nie można już nazywać chrześcijańską, ona jedynie wyrosła na gruncie religii katolickiej lub protestanckiej, i to najczęściej w opozycji. W konsekwencji uważam, że jesteśmy świadkami wojny między lewicowo-konsumpcyjną Europą multikulturową, a światem kultury islamskiej w jej nieomal wszystkich odmianach.

Na zdefiniowany w poprzednim akapicie konflikt można spojrzeć z jeszcze jednej perspektywy, antropologiczno-zoologicznej. Najbliższymi do człowieka zwierzętami, pod względem społecznym, są szympansy. Wyróżniamy dwa ich gatunki: szympansa zwyczajnego (Pan troglodytes) oraz szympansa karłowatego (Pan paniscus), którego wielu zoologów przez lata uważało za podgatunek pierwszego. Szympansy zwyczajne są zwierzętami wysoce uspołecznionymi, żyjącymi w wielopokoleniowych stadach, które zazwyczaj pokojowo współżyją z sąsiadującymi innymi stadami. Przywództwo nad grupą sprawuje dominujący samiec, który pozycję zdobywa w wyniku walki ze starym przywódcą lub innymi pretendentami. Tym samym szympansy zwyczajne budują społeczności oparte na strukturze patriarchalnej, są bardzo inteligentne, potrafią wytwarzać prymitywne narzędzia, bywają agresywne. W niektórych sytuacjach prowadzą polowania na inne małpy, a niekiedy inicjują mordercze walki z szympansami innych grup, co przypomina wojny plemienne prymitywnych ludów naszego gatunku. Zupełnie inaczej zachowują się szympansy karłowate, inaczej nazywane bonobo, które zamieszkują tylko południowe dorzecze rzeki Kongo. Poszczególne populacje, jak i cały gatunek, są odizolowane od terytoriów zasiedlonych przez szympansy zwyczajne. W efekcie, żyją one w stosunkowo bezpiecznym środowisku, są wyjątkowo mało agresywne, a nieomal wszystkie konflikty rozwiązują uprawiając seks, w tym kazirodczy. Kiedy jakiś przedstawiciel stada jest agresywny to inny członek grupy prowokuje go do odbycia stosunku płciowego w celu rozładowania napięcia. Bonobo nie utrzymują związków rodzinnych, a ich stada nie mają struktury hierarchicznej jak szympansy zwyczajne. Przewodnią rolę w stadzie odgrywają samice, wokół których toczy się życie zbiorowości oparte głównie na czynnościach seksualnych. Według wielu badaczy, szympansy karłowate były uznawane za małpy mniej inteligentne niż ich kuzyni, żyjący na północnym brzegu rzeki Kongo.

Przez tysiące lat cywilizacje ludzkie były oparte na zachowaniach związanych z walką o przetrwanie oraz na zdobywaniu nowych terytoriów. Hierarchia społeczna miała strukturę schodkową i dotyczyło to zarówno państw, plemion, jak i rodzin. Dominującą rolę odgrywali mężczyźni, którzy agresję wyładowywali uczestnicząc w wojnach lub mniejszych konfliktach. Tym samym ludzie przypominali szympansy zwyczajne, gdzie dominującą rolę odgrywała siła, żądze i inteligencja. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat w europejsko-amerykańskiej cywilizacji konsumpcyjnej sytuacja się zmieniła. Powszechny dobrobyt, brak zagrożeń bezpośrednich, rewolucja seksualna, rozbicie związków rodzinnych, itd. sprawiły, że staliśmy się bonobo, a większość konfliktów próbuje się rozwiązywać, użyczając innym swego dobrobytu. W efekcie człowiek Zachodu zagubił instynkt samozachowawczy. Zupełnie inna sytuacja występuje w państwach o niższym statusie i dobrobycie. Tam ludzie nadal są zmuszeni do walki, nie zastanawiają się nad rzeczami oczywistymi, doskonale wiedzą, że nie można zmienić faktów pobożnymi życzeniami i „dobrymi chęciami, którymi wybrukowania jest droga do Piekła” – według innego przysłowia. Dlatego mieszkańcy Bliskiego Wschodu i Afryki nadal są szympansami zwyczajnymi. Przez rzekę oddzielająca oba gatunki został jednak przesypany bród. Pan troglodytes już tu jest. Nie mam wątpliwości, który gatunek przetrwa, bo prawa przyrody są bezwzględne i od zarania dziejów takie same. Jedyna nadzieja w tym, że bycie bonobo jest tylko masturbacyjną fantazją!

 

Włodzimierz Bykowski

Related posts